Od czasu, gdy parę dni temu w dziale wyposażenia mieszkań pewnego supermarketu zobaczyłem znicze nagrobkowe, mój stosunek do życia stał się jeszcze bardziej refleksyjno - filozoficzny niż dotychczas. Przy czym nie jest to bynajmniej mocny przechył w stronę postawy stoickiej, ciągle jestem zaskakiwany różnymi rzeczami i nie potrafię zaskoczenia ukryć. Moja postawa zmieniła się o tyle, że mniej się dziwię, mniej się spodziewam i mniej oczekuję od pewnych ludzi i środowisk.
Ostatnio, przy okazji nowelizacji ustawy o IPN zapoznałem się z bardzo specyficznym systemem postrzegania rzeczywistości przez posłów PO. Jak wspomniałem, moje oczekiwania są niewielkie i od parlamentarzystów PO nie oczekuję, że wymyślą jakiś proch albo dynamit, czy inną nitroglicerynę. Mnie zaskakuje ich bezgraniczna łatwość uzasadniania wyborcom, czyli również mnie, przeróżnych posunięć politycznych. Ta łatwość właśnie najbardziej mi imponuje i zadziwia.
W tym konkretnym przypadku parlamentarzyści PO mówią mi, że jakaś instytucja staje się mniej polityczna, a nawet wręcz odpolityczniona, gdy politykom łatwiej jest odwołać kierownictwo. A taka zmiana została właśnie przeprowadzona i prezesa instytutu można odwołać zwykłą mniejszością, zamiast jak było do tej pory, większością kwalifikowaną. Tymczasem Platforma głosi uporczywie tezę, że ich działanie odpolitycznia IPN, zatem według tego rozumowania, gdy partia polityczna ma większy wpływ na instytucję, wówczas ta instytucja jest mniej polityczna.
Moja świeżo nabyta melancholia dała znać o sobie, gdy zacząłem myśleć, do kogo taki komunikat może być skierowany i kto może go przyjąć w dobrej wierze. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że formalnie komunikat jest do wszystkich - pisząc „do kogo”, mam na myśli, kto może zostać przekonany tego rodzaju logiką. A co za tym idzie, na kogo liczy Platforma, że znajdzie zrozumienie dla podobnych idei i w związku z tym poparcie w następnych wyborach.
I muszę się przyznać, że gdy usiłuję zgłębiać to zagadnienie w kontekście demokracji masowej(czyli wpływu mas na wybór władzy), to zaczynam tęsknić do takich poczciwych formacji ustrojowych jak monarchia dziedziczna, a nawet wczesny feudalizm. Z tym że jak już zaznaczyłem, myślę o tym raczej z melancholią niż z zacietrzewieniem, a flegma moja bierze się z tego, że ludzie zawsze wracają do zdrowego rozsądku, chociaż często dopiero po zdrowej nauczce.
W poprzednim tekście prorokowałem, że balon piaru pęknie z hukiem jeszcze w tym roku i ta wręcz rozczulająca dla mnie argumentacja Platformy(w podobny sposób przekonuję wnuczka, że nie ma nic lepszego na świecie niż obrzydliwa papka z roztartych jarzyn) wspiera moje proroctwo. Nie sposób jest nie wspomnieć o jeszcze jednym dziwnym zdarzeniu, jakim są prawybory w Platformie, które mają wyłonić kandydata tej partii na posłusznego wykonawcę woli premiera, czyli tak zwaną barmanko-kelnerkę dla rządu.
Specyfika tych dziwnych zawodów polega na tym, że ktokolwiek by w nich wystąpił i nawet wyprzedził współzawodnika, to nagrodą dla niego jest prawo do ubiegania się o drugie miejsce, gdyż pierwsze jest z góry zarezerwowane dla premiera. Analogia sportowa jest o tyle na rzeczy, że w sporcie też zdarzają się dogrywki o dalsze miejsca, ale są to miejsca od trzeciego w dół tabeli, gdyż walka finałowa rozstrzyga zarówno o pierwszej, jak i o drugiej pozycji. Natomiast nie zdarza się w realu sportowym, żeby zawodnicy wcale nie walczyli o zwycięstwo, jak to jest w przypadku prawyborów w Platformie, ale na wyścigi zapewniali, że ich marzeniem życiowym jest miejsce drugie.
Innym momentem komicznym jest też fakt, że publiczność na stadionie, czyli członkowie Platformy, zdają się nie dostrzegać, że miejsce pierwsze zarezerwował sobie bez walki sędzia główny zawodów. A przedtem obśmiał doszczętnie miejsce drugie, twierdząc, że Pałac to splendor, żyrandol i pozór.
Jednak jest możliwość, że krzywdzę podejrzeniem o bezmyślność członków partii Tuska, z jednej strony bowiem postępowe media łkają z zachwytu nad pomysłem prawyborów, ale z drugiej słyszę, że zarząd Platformy „obdzwania regiony, żeby zmobilizować struktury”, bo do wczoraj frekwencja jest fatalna i zagłosowała około jednej trzeciej członków – po kilku tygodniach zgiełku.
Gdyby taka tendencja utrzymała się do czwartku, czyli końca imprezy, to na sobotnim afterparty (rada krajowa PO) premier Tusk ogłosi wyniki prawyborów, które zignorowała połowa partii. Wygląda więc na to, że trochę się członkowie jednak orientują, w jakiej dętej imprezie uczestniczą. Do tego stanu rzeczy znacznie przyczynił się sam premier- pomysłodawca prawyborów, przekonując wcześniej, że władza leży tam gdzie leży, ale na pewno nie w pobliżu prezydenta.
Największą zagwozdkę mają doktorzy politologii, którzy uznali prawybory za majstersztyk, a tymczasem ostatnie sondaże wskazują, że na prawyborach w Platformie najlepiej wyszedł PiS i Lech Kaczyński. Trzeba będzie na nowo zdefiniować słowo majstersztyk.
W tym sensie media słusznie powtarzają, że prawybory w Platformie to eksperyment, bo czegoś takiego jeszcze świat nie widział i to nie tylko w polityce. Finał, w którym obaj finaliści ubiegają się o drugie miejsce, ponieważ pierwsze zajmuje sędzia zawodów, to jest wielki temat dla Marka Twaina albo Sławomira Mrożka, dlatego ja kończę pisać ten post z pewnym zażenowaniem, że się w ogóle na to porwałem.
http://wyborcza.pl/1,75478,7694468,Sikorski_chce_przedluzyc_prawybory_PO.html
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103087,7694993,Bielan__Zbyt_wczesnie_ogloszono_kleske_PiS_u.html
Inne tematy w dziale Polityka