Koszmar ewentualnej obrazy wielkiego narodu rosyjskiego znowu nie pozwala spokojnie spać rządzącym w Polsce: podobnie jak w czasach PRL, gdy nie można im było nawet wspomnieć o zbrodni katyńskiej z obawy, żeby ten sam naród, wówczas radziecki, nie zerwał więzów wieczystej przyjaźni. Tym razem rząd Donalda Tuska hoduje identyczne upiory w odniesieniu do katastrofy katyńskiej i w dodatku wobec rosyjskiego premiera, który jak nikt inny w Rosji jest przedłużeniem tamtej zbrodniczej przeszłości.
To jest kontynuacja wynikająca nie tylko z racji kariery w KGB, i nie tylko rodzinnej tradycji sięgającej NKWD i samego Stalina, ale także z powodu, o którym wolą milczeć media i politycy nawołujące do bezwarunkowego pojednania z Rosją. Jeszcze kilka miesięcy temu wiodący tytuł i wszystkie jego tuby pisały o Putinie w kontekście „putinizacji” Polski przez Jarosława Kaczyńskiego, a tytuły wrzeszczały, że wyuczony czekista Putin grozi Ameryce, odpycha sąsiadów, Putina boi się Ukraina, a sama Rosja zmierza ku przepaści.
Jeszcze przecież całkiem świeżo pamiętamy głośne zabójstwa niezależnych dziennikarzy w Rosji, nieszczęsnego Litwinienkę zamordowanego w Londynie oraz bardzo dobrze udokumentowane podejrzenia, że rosyjska bezpieka wysadzała w powietrze swoich obywateli, żeby Putin miał dobry pretekst do rozprawy z Czeczenią. Tymczasem wystarczyło, że Tusk zwietrzył propagandową szansę, że mu gdzieś tam słupki podrosną, gdy pogada ze dwa razy z rosyjskim premierem i już zmierzamy w serdecznym uścisku i z pieśnią na ustach razem z Rosją, z tym że przepaść zamieniła się nagle w pojednanie z przyjaciółmi Moskalami.
Ale ja to nawet rozumiem, że gdy ktoś ma głębokie atawizmy związane z korzeniami w KPP, to byle uśmiech kagiebisty jawi mu się jako sama słoneczna radość i szczęście. Akurat tu nie mam pretensji: kto przeżył sam albo zna bezpośrednio z relacji najbliższych życie w ojczyźnie proletariatu, od tego nie można wymagać rozsądnej reakcji na słowa czy gesty czekisty - dlatego ja nie mam pretensji do nie których tytułów medialnych.
Jednak kiedy nieszczęsny Graś, w końcu rzecznik polskiego rządu, wydukał tę już słynną kwestię, że każda ingerencja naszego rządu w proces badania katastrofy katyńskiej byłaby źle odebrana, to w pierwszej chwili oniemiałem, ale zaraz potem, w drugiej chwili miałem silne wrażenie, deja vu, że już to słyszałem. I przypomniał mi się inny premier, ale tak samo uwielbiany przez postępową część polskiej sceny politycznej, a mianowicie sławetny Mieczysław Rakowski.
On to właśnie jeździł dawnymi czasy po kraju i przekonywał wszystkich, że nie możemy urazić Związku Radzieckiego, gwaranta naszych granic. Nic wtedy nie było ważniejsze niż kwestia iście hamletowska – co mogą sobie pomyśleć towarzysze radzieccy ? Zarówno Graś oraz jego nieżyjący prekursor Rakowski mają ten sam syndrom, który pozwala im widzieć politycznych partnerów jedynie w zero-jedynkowej wersji.
Albo ktoś jest od nich silniejszy, wówczas Grasie tego świata właśnie boją się jak ognia wyrazić własne żądanie, odmienną opinię czy pogląd; albo w drugim przypadku, gdy ktoś jest słabszy, wówczas rozwijają wobec niego całą paletę arogancji i chamstwa. Nie istnieją dla nich żadne niuanse ani możliwości typu: sprzyjające okoliczności, korzystny precedens, oczywista racja, której nie sposób zignorować albo chwilowa słabość silniejszego partnera. O próbie przekonywania nawet nie wspomnę.
Przecież nikt nie wymagał, żeby rąbnąć pięścią w stół ani stawiania niemożliwych do spełnienia warunków, tylko spróbować wynegocjować szerszy udział w śledztwie. A chodzi o udział w śledztwie, które dotyczy niesłychanego w dziejach przypadku śmierci elity politycznej państwa: trudno zakwestionować takie uzasadnienie nawet największemu adwersarzowi, cóż władzom państwa, które aspiruje do miana demokratycznego, jak Rosja.
W przypadku gdy idzie o interes państwa, a jego rząd na samym początku jakichkolwiek negocjacji oznajmia, że obawia się sformułować żądania, bo może to być źle odebrane – to właściwie jest koniec rozmowy. Można się pakować i szykować do pożegnalnego bankietu. To właśnie zrobił Tusk – rzecznik rządu wszak nie powie nic, co nie zostało uzgodnione z premierem – Rosja ma gaz i ropę, zatem jest dla niego nietykalna, a każde zakwestionowanie tego tabu wywołuje w nim szczere oburzenie.
I ja jestem skłonny uwierzyć, że ono jest szczere – oni po prostu tak mają, że do silniejszego muszą się łasić, a słabszego poniewierać i wyszydzać. Tak mają Grasie tego świata, a akurat w Polsce są w tej chwili przy władzy. I w związku z tym faktem jesteśmy znowu zdani na rosyjską łaskę lub niełaskę, ale raczej niełaskę. Historia się powtarza i to wcale nie jako farsa: rośnie nowa mroczna tajemnica u podstaw naszych stosunków z Rosją – a wszystko dlatego, że polski premier bardzo chce się podobać rosyjskiemu premierowi.
Ten zaś robi gesty, które nic nie kosztują - a to przyklęknie, to znowu obejmie, zrobi smutną minę albo rzuci jakąś frazę dla egzegetów pojednania. A w Strasburgu jak leżał tak leży dokument rosyjskiego rządu zaprzeczający jakiejkolwiek zbrodni na polskich oficerach i nie słychać, żeby Rosjanie zamierzali zmienić w nim choćby kropkę.
Ale, jak twierdzi Graś, wszystko jest pod nadzorem Tuska, tylko że nie może ingerować. Dokładnie jak z Rakowskim za PRL – on też na wszystko miał oko i nic do powiedzenia i jemu również wystarczała mu łaska pańska, pozór i fasadowa przyjaźń.
http://wyborcza.pl/1,75477,7408365,Rosja_zmierza_ku_przepasci.html
http://wyborcza.pl/1,76842,7401751,Wyuczony_czekista.html
http://wyborcza.pl/1,75477,7395462,Putin_odpycha_sasiadow.html
http://wyborcza.pl/1,75477,7401948,Ukraina_boi_sie_Putina.html
http://wyborcza.pl/1,75477,7406773,Putin_grozi_Ameryce.html
http://www.tvn24.pl/12690,1653362,1,1,wszystko-pod-nadzorem-tuska-ale-ingerowac-nie-moze,wiadomosc.html
Inne tematy w dziale Polityka