W Gazecie Wyborczej Kornel Morawiecki dziękuje Bogu, że stoczniowcy nie posłuchali Karola Modzelewskiego, który jeszcze w przeddzień podpisania porozumień sierpniowych mówił, żeby zrezygnować z postulatu wolnych związków zawodowych, bo partia nigdy się na to nie zgodzi. Dziennikarz z Wyborczej indagujący legendarnego opozycjonistę skwapliwie usprawiedliwia postawę dzisiejszego profesora historii w najgłupszy możliwy sposób – że to szkoła realizmu, którą przeszedł Modzelewski w więzieniu, zaowocowała takimi radami.
Wynika z tego paradoksalnie, że najlepszym doradcą w czasach przełomu jest bezkompromisowy fantasta, za jakiego chyba uważa właśnie swojego rozmówcę. Mnie jednak najbardziej frapuje fakt, że w tej newralgicznej kwestii wolnego związku stoczniowcy wyczuli doskonale moment na spełnienie szansy, w odróżnieniu od Modzelewskiego, na którego doradztwo właśnie w takich sprawach liczyli. Rewolucjonista, który doradza zachowawcze postępowanie – to przecież nie brzmi dumnie, lecz zgoła podejrzanie. I takie proste pytania mnie właśnie frapują, dlaczego Modzelewski, ale również inni doradcy w ten sposób doradzali w sierpniu 1980 ?
Oczywiście, jak to bywa przy takich okazjach, gdy natkniemy się na wątpliwe argumenty w jednej sprawie, natychmiast pojawiają się pokrewne skojarzenia z podobnych niejasnych kwestii i zachowań ludzi. Z innej beczki kwestia, o którą niegdyś mnie zagadnięto, a nie potrafiłem dać wyczerpującej odpowiedzi. Dlaczego Jackowi Kuroniowi w mrocznych czasach komuny reżim pozwalał na składanie telefonicznych sprawozdań Wolnej Europie z działań władzy i opozycji ?
Przypomnę - w czasach, gdy w ogóle było trudno o telefon, a samo słuchanie radia WE należało do czynności, które ubecja ówczesna raczej potępiała( cudny eufemizm, prawda ?). Tymczasem najgroźniejszy dla komuny opozycjonista, którego wręcz demonizowano w kręgach władzy, z własnego domowego telefonu kablował antyreżimowe herezje do Monachium, niczym jednoosobowa agencja prasowa. I to był proceder notoryczny, systematyczny i długotrwały. Nawet głupiego telefonu mu ten straszliwy reżim nie odciął. Ciekawostka, prawda ?
I zastrzegam się, że nie zamierzam deprecjonować nikogo tymi pytaniami – to są bowiem elementarne kwestie, które na co dzień słyszy się w metrze, tramwaju, na ulicy, w pracy i w domu. Te pytanie wręcz wiszą w powietrzu, gdzie się nie pójdzie. Tyle lat minęło od czasu, gdy działy się opisywane tutaj historie, a ludzie ciągle jeszcze te kwestie poruszają, zatem wychodzi na to, że nikt jeszcze nie podał wiarygodnego wyjaśnienia. Albo może i podał, ale półgłosem i w zaufanym gronie.
Dużo się mówi w Salonie 24 o jakości debaty i dobrych obyczajach w dyskusji, ale jak tu wprowadzać angielskie standardy dogadywania się zwaśnionych stron, kiedy bohaterowie tamtych czasów nie kwapią się z wyjaśnieniem nawet faktów elementarnych ?
Inna sprawa, czyli twórczość więzienna Adama Michnika. Chyba ze sto razy (pewnie zdrowo przesadzam) słyszałem dywagacje na temat, czy każdy więzień komuny mógł sobie pisać książkę w celi mokotowskiego więzienia. Zwykle z powodzeniem się wyłgiwałem z odpowiedzi, żartując, że po pierwsze nie każdy potrafił pisać książki ( w tamtych czasach oczywiście, bo teraz każdy może pisać lepiej lub gorzej), a po drugie nie każdemu się chciało. Ale sprawa jest poważniejsza, niż może się komuś wydawać, bo nie byle komu przyznawano takie warunki, a faktycznie był to przywilej ściśle reglamentowany.
A wtedy ciśnie się mnóstwo pytań, na które właściwie nie ma dobrej odpowiedzi. Kto zezwolił i dlaczego właśnie Michnikowi; w jakim celu i co za korzyść miał z tego opresyjny ustrój, bo przecież nie pozwalano na to z chrześcijańskiej dobroci serca ? Jak to w ogóle z tego mokotowskiego pudła wypuszczono na zewnątrz ? W końcu Michnik to był wróg publiczny ówczesnego państwa ze ścisłej czołówki wrogów publicznych, gość intelektualnie jak brzytwa i dawać mu pióro i papier do łapy, to jakby strugać sobie deski na trumnę.
Przecież takiej pozycji „Z dziejów honoru w Polsce” nie pisze się na zasadzie wspomnień niebieskiego mundurka – trzeba korzystać ze źródeł, biblioteki, cytować wypowiedzi różnych starożytnych mądrali, sprawdzać dane i tak dalej. Być może niedokładnie śledzę media i literaturę tematu, ale nigdzie nie spotkałem się z żadnym konkretnym wyjaśnieniem, mniejsza już z wiarygodnością, chodzi o intencje pokazania swojej wersji.. Bo jak tych ostatnich się nie przejawia, to nie ma co wyzywać od oszołomów tych, co krystaliczne zamiary Michnika podają w wątpliwość, bo w końcu ludzką rzeczą jest dochodzić prawdy. Być może zresztą Michnik napisał to z pamięci, ale niech przynajmniej powie to ludziom głośno i donośnie, żeby po kątach nie snuli spiskowych scenariuszy.
Na wiosnę 1990 roku rząd Tadeusza Mazowieckiego postanowił znowelizować peerelowską ustawę o cenzurze (tak- nie zlikwidować, ale znowelizować!). Minister Ciemniewski (późniejszy sędzia TK) wyjaśniał, że „trzeba zabezpieczyć państwo przed przestępstwami prasy”. Przeznaczono już na ten szlachetny cel środki w budżecie, lecz inicjatywa została bezceremonialnie storpedowana przez OKP, który odciął kasę. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz o tym usłyszałem, to zapragnąłem poznać uzasadnienie komunistów dla tej ustawy, gdy ją tworzyli w PRL – założę się, że było w tym samym albo bardzo podobnym duchu, co uzasadnienie Ciemniewskiego.
Ale o wiele ciekawsze jest, co myślał o tym sam premier Mazowiecki. Otóż twierdzi on, że obawiał się prowokacji antyradzieckiej w prasie, ale z drugiej strony przyznaje, że cenzura wówczas już nic nie znaczyła i w zasadzie każdy mógł wypisywać, co mu w duszy grało i jęczało. Zatem z jednej strony szykowana jest restrykcja w konkretnym celu, a z drugiej pełna świadomość o jej kompletnej nieskuteczności. Dziwne, prawda ? Ja bym bardzo chciał usłyszeć, kto wtedy przyszedł do premiera Mazowieckiego i przekonał go, że w 1990 roku jest jeszcze za wcześnie na likwidację cenzury ?
W 1950 roku, jednym z najczarniejszych lat stalinizmu w Polsce, do partii wstępuje Bronisław Geremek, gdyż jak sam twierdził „istnieje zespół fundamentalnych wartości, które mnie z tą partią wiążą”. W pierwszej połowie lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku zaledwie trzydziestokilkuletni doktor historii zostaje szefem Centrum Kultury Polskiej w Paryżu, a takie stanowisko w tamtych czasach nie było kwestią nadzwyczajnych zdolności oraz inteligencji. Trzeba było mieć znamienite zasługi w krzewieniu komunistycznej ideologii oraz najwyższe zaufanie wszystkich tak zwanych czynników od PZPR począwszy, a na UB skończywszy.
Taka była pragmatyka nomenklaturowa przewodniej siły i w latach sześćdziesiątych same merytoryczne kwalifikacje nie wystarczyłyby nawet na objęcie dozorcostwa w tej placówce. Nigdy nie obiło mi się o uszy, żeby ktoś (nie wspominając o samym delikwencie) wyjawił, jakie to zasługi spowodowały wyniesienie go na tę strategiczną redutę propagandową – próżno szukać informacji na ten temat. Równie próżno szukać jakichkolwiek przejawów jego opozycyjnej działalności w wydarzeniach marca 1968 – kompletna tabula rasa w tym kontekście.
Znam mnóstwo ludzi( nie wyłączając siebie), których zastanawiała na przykład skrajnie emocjonalna, histeryczna, niemal patologiczna niechęć Geremka do lustracji. Jego teczka w IPN podobno jest prawie pusta, ale ta pustka wręcz krzyczy, gdy się ten fakt odniesie do jego pozycji w partii komunistycznej oraz działalności w opozycji od lat siedemdziesiątych.
Debata merytoryczna jest możliwa jedynie wtedy, gdy na pewno wiemy, z kim mamy przyjemność. Przytoczyłem celowo dobrane przykłady osób promowanych przez postępowe media niemal do poziomu jakiejś świeckiej beatyfikacji, jednocześnie powszechnie znane, popularne i bardzo specyficzne. Tymczasem nawet pobieżne spojrzenie na te biografie, choćby tylko w jednym jedynym i pojedynczym aspekcie, narzuca od razu pytanie, z kim my w ogóle mamy do czynienia ? A cóż dopiero, gdyby pogłębić temat ich czynów, intencji i konsekwencji ?
Nie ma innego wyjścia niż tradycyjna metoda dochodzenia do prawdy i konsensusu – przeróbmy najpierw elementarz naszej transformacji po roku 1989 roku, a potem już sobie bezpiecznie debatujmy.
http://wyborcza.pl/1,75480,7691605,Jestem_przeciwnikiem_elity.html?as=4&startsz=x
Inne tematy w dziale Polityka