seaman seaman
156
BLOG

Czasy się zmieniają, a prawo moralne zawsze w Cimoszewiczu...

seaman seaman Polityka Obserwuj notkę 56

Kiedy ja patrzę na Włodzimierza Cimoszewicza, to mi się  przypominają słowa Dostojewskiego, że nie spotkał  żadnego moralisty, któremu źle by się powodziło - bo to jest ten przypadek co do joty.  Podobno nic tak nie ożywia politycznej gry, jak trup wyciągnięty z szafy w odpowiednio dobranym momencie i kontekście.  

Wieczny prezydencki aspirant Cimoszewicz zaniepokojony konszachtami SLD, swojej partii-córki, wywlókł na polityczną scenę nieszczęsną Barbarę Blidę i straszliwą odpowiedzialnością moralną  za jej śmierć obciążył PiS.  Dodatkowo niejako w pakiecie, wyznaczył etyczną granicę pomiędzy PiS a resztą świata.  Każdy polityk SLD przekraczający tę granicę, byłby świnią - według Cimoszewicza.

Właśnie w ubiegłą niedzielę, gdy przechodziłem obok urzędu miasta, w tym samym czasie trwały tam zdjęcia do filmu o krwawym czwartku w Gdyni.  W tamten czwartek, siedemnastego grudnia 1970 roku, na rozkaz władzy, którą niepodzielnie sprawowała wówczas Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, zastrzelono w moim mieście kilkadziesiąt osób.

Wkrótce potem, dosłownie kilka miesięcy, bo już w 1971 roku do PZPR, swojej partii-matki, wstąpił Włodzimierz Cimoszewicz. Tak jest, dołączył do tej samej partii, która tylko nieco wcześniej pozwoliła mordować spieszących do pracy robotników - nawet nie bardzo im się chciało nazwę zmieniać.  Do tej samej partii, która trzy lata wcześniej rozpędzała pałami studentów i wznieciła antysemicką nagonkę, żeby się przy władzy utrzymać.

Nie słyszałem, żeby wtedy młody Cimoszewicz miał jakieś duszne rozterki z tego powodu.  Zapewne jakoś musiał zasłużyć na zaufanie w kręgach władzy, bo i jemu po kilku latach powierzono kierowniczą rolę w uczelnianej organizacji partyjnej.  A Uniwersytet Warszawski to nie przelewki, nie wystarczyło być młodym zdolnym, żeby zostać sekretarzem partii.

Tkwił więc Cimoszewicz po uszy w tej kierowniczej roli partii aż do końca w 1990 roku.  Nie zraniły go moralnie radomskie ścieżki zdrowia zaaplikowane przez jego partię strajkującym ludziom w 1976, w każdy razie nie na tyle, żeby ją porzucić.

Nie odczuł ciężaru straszliwej moralnej odpowiedzialności, gdy ta sama partia, której cały czas służył, rozkazała zabijać górników z kopalni Wujek w 1981 roku. Nie wytyczył żadnej etycznej granicy, gdy zbrojne ramię jego partii mordowało księdza Popiełuszkę w 1984 roku.  Nie wziął moralnego przykładu z warszawiaków, którzy jesienią 1989 rozbili pomnik bolszewickiego dzierżymordy i nadal strzegł swojej partii.

Wytrwał w niej wiernie aż do rozwiązania w styczniu 1990. Przypomnę, od 1971 do 1990 roku, przez dziewiętnaście lat Włodzimierz Cimoszewicz udzielał się w PZPR, organizacji totalitarnej władzy, która wedłu raportu słynnej komisji Rokity, tylko w stanie wojennym jest podejrzana o ponad sto politycznych mordów.

Ten człowiek mówi dzisiaj Polakom o moralnych wyborach w polityce. I podpowiada nam kto jest świnią.


 http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,7649171,Cimoszewicz__Ten__kto_zawrze_koalicje_z_PiS_bedzie.html


 

seaman
O mnie seaman

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (56)

Inne tematy w dziale Polityka