Ludwik Dorn deklaruje, że dopuszcza na swoim blogu głupotę w dowolnym stężeniu, natomiast banuje delikwentów za wulgaryzmy oraz prywatne aluzje. Efekt tego zarządzenia jest moim zdaniem taki, że każdy komentator nie zaszczycony przez niego odpowiedzią ma prawo podejrzewać, iż został uznany za głupka. Jak to może oddziaływać na preferencje wyborcze bywalców blogu Dorna, nie muszę chyba wyjaśniać. Oczywiście ten mechanizm nie będzie dotyczył głupków autentycznych, którzy z definicji nigdy podobnych podejrzeń wobec siebie nie żywią.
Przytaczam ten przykład dla zilustrowania pewnego sposobu bycia, a który ja sobie tłumaczę jako arogancję nie wprost. Podobnie jak Janusz Korwin-Mikke razi wszystkich dookoła swoją nieludzką logiką, Dorn bez przerwy gra z ludźmi w inteligencję. Co oznacza, że przy każdej okazji i o każdej dobie usiłuje każdemu wykazać swoją przewagę, czy to jest mu potrzebne, czy nie. Pomijam tu oczywiście nic nieznaczący dla polityka fakt, że Dorn najczęściej ma wybitne podstawy, żeby liczyć na powodzenie w tej grze. Natomiast jaką on ma z tego korzyść poza satysfakcją osobistą, to ja nie wiem.
To jest taka bezwiedna arogancja, która z czasem staje się sposobem życia i od której chyba nie sposób się uwolnić. Oczywiście ja nie piszę tego wszystkiego z powodu, że jestem zbolałym zwolennikiem Dorna i pragnę mu nieba przychylić, żeby on znowu się wybił do władzy. Jest wprost przeciwnie, ja pragnę jego politycznej marginalizacji, gdyż jestem zbolałym fanem Jarosława Kaczyńskiego, który Dorna zbanował z PiS-u.
Zatem jego arogancja wobec potencjalnych wyborców mi nie przeszkadza w żadnym razie. Jest dokładnie odwrotnie, arogancja byłego marszałka i wicepremiera ma na mnie wpływ kojący, gdyż wiem na pewno, że przy takiej postawie nic Kaczyńskiemu nie uszczknie. Mam tę pewność, bo jestem chyba jednym z nielicznych, którzy przeczytali deklarowane przez niego przykazania prezydenckie(link poniżej), które spisał na plastykowych tablicach i wczoraj ogłosił.
Nie może bowiem w tym kraju odnieść sukcesu politycznego człowiek, który w swoim dekalogu używa takich trudnych słów jak perykopa oraz consensus( co najmniej cztery razy !), powołuje się na Giddensa, a co bardziej przedsiębiorczych synów tego narodu przyrównuje do wołów młócących. Już nawet nie chcę wspominać o starotestamentowych odniesieniach, które mogą uczynić spustoszenie w każdym elektoracie.
Niestety, nie da się ukryć faktu, że nikt jeszcze nie zaimponował naszemu narodowi subtelnością rozumowania i cieniutką ironią z wyraźnie demonstrowaną nutą wyższości. No, powiedzmy, że może i ktoś zaimponował, ale na pewno nigdzie go z tego powodu nie wybrali. Co to, to nie ! Zatem ja jestem spokojny, że mojego osobistego faworyta w wyścigu prezydenckim Dorn nie prześcignie, a PiS-owi życia nie zatruje.
Jednak z drugiej strony czegoś mi żal, bo w polskiej polityce jest zaledwie kilku takich Dornów, na palcach jednej ręki można policzyć. To się chyba nazywa ambiwalencja, że chciałbym apostatę z PiS pognębić, a jednocześnie stanowi on jak gdyby błąd w moim rachunku, za pomocą którego oceniam ludzi w polityce.
Kiedyś nawet starłem się nieco z Dornem na blogu i w proroczym uniesieniu powróżyłem mu, że tacy jak on i tak w końcu wylądują w Platformie Obywatelskiej. Okazałem się mimo wszystko fałszywym prorokiem i tą haniebną sugestią ciężko go zelżyłem, co niniejszym odszczekuję. Wychodzi na to, że on nie z takiej gliny jak te Sikorskie, Zalewskie i inne.
Z drugiej strony mam nieodparte wrażenie, że on z takiej gliny jak Ujazdowskie, Selliny i Polaczki, a to go w moich oczach dyskwalifikuje jako polityka, któremu chciałbym powierzyć swoje losy w tym kraju. Bo ja uważam, że oni reprezentują taki typ w polityce, co to zawsze ułoży się ze stanem rzeczy – czy jest u steru, czy w opozycji, generalnie zadowala go trwanie na orbicie władzy.
Ten typ nigdy nie wierzgnie, tak żeby zaryzykować wypadnięcie z tej orbity. W końcu pogodzi się z losem i powie coś takiego: trudno jest, ale trzeba z tym żyć, to nie jest koniec świata, jakoś to będzie – w tym stylu. I będzie dalej cytował Giddensa i te perykopy, i te wszystkie socjologiczne terminy, i będzie uprawiał swoje aroganckie słowotwórstwo, które tak imponuje aspirantom do programu „Mam talent”.
To jest właściwie główna różnica pomiędzy PolskąXXIPlusDornem, a Kaczyńskimi. Kaczyńscy bowiem w odróżnieniu od PolskiXXIPlusDorna, mają taki ciąg na Polskę, że gotowi są dla niej zaryzykować wszystko. I to nie tylko w polityce. Można im zarzucić populizm, nieznośne wodzostwo, błędy, a nawet wypaczenia czasami, ale ja mam co do nich pewność, że w razie czego nie zostawią mnie z tą całą Polską na lodzie.
Niestety, jeśli chodzi o Dorna, to ja takiej pewności nie mam. Po tej jego apostazji już nie. Owszem, podziwiałem go w 2007 roku, gdy będąc marszałkiem, zmagał się z żądną pisowskiej krwi opozycją, ale pewności co do niego już nie mam. Taka ambiwalencja – bardzo trudne słowo.
http://www.polska-plus.pl/static/dekalog-prezydencki/
Inne tematy w dziale Polityka