seaman seaman
67
BLOG

Kandydat Kaczyński przez duże "K"

seaman seaman Polityka Obserwuj notkę 35

W odróżnieniu od kandydatów Platformy Obywatelskiej wyznaczonych przez premiera Tuska do wzięcia udziału w prawyborach, Lech Kaczyński nie kryguje się na przeciętność, czyli obraz i podobieństwo przeciętnego wyborcy.  Nie kokietuje wystudiowaną swojskością z oczywistych powodów, z których każdy z osobna wystarcza, żeby tego nie czynić.

Prezydent Kaczyński ma swoje własne poglądy polityczne, dzięki którym został wybrany na upływającą właśnie kadencję, a które są na tyle wyraziste, że nie musi robić dziwnych szpagatów, aby odróżnić się od konkurencji.  Nie potrzebuje więc opowiadać bzdur, że jest konserwatystą przez małe „k” albo tłumaczyć się z upodobania do szkolonych w Moskwie funkcjonariuszy służb specjalnych. Jakoś tak mu się życie ułożyło, że nie nasyłał tych służb na porządnych ludzi ani nie odzyskiwał za  pomocą służ pieniędzy.

Lech Kaczyński ma również taki komfort, że nie ma obowiązku znać na wyrywki poglądów szefa swojej partii i może się wypowiadać swobodnie w swoim imieniu.  Rzecz jasna, że w związku z takim postawieniem sprawy nie musi w każdym wystąpieniu deklarować lojalności rządowi, jak to czynią wybrańcy premiera. Taką bowiem podrzędną wobec siebie funkcję przeznaczył im ich dobrodziej Donald Tusk.

Rezultat jest taki, że jedyne zalety własne, na które mogą się powołać Komorowski i Sikorski, to są w kolejności : wąsy i oksfordzki akcent.  To jest chyba pierwszy przypadek, gdy oficjalnie przyznano, że samodzielność i mocna osobowość dyskwalifikują kandydata partii na prezydenta.  W tym miejscu trzeba jednak obiektywnie przyznać, że w tym kontekście to są kandydaci naturalni. Zgrzytem w tej konwencji byłaby raczej postać Palikota, któremu nie można na pewno zarzucić nijakości.

Inny powód, dla którego Kaczyński nie musi się do nikogo upodabniać, jest jeszcze bardziej oczywisty niż pierwszy – on po prostu nie potrafi udawać.  Ostatnią rzeczą, jaką można przypisać obu braciom są zdolności aktorskie, mimo że niegdyś dobrze się w tym fachu zapowiadali.  W kwestii medialnego aktorstwa jest bowiem wręcz przeciwnie, kompletny brak tego rodzaju emploi - tak przydatnego w dzisiejszej polityce – jest im często stawiany jako zarzut.

Udawanie kogoś innego niż jest w rzeczywistości, nigdy nie będzie atutem Lecha Kaczyńskiego. To wiemy już na pewno, że nie jest z politycznego komiksu, jak Sarko, Silvio czy Donek.  Wreszcie Kaczyński ani tego nie potrzebuje, ani nie oczekują podobnych min jego wyborcy.  Schlebianie ludzkiej próżności i małości nie leży po prostu w jego naturze.

W tym sensie jest faktycznie upośledzony w stosunku do kandydatów Tuska, którzy posiedli w dużym stopniu umiejętność mimikry światopoglądowej, czyli upodabniania się do poglądów otoczenia. Trzeba powiedzieć, że przychodzi im to ze zdumiewającą łatwością, co skłania do podejrzeń, że w ogóle nie posiadają własnych przekonań ani poglądów.

Dla prezydenta Kaczyńskiego dobrze się składa, że jego naturalni wyborcy oczekują, że będzie lepszy od nich, zatem nie musi się męczyć udawaniem brata łaty wobec każdego głupka.  Po prostu, konserwatysta przez duże „K”.  Cały ten mój wywód ma na względzie pokazanie fundamentalnej różnicy pomiędzy kandydatem Kaczyńskim a każdym prekandydatem Platformy.

Ktokolwiek w końcu zostanie przez premiera namaszczony, a zostanie z pewnością Komorowski, będzie musiał paradoksalnie udowodnić, że nie jest kandydatem Tuska, że nie jest dyspozycyjnym figurantem rządu. Albowiem Donald Tusk rezygnując sam z kandydowania i ogłaszając publicznie, że Platforma Obywatelska potrzebuje swojego prezydenta, postawił przed swoim faworytem takie właśnie karkołomne zadanie.

Po co nam bowiem prezydent wybierany w wyborach powszechnych, o którym z góry wiadomo, że ma słuchać premiera ?  Po co nam potrzebny prezydent przez małe „p” ?  Przecież wiadomo, że mówimy Platforma Obywatelska, a myślimy Donald Tusk.  A Tusk ma już mnóstwo uległych mu ludzi na stanowiskach państwowych, a teraz potrzebuje jeszcze uległego prezydenta, czego nie ukrywa.

Trudno jest zapomnieć, że Tusk zapewniał o podwyższonych standardach w swojej partii, gdy w aureolach państwowców paradowali Chlebowski, Drzewiecki, Schetyna, Rosół oraz bohaterowie różnych  afer z Platformy.

Spróbujcie sobie wyobrazić, do jakiej niebotycznej wysokości zostanie przez Tuska wywindowana poprzeczka standardów, gdy nie ma już w CBA Mariusza Kamińskiego, a miałoby jeszcze zabraknąć prezydenta Lecha Kaczyńskiego ?

seaman
O mnie seaman

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (35)

Inne tematy w dziale Polityka