Zainspirował mnie znany dziennikarz i bloger, który stwierdził bardzo autorytatywnie, że o wadze informacji nie stanowi data ani godzina jej publikacji. Ani kontekst innych informacji dnia, miesiąca, roku, stulecia. Ani to, komu pasuje, a komu się nie podoba i dlaczego. Informacja może być prawdziwa lub fałszywa.
Faktem jest, że prawdy lub nieprawdy zawartej w informacji nie zmieni żaden kontekst, tu nie ma wątpliwości. Natomiast kompletnie nie zgadzam się, że o wadze newsa nie stanowią okoliczności. Jest wręcz przeciwnie, to właśnie okoliczności, osoba, czas i miejsce mają większy wpływ na wiarygodność informacji niż jej treść, choćby nie wiem jak prawdziwa. Jeśli informacja nie jest dla odbiorcy bezpośrednio weryfikowalna, to na podstawie kontekstu ocenia jej wiarygodność, czyli jej wagę dla siebie.
Stąd przecież biorą się tak różne odbiory tej samej informacji u różnych ludzi – jedni wierzą, inni podają w wątpliwość, jeszcze inni doszukują się drugiego dna, albo czytają między wierszami. W tym sensie informacja jest nierozłączna z kontekstem i nikt tego nie wie lepiej niż ludzie mediów, co zresztą skwapliwie wykorzystują na naszych oczach codziennie.
Tak jak forma jest związana z treścią, informacji nie można oddzielić od kontekstu. Przekonali się o tym dziennikarze, którzy puścili newsa o piątym głosie w kokpicie prezydenckiego samolotu. Ja jestem gotów uwierzyć w ich najlepsze intencje, że mieli newsa i nie chcieli z niego zrezygnować, ale nigdy nie uwierzę, że pracownicy poważnej stacji nie zdawali sobie sprawy ze znaczenia kontekstu w tym konkretnym przypadku.
A przypadek jest taki, że kontekst jest ważniejszy niż sama informacja, która jest sucha i nic nikomu nie mówi. Dlatego uważam, że dziennikarze mieli świadomość rozgłosu, jaki wywołają, zwłaszcza gdy się zważy, że nie podali od razu „ płci głosu”. Nawet jeśli przyjąć, że wiadomość, iż to kobieta była w kokpicie, otrzymali znacznie później, to musieli sobie zdawać sprawę, co oznacza podanie informacji krzyczącej wręcz o uzupełnienie newralgicznego szczegółu. W tych okolicznościach, tak okaleczony news musiał być odczytany jako sugestia i to zostało puszczone z pełną świadomością. Chyba, że delikwentów uznamy za idiotów, to wtedy faktycznie to zmienia postać rzeczy.
Żeby nie być gołosłownym, inny przykład – jaką wartość ma informacja pilota podana w wywiadzie z nim, w opiniotwórczym dzienniku, że prezydent dwa lata temu chciał lądować w Tbilisi, a ów pilot nie chciał ? Kogo to dzisiaj może obchodzić, jeśli nie pomyśli się jednocześnie o katastrofie pod Katyniem ? To jest klasyczny przykład, gdy dawca bezwartościowej informacji sprzed dwóch lat liczy na dzisiejszy jej kontekst, który ma wywołać określone skojarzenia – korzystne dla opcji politycznej popieranej przez to medium.
Albo z innej beczki: co mi daje sucha wiadomość, że jakiś poseł nie występuje publicznie od czterech tygodni - jeśli ta informacja zostanie odarta z wszelkiego kontekstu ? Jest zerowa, bo mnie nie obchodzi, co robi poseł, jeśli jego czynność nie wiąże się z jakimś wydarzeniem lub moim własnym interesem. Natomiast, gdy sobie uświadomię, że ten poseł był twarzą kampanii nienawiści przeciwko tragicznie zmarłemu prezydentowi, to jego milczenie staje się niesłychanie wymowne, a sama informacja nabiera wartości.
Na podstawie kontekstu nie można wyrokować o prawdziwości informacji, ale już jej wiarygodność oraz ewentualny odzew mierzy się kontekstem. Także, a może nawet tym bardziej, wiarygodność intencji dawców informacji. Nie wierzę, żeby w tym konkretnym przypadku – piątego głosu w kokpicie – dziennikarz nie skojarzył newsa z okolicznościami politycznymi, w jakich zostanie podany do wiadomości publicznej, a co za tym idzie z konsekwencjami społecznymi.
W tym sensie jest dość oczywiste, że można podejrzewać manipulację i nie ma co się wściekać na takie sugestie. Bo w tym przypadku dziennikarze wykorzystali kontekst, żeby zasugerować możliwość sensacji i zdobyć rozgłos, choćby krótkotrwały.
Całkiem inną sprawą jest, czy można się oprzeć takiej okazji, bo wygląda, że nie mieli dobrego wyjścia poza rezygnacją z newsa. Ale to wybór samych dziennikarzy oraz ich powinność, a naszym pieskim prawem, czyli prawem odbiorców, jest także oceniać ich intencje w kontekście okoliczności, w których został news podany. Włącznie z podejrzeniem o manipulację i celową dezinformację. I to nie jest żadna obsesja.
Inne tematy w dziale Polityka