W tym ferworze pojednania i dzielenia się wstydem z Polakami za zbrodnię katyńską, nawet taki wytrawny gracz jak Putin przeoczył pewną okoliczność, która może postawić pod znakiem zapytania całą pojednawczą imprezę. W świetle najnowszych danych statystycznych bowiem jasno widać, że w Polsce wkrótce nie będzie z kim się bratać i wstyd będą musieli jednak przełknąć sami Rosjanie.
Po co nam taka Polska ? – pytają bowiem nasi rodacy, którzy wyemigrowali przed laty do Wielkiej Brytanii i nie chcą wracać, ponieważ twierdzą, że nie ma do czego. Tak wynika z badań socjologicznych, które przeprowadzono w środowiskach emigracyjnych na wyspach oraz wśród reemigrantów w Polsce. Ci ostatni powiadają ankieterom, że „zderzenie z polskim rynkiem pracy jest zabójcze nawet dla największego patriotyzmu” i paradoksalnie właśnie oni chcą wracać, ale za granicę.
To wszystko opisuje prasa z datą przedwczorajszą, nie sprzed lat. Bo przed trzema laty, prasa cytowała tak : „Sprawimy, że Polacy z emigracji będą chcieli wracać do domu i inwestować w Polsce”. Koniec cytatu. Medal z brukwi dla tego, kto bezbłędnie i za pierwszym razem wytypuje autora cytowanych słów. Dla ułatwienia dodam, że cały tekst był na dużej tablicy, cytowana fraza miała numer ósmy, zaś dumny gwarant obietnic podpisywał je przed kamerami telewizji.
Proszę sobie uświadomić dzisiejszą sytuację - Wielka Brytania w kryzysie, funt spada, recesja dławi gospodarkę, bezrobocie najwyższe od dwunastu lat, wzrost gospodarczy na poziomie błędu statystycznego, a Polacy nie chcą stamtąd uciekać ! Tymczasem Polska zieleni się w najlepsze na tle gospodarczej mapy Europy, wzrost najwyższy w całej bliższej i dalszej okolicy, mamy ponoć najlepszego ministra finansów na naszym kontynencie, premiera dotkniętego geniuszem, nawet mapę drogową wyjścia z dziury budżetowej mamy, a nasi rodacy nie chcą tu powracać!
Szacuje się, że spośród 700 tys. Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii wróciło zaledwie ok. 40 tysięcy i w dodatku cały czas kombinują, żeby znowu wyjechać. Tak w praktyce wygląda realizacja punktu numer osiem wspomnianego programu, czyli zapowiedzi masowych powrotów Polaków z emigracji.
Na podstawie opinii różnych osób narzuca się wniosek (ale to jest pozór), że Polska też podlega teorii względności sławnego Einsteina i jej obraz zależy od punktu widzenia. Z Florydy na ten przykład, kraj nasz się jawi jako dziki; z siedziby premiera w Alejach Ujazdowskich widać zieloną wyspę; a z Wysp Brytyjskich w ogóle Polski dostrzec nie można, skoro emigranci tamtejsi twierdzą, że nie ma do czego wracać. Z osobistej perspektywy każdy widzi, jaka jest Polska po swojemu i jedynie to, co chce w niej ujrzeć.
Wszystko to budzi we mnie bardzo mieszane uczucia, bowiem czuję empatię wobec emigrantów rozdartych pomiędzy pragnieniem zachowania wyższego standardu czy bezpieczeństwa materialnego, a przywiązaniem do ojczyzny, wspomnień, sentymentów, miejsc i ludzi, których tu pozostawili. A także grobów, bo jak ktoś powiedział, ojczyzna to także groby i pamięć.
Ja jednak mam z Polską kłopot całkiem innej natury, bo ja się tutaj dobrze czuję i bynajmniej nie wynika to z komfortu lub braku problemów osobistych, zdrowotnych czy materialnych. Trudno mi jest oddać ten mój „propolski” stan ducha opisowo, więc podam bardzo obrazowy przykład. W serialu o Janosiku była scena, gdy dwóch tych góralskich zbójców leży sobie na zielonej połoninie, rozglądają się wokół leniwie i jeden mówi jakby od niechcenia: Piknie tu ! Na co jego kompan odpowiada : Tyś głupi, to ci wszędzie piknie!
Otóż ze mną i moim stosunkiem do Polski jest zupełnie podobnie jak ze zbójnikiem, któremu wszędzie piknie. Mnie się niezwykle mój kraj podoba, chociaż bliższe prawdy będzie powiedzenie, że mi się niemal wszystko bardziej podoba tutaj niż gdzie indziej, ale na jedno wychodzi. Do tego stopnia się już pojednałem z Polską, że nawet nie muszę się z nikim dzielić wstydem, jak nie przymierzając Putin z Tuskiem – biorę wszystko na siebie – i te drogi beznadziejne, i Pocztę Polską z PKP, i Gazetę Wyborczą z Jaruzelskim, a naszych siermiężnych Zbycha z Mirem przedkładam nad wyrafinowanych zagranicznych krętaczy. Bo to jest moja Polska, mój wstyd, ale też moja sława i chwała.
A muszę koniecznie dodać, że wedle polskich standardów jestem człowiek dość bywały, jak się dawniej mówiło. Wiele się po świecie przebimbałem, pracowałem z cudzoziemcami, przebywałem w domach u ludzi w Indiach i Holandii i na Filipinach i gdzie tam jeszcze, nie wyliczę tutaj. I chociaż nie powiem, że świat dobrze poznałem, ale jestem nieźle zorientowany, jak się ludziom żyje, mieszka i pracuje w bardzo wielu miejscach za granicą.
I wierzcie mi, że gdybym został zmuszony do wyboru, ale takiego ostatecznego, całożyciowego wyboru, to nie zamieniłbym drogi z Malborka do Nowego Stawu, którą niegdyś przemierzyłem wiele razy i tyleż samo razy przekląłem w żywy kamień, na autostradę Berlin-Hamburg. Kto trasę do Nowego Stawu przebył samochodem w porze wiosennych roztopów, gdy już puściły mrozy, ten wie co mam na myśli. Możliwe zresztą, że moje ówczesne wrażenia są już nieaktualne, bo dawno mnie tam nie było.
Oczywiście, ktoś mi zarzuci zaraz, że to pięknoduchostwo – spróbuj pan tam mieszkać, pracować i utrzymać rodzinę. Tak, zgadza się, też wtedy myślałem ze zgrozą o ludziach, którzy musieli tam egzystować. Ale gwoli usprawiedliwienia moich polskich fascynacji powiem, że ja również kiedyś długo żyłem pomiędzy takim symbolicznym Malborkiem a Nowym Stawem, ale ani trochę mnie to nie zniechęciło do mojego kraju.
Mnie po prostu Polska wystarcza do życia i być może stąd bierze początek moja admiracja dla braci Kaczyńskich, którzy mają tę samą przypadłość. Z mojego osobistego punktu widzenia, bez względu na to, gdzie on się w danym momencie życia znajdował, teoria względności nigdy nie miała zastosowania do Polski.
http://wyborcza.pl/1,75478,7734779,Po_co_mi_taka_Polska_.html
http://wyborcza.biz/biznes/1,101562,7629645,Anglia_nawet_w_kryzysie_lepsza_od_Polski.html
Inne tematy w dziale Polityka