seaman seaman
385
BLOG

Kandydat pod podziałami

seaman seaman Polityka Obserwuj notkę 36

Kiedy słyszę lub czytam opinie, że szczególne upodobanie Bronisława Komorowskiego do WSI świadczy o jego samodzielności myślenia, to przychodzi mi do głowy przewrotne sformułowanie jednego z opiniotwórczych publicystów, że wysuwając jego kandydaturę na prezydenta, premier docenił właśnie brak jego samodzielności.  Ba, mało tego, Tusk miał namawiać swojego faworyta, żeby czasami, dla niepoznaki, dystansował się od rządu.

Deklaracja owej domniemanej samodzielności poglądów w wykonaniu kandydata PO brzmiała następująco:   Hańbą było zlikwidowanie wojskowych oczu i uszu, jakimi są wywiad i kontrwywiad wojskowy i tego się nie wyrzeknę jako były minister obrony narodowej. To była decyzja szkodliwa z punktu widzenia państwa polskiego. Nie były to służby dawnego PRL-u tylko demokratycznego państwa. Koniec kuriozalnego cytatu.

Trzeba przypomnieć, że obecny marszałek nie tylko duchem, ale i czynem stanął za postpeerelowską służbą informacyjną wojskowego wywiadu, głosując w parlamencie przeciwko likwidacji WSI.  W poetyce tego cytatu mieści się bardzo wiele analogii, bo jest tam miejsce i dla Dukaczewskiego – głównego specjalisty w WSI za czasów wiceministrowania Komorowskiego, i ojca założyciela Platformy Czempińskiego, i pułkownika Jaworskiego, kiedyś z WSW, a mianowanego szefem WSI właśnie przez obecnego marszałka w 1993 roku.

Swobodnie mieści się w tym duchu również afera FOZZ z funkcjonariuszem WSI Żemkiem na czele. Ten cytat dużo wyjaśnia albo przynajmniej rzuca światło na sprawę Szeremietiewa, inwigilacji Sikorskiego, aneks do raportu o WSI, sprawę dziennikarza Sumlińskiego, a także last but not least – tajemnicze odzyskanie pieniędzy Komorowskiego, które zostało ponoć dokonane właśnie przez WSI.

Zresztą uwikłań marszałka w wojskowe służby informacyjne nazbierało się tyle, że całe tomy trzeba napisać(patrz Aleksander Ścios), żeby wyczerpać temat, ostatnim jest niezwykle skwapliwe i pospieszne mianowanie przez niego ludzi do kancelarii zmarłego tragicznie prezydenta Kaczyńskiego.  Dla mnie najbardziej znamienna jest otwartość, wręcz masochistyczna, z jaką Komorowski stawia sprawę WSI i to w opozycji do całego swojego ugrupowania, a w duchu interesu postkomunistów, których ludzie przecież do samego końca tymi służbami zawiadywali i rządzili nimi niepodzielnie.

W tym kontekście kontrapunkt stanowi postawa Donalda Tuska, który kandydaturę marszałka wysunął i zapewne przeforsował w prawyborach partyjnych.  A pamiętać trzeba, że premier bez ogródek stwierdził i to niejeden raz, że warunkiem modernizacji państwa przez jego ugrupowanie jest spolegliwy wobec rządu prezydent i on takiego koniecznie potrzebuje.  Zatem każdy, kto stawia tezę o wrodzonej lub nabytej samodzielności Komorowskiego, stawia pod znakiem zapytania możliwości intelektualne Donalda Tuska.

No, można by to tłumaczyć chwilowym zaćmieniem mózgu, że poszukując zależnego od siebie wykonawcy poleceń, premier wybrał niepokornego indywidualistę Komorowskiego.  Ale obawiam się, że w to nikt nie uwierzy, nie wyłączając nawet najbardziej ortodoksyjnych zwolenników Tuska, zwłaszcza że nie wykazuje on najmniejszych oznak niepokoju w związku z tym wyborem.  Trudno się oprzeć wrażeniu, że Tusk wie o nim coś(żeby nie powiedzieć: ma na niego coś!), czego my nie wiemy, a co pozwala mu spać spokojnie i nie frasować się na zapas, że jego protegowany na prezydenta mu wierzgnie, jeżeli przyjdzie chwila próby.

Z tego samego punktu widzenia można patrzeć na straszliwą szczerość Komorowskiego w ocenie WSI, a piszę straszliwą nie dlatego, że mnie przeraża, ale straszliwą w kontraście do powszechnej opinii o peerelowskich służbach, które chodziły na krótkim pasku służb sowieckich, zaś absolwenci akademii KGB byli w nich siłą przewodnią.  Dziwne powiązanie Komorowskiego jest bowiem na tyle potwierdzone, również przez niego samego, że nie można temu bezpośrednio zaprzeczyć, takie zaprzeczenie byłoby skrajnie niewiarygodne - to wyjście jest już dla Komorowskiego niemożliwe.

Marszałek wybrał po prostu ucieczkę do przodu, prezentując się jako ortodoksyjny państwowiec, który kieruje się wyłącznie interesem państwa, za nic mając poprzednie afiliacje i proweniencje ludzi, jeśli tylko służą oni lojalnie nowemu bogowi, czyli III RP.  Tego rodzaju strategia pozwala mu odpierać ze spokojem zarzuty o powiązania z WSI - w końcu, co można w tym kontekście zarzucić człowiekowi, który nie dość, że nie zaprzecza swoim upodobaniom do służb odziedziczonych po PRL-u, to nazywa hańbą zachowanie adwersarzy, którzy poparli likwidację tej służby.

Taka drastyczna deklaracja uprzedza wszelkie argumenty i zarzuty o powiązania marszałka, gdyż te bledną wobec rzekomych propaństwowych intencji.  Można się z nim jedynie sprzeczać, że nie ma racji, a po jego stronie przeciwko likwidacji WSI stanęły w swoim czasie jedynie rosyjskie media (naszych postkomunistów nie liczę z oczywistego względu).  Dzięki takiemu postawieniu sprawy znika gdzieś odium uwikłania osobistego w ciemne machinacje postbolszewickiej agentury, a dyskusja przenosi się na poziom bezpieczeństwa państwa – co jest lepsze, opcja zerowa czy ciągłość, obojętnie z jakimi ludźmi.

Nagle się okazuje, że Komorowski stoi ponad podziałami, a ma na oku jedynie dobro kraju, czym się różni nawet od Donalda Tuska i całej reszty swojej partii, która gremialnie głosowała przecież za likwidacją postkomunistycznej jaczejki w służbach demokratycznego państwa.  Jednak patrząc właśnie na stosunek Tuska do osoby Komorowskiego można śmiało wysnuć wniosek, że jest coś również pod tymi podziałami, a co pozwala na spokojny sen premierowi.  Wygodnie albo wręcz komfortowo jest bowiem dla premiera Tuska mieć prezydenta, który głosi publicznie tak rozbieżne z nim poglądy w fundamentalnej sprawie, a jednocześnie mieć krzepiącą pewność, że się nie wymknie spod kontroli, bo pod tym podziałem jest drugie dno.

seaman
O mnie seaman

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (36)

Inne tematy w dziale Polityka