Przebiegły szyderca – to jest taki łagodny epitet, który ostatnio z lubością stosuję wobec blogowej publicystyki Wojciecha Sadurskiego. No, bo czy można brać na serio argument, iż niewykluczone jest, że osobnicy sprzeciwiający się prawnemu zrównaniu związków homoseksualnych z małżeństwami, czynią to z powodu niepewności i obawy co do stabilności własnej orientacji ?
To musi być szyderstwo, tym bardziej że dwa akapity dalej, to co było u Sadurskiego przed chwilą tylko „niewykluczone”, staje się już „zdumiewającym paradoksem”. Nie chce mi się wierzyć, żeby profesor filozofii prawa (czyli logik praktykujący, w odróżnieniu od posła Urbaniaka, logika niepraktykującego) poważnie traktował metodę argumentacji, która polega na postawieniu tezy, a następnie dziwieniu się jej paradoksalności.
Historia homoseksualizmu jest stara jak ludzkość, podobno nie zmienia się znacząco odsetek dotkniętych tą przypadłością i były okresy, w których proceder ów uprawiały elity różnych społeczeństw w sposób całkowicie otwarty i legalny. Jakoś się heterycy wtedy nie kwapili ani się nie garną do masowej zmiany swojej orientacji również teraz, gdy homoseksualizm ma tylu znakomitych obrońców. Zatem także doświadczenie wielu wieków(czterdzieści wieków patrzy na was!) też przemawia przeciwko szyderczej tezie Sadurskiego.
Niewykluczone jest (że posłużę się frazą profesora) w takim razie, że termin „orientacja” jest po prostu nieadekwatny i mylący – kto wie, czy nie jest na rzeczy „grzeszna skłonność”, jak twierdzi niejedna religia i niejeden kościół. Na pewno jest to określenie o nie mniejszym stopniu prawdopodobieństwa niż orientacja. Stanowczo, takich argumentów nie stosuje profesor filozofii prawa, to pisze przebiegły szyderca.
Tyle że do tej pory podobne argumenty czytałem wyłącznie w blogowych bijatykach - wygląda na to, że profesor też chwycił oburącz za bejsbol. Cóż, widocznie też nie ma nerwów ze stali, jak wszyscy śmiertelnicy i czasami dopuszcza się rękoczynów. Pomijając te wszystkie zastrzeżenia co do powagi profesorskiej, te rzekome obawy heteryków przed popadnięciem w homoseksualizm to kwestia, nad którą warto się także odrobinę poważniej zastanowić.
Choćby z tego względu, że stwierdzenie takie jest dość często powtarzane przez awangardę homoseksualistów, czyli tak zwanych gejów oraz wszystkich przodowników postępu ludzkości. Jest jednakże argument drugiej strony dotyczący problemu homoseksualnego, ku mojemu ubolewaniu dość rzadko używany, ale w tym kontekście – obronie przed bejsbolem – też warto go przytoczyć.
Otóż jak wspomniałem, odsetek dotkniętych odstępstwem od seksualnej normy nie zmienia się, ale od niepamiętnych czasów niezmienny pozostaje również ostracyzm społeczny wobec homoseksualistów. I nie robi różnicy epoka, ustrój, podłoże kulturowe, cywilizacja mniej czy bardziej zaawansowana – na ogół homoseksualiści są temu ostracyzmowi poddawani, wykpiwani, a często poniżani i dyskryminowani. Owszem, gdzieś tam wybiorą burmistrza z tym feblikiem albo biskupa wyświęcą, ale to nie zmienia postaci rzeczy. Trzeba to bowiem powiedzieć, że wśród ludzi awersja do homoseksualistów jest wieczna jak trawa, jak nie przymierzając wojna lub miłość.
Najciekawsze z tego wszystkiego jest to, że prym w deprecjonowaniu wiodą zawsze mężczyźni o normalnej orientacji i szczególnie narażeni na tę opresję są mężczyźni homoseksualni, a nie kobiety. Z mojego osobistego doświadczenia heteryka wynika, a żyję wystarczająco długo wśród ludzi, żeby mieć także doświadczenie społeczne, że przyczyna takiego stanu rzeczy leży nie w obawie tych mężczyzn przed popadnięciem w dewiację, ale raczej w ich przemożnej odrazie do procederu.
Tak już jest, że mężczyźni heteroseksualni generalnie brzydzą się męskim procederem homoseksualnym i niestety, przenoszą to odczucie bardzo często na osoby i całą grupę– z tego właśnie odczucia bierze się społeczna dyskryminacja, gdyż dominującym poglądem w społeczeństwie ludzkim jest ciągle męski punkt widzenia. Proszę zauważyć, że o wiele rzadziej postponowane przez mężczyzn są lesbijki, a wynika to stąd, że fascynacja kobiecą seksualnością jest dla mężczyzn czymś z gruntu naturalnym.
Zarzut, że skoro heterycy nie zaznali samego procederu homoseksualnego, to są powodowani jakąś freudowską obawą lub ukrytą skłonnością, jest oczywiście kompletnie bezpodstawny. Równie dobrze można takie rozumowanie odnieść do zoofilii – tylko proszę mi nie czynić z kolei zarzutu, że porównuję te skłonności. Jest mnóstwo rzeczy, zjawisk, czynności oraz istot, które budzą w nas obrzydzenie, pomimo że się nigdy z nimi nie zetknęliśmy fizycznie, nie mamy w stosunku do nich doświadczenia osobistego ani społecznego.
Mało tego, ta pozornie irracjonalna intuicja pozwala nam zwyczajnie przetrwać na tym świecie. Zupełnie analogicznie jak z pojęciem stereotypu, który ma bardzo negatywne konotacje w sensie wartości poznawczej, ale przecież bez niego nie potrafilibyśmy normalnie żyć wśród ludzi.
Po prostu możemy się obawiać, jak i brzydzić czymkolwiek bez naukowej podstawy, co jest oczywiście bardzo niepoprawne w dzisiejszych czasach. Ale na szczęście człowiekowi ciągle jeszcze wolno odczuwać to, co odczuwa, a nie to, co sugerują inni, że odczuwać powinien.
http://wojciechsadurski.salon24.pl/161779,ochrona-rodziny-przed-homoseksualistami-i-ps-o-red-warzesze
Inne tematy w dziale Polityka