Demokracja nie została uśpiona w czasie żałoby – tryumfalnie orzekła jedna z uczestniczek protestu w Krakowie, z głową przybraną w papierową koronę. Być może demokracja czuwa nad demonstrantami nawet w czasie żałoby narodowej, ale rozum niechybnie został uśpiony.
Jest taka strona fejsbuka, co domyślnie łączy i Wierzejskiego, i Wajdę, i Olejnik, i Środę, i Bielik-Robson, a nawet redakcję Gazety Wyborczej w komplecie. Chodzi oczywiście o przeciwników pochowania Prezydenta Kaczyńskiego na Wawelu. Jeden z uczestników sprzeciwu podobno rzucił hasło na tej stronie, żeby protestować przed domem ciężko chorej mamy jeszcze niezłożonego w grobie prezydenta.
I to się nazywa strona społecznościowa – naprawdę taką wyrafinowaną nazwę nosi - społecznościowa ! Takie strony są tworzone, żeby „gromadzić fanów ulubionej idei” - tak przeczytałem w fachowym opisie. W tym przypadku nikt nie może mieć wątpliwości, że chodzi o fana idei dobicia ciężko chorej, wiekowej kobiety, Jadwigi Kaczyńskiej i jej syna Jarosława, który po śmierci brata wygląda niemal jak pomnik na własnym grobie.
Przypadek tego upiornego fana mówi nam wiele o samym fejsbuku oraz o towarzystwie, jakie może się do niego zlecieć. Można właściwie sparafrazować klasyka i powiedzieć – jaki fan taka społeczność. Zresztą ci ludzie wychodzą na ulice Krakowa od kilku dni i każdy mógł sobie zobaczyć, z kim mamy nieprzyjemność. Tłum, który skrzykuje się w sieci - pamiętajmy – w kulturze demokracji to jest też „społeczność”.
Ponieważ trwa żałoba, to dodam tylko, że przy tym konkretnym serwisie społecznościowym, który gromadzi fanów wspomnianej idei, my z naszymi kłótniami w Salonie 24 wyglądamy jak Towarzystwo Wzajemnej Adoracji pod wezwaniem św. Franciszka z Asyżu. Dlatego mnie fascynuje to określenie ”strona społecznościowa”, które jest widomym znakiem, jak czasami gładkie słowo skrywa przerażającą zawartość. Oczywiście, jest możliwość, że taka strona może zrobić też coś dobrego, skrzyknąć zwolenników poczciwej próby, nie przeczę.
Jednak fraza „strona społecznościowa” w tym konkretnym kontekście wydaje się analogiczna do francuskiego maison de tolerance, które również brzmi tak nobliwie, pobrzękuje tak szlachetnym kryształem, że człowiek ulega prawdziwemu osłupieniu, gdy dowiaduje się, że chodzi o dom publiczny.
Właśnie na internetową społeczność powoływała się Monika Olejnik w rozmowie z Pawłem Kowalem, w czasie której po raz pierwszy w życiu ujrzałem, jak człowieka dosłownie skręca w fotelu, a wiła się Monika Olejnik. A jedynym powodem jej konwulsji była niemożliwość otrzymania satysfakcjonującej odpowiedzi od rozmówcy. Nigdy takiego zjawiska nie widziałem, ale odniosłem wtedy wrażenie, że Monika Olejnik mogłaby zagrać z marszu Cruellę ze znanego obrazu o dalmatyńczykach. I to bez charakteryzacji, wszystko ma ta kobieta jak na tacy do tej roli.
Ale gdy ktoś macha przed rozmówcą kwitami, że ileś tysięcy „fanów” zalogowało się na portalu społecznościowym i tę społeczność jako argument przywołuje, to powinno się też mieć świadomość, że zalogowany tam jest również fan, który chce demonstrować pod oknem Jadwigi Kaczyńskiej. Albo ktoś podobny, a nawet mnóstwo podobnych, co widać i słychać w Krakowie od paru dni.
A jeżeli człowiek nie potrafi powstrzymać zacietrzewienia nawet w chwili żalu, no to kończy się wśród ludzi z papierowymi koronami na głowach. Zatem owszem, w jednym rzędzie razem z Wajdą, Środą oraz Bielik-Robson pani Monika Olejnik sobie stoi, ale tam również stoi ten upiorny czub z „serwisu społecznościowego” i on też ma wkład do świadectwa o całym towarzystwie.
W podsyceniu tego chorego sporu nikt jednak nie ma większej zasługi niż Andrzej Wajda z Gazetą Wyborczą, która to ognisko w czasie żałoby narodowej rozpaliła. Chociaż może słuszniej byłoby napisać, że Wajda posłużył Gazecie za podpałkę. Pytanie do niego jest takie, że skoro jego zdaniem decyzja o pochowaniu prezydenta na Wawelu podzieli naród jak nigdy, to niech przedstawi przesłanki, że jej zmiana(niemożliwa już zresztą) naród połączy ? I to jest najdelikatniejsze pytanie, jakie ja potrafię zadać Wajdzie w kontekście jego listu.
Zresztą na nic się zdała cała akcja, bo Gazeta Wyborcza alarm w sprawie wawelskiej krypty odwołała – szalę chyba przeważył widok monstrualnej, kilkunastogodzinnej kolejki ludzi pragnących pożegnać swojego prezydenta. Ten widok zmusza do refleksji i opamiętania największych nienawistników, choćby i na krótką chwilę, ale zawsze. Oczywiście, oprócz tych fanów idei z fejsbuka - ale to jest jeszcze inny gatunek...
Inne tematy w dziale Polityka