seaman seaman
205
BLOG

Większa połowa prawyborców jednak posłuchała Tuska

seaman seaman Polityka Obserwuj notkę 54

Członek członkowi nierówny - ta odwieczna prawda obowiązuje także w Platformie Obywatelskiej, która miała być jedynym zwycięzcą swoich prawyborów.  Okazało się jednak, że duch obywatelski kołacze się tylko w mniejszej połowie członków, bo większa połowa imprezę zignorowała.

Paradoksalnie, to nie świadczy źle o zdrowym rozsądku tej większej połowy, która nie dała się nabrać na sztuczny tłok przy urnie symulowany przez zaprzyjaźnione z Platformą media.  I to, pomimo że zarząd partii „obdzwaniał regiony, żeby zmobilizować struktury”.  Co prawda jeszcze w czwartek było tylko ok. 30%, ale skoro głosy internetowe zlicza „specjalnie wynajęta firma zewnętrzna”, to należy się spodziewać, że nie po to została „specjalnie” wynajęta, żeby frekwencja nie sięgnęła przynajmniej tej głupiej mniejszej połowy.  Tymczasem struktury się rolą nie przejęły i wezwania liderów, którzy ze sztucznym ogniem w oczach mobilizowali członków w telewizji i gdzie się tylko dało, puściły mimo uszu. 

Przypomnę tu nieskromnie, że w połowie lutego opisałem swoją wizję w tekście „Zatrudnię barmanko-kelnerkę” - „jeśli Platforma zdecydowała się na prawybory, to jest sygnał, że Tusk namaścił Komorowskiego.  W związku z kanclerskimi planami Tuska, nie może być mowy o żadnej preelekcji w partii, jeśli ten nie jest pewien wyboru swojego faworyta. Taki scenariusz po prostu nie wchodzi w grę".

Szczerze muszę przyznać, że nie ja jeden taką wizję miałem, ale mnóstwo ludzi też ją miało, co dobrze świadczy o intuicji Polaków.  Zdaje się, że Tusk, który zna więcej piarowskich sztuczek niż cygańska wróżka, jednak zaczyna się powtarzać, a moc jego maleje.  Moim zdaniem bierze się to z tego, że każdy sztukmistrz w końcu się opatrzy publiczności, zwłaszcza gdy nie zmienia repertuaru, a każe sobie płacić coraz drożej za bilety. Nie wiem, jak się premier Tusk będzie dzisiaj czuł podczas ogłaszania zwycięstwa swojego faworyta, o którym to fakcie mówiono już półtora miesiąca temu, a wyniki procentowe znano już od paru dni.

To jest w ogóle ciekawostka, bo ponoć dopiero dzisiaj liczono głosy, żeby utrzymać rezultat ostateczny w tajemnicy, a tymczasem media trąbią te cyfry 70:30 na korzyść Komorowskiego od wczoraj, a napomykano już dwa dni temu.  I nikt z poważnych mediów się na serio nie zainteresował taką nadzwyczajną okolicznością przyrody, że coś, co rzekomo nie jest jeszcze policzone przez zewnętrzną firmę(tak!), jest dokładnie znane publiczności dzień wcześniej.  Ale być może przesadzam z tym zdziwieniem, bo w Platformie to nie pierwszyzna, a wręcz normalka, że nie ma nic na żywioł, a wszystko jest przyklepane wcześniej przez liberalnego lidera Tuska.  

Zresztą zapewne jest tak, że fatalną frekwencję sprowokował sam Tusk, który nie dość, że zrezygnował z kandydowania, to jeszcze spostponował urząd, twierdząc, że prezydentura to marność, blichtr i żyrandol.  Po cóż zatem mieliby się fatygować do urn członkowie, skoro ich przywódca zlekceważył samą ideę tych wyborów i faktycznie zniechęcił ich do tej imprezy ?  Po prostu posłuchali wodza.

Nigdy bym zresztą nie przypuszczał ( o moja święta naiwności!), że to właśnie Tusk stanie się wykonawcą żartobliwego przesłania Stefana Kisielewskiego, że trzeba wziąć ludzi za mordy i wprowadzić liberalizm.  Na razie tylko w partii, ale być może wszystko jeszcze przed nami.

Trzeba gwoli sprawiedliwości dodać, że lider Platformy wszedł w rolę postpolityka bez właściwości niesłychanie sprawnie. Wczoraj wygłosił cudną frazę w Brukseli, gdzie bawił nie bardzo wiadomo po co i w jakim charakterze.  Inny gość by się stropił, że niby co tu powiedzieć, bo ani nie ma czym się pochwalić, ani czym postraszyć.

Tymczasem nasz sztandarowy liberał wyszedł do ludzi w tym swoim dickensowskim uniformie i palnął mówkę jakby od niechcenia i ze zwykłą swadą - „na szczycie UE udało się potwierdzić, że unijna polityka spójności będzie jednym z kluczowych elementów realizacji unijnej strategii rozwoju Europa 2020”.  Koniec cytatu. Kilkanaście słów, które o niczym nie decydują, nic kompletnie nie znaczą, o niczym nie informują ani niczego nie rozstrzygają.

I nikt rzecz jasna nawet nie próbował się od premiera dowiedzieć, co  ma na myśli.  Bo każdy wiedział, że on nic nie miał na myśli.  Gdyby go w nocy obudzić i zapytać o cokolwiek, wyrecytuje identyczną frazę – zamieni jedynie spójność na narodowość albo na monetaryzm czy coś podobnego.  Postpolitycy liberalni tak mają, a nasz Donek w końcu uczy się od najlepszych, bo od Sarko i Silvio.

http://wyborcza.pl/1,75478,7703837,Komorowski___Sikorski__65_35_.html

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,7704972,Tusk__Polityka_spojnosci_priorytetem_unijnej_strategii.html

http://wyborcza.pl/1,75478,7706630,Prawybory_w_Po__Frekwencja_47_.html

seaman
O mnie seaman

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (54)

Inne tematy w dziale Polityka