Najogólniej rzecz ujmując sytuacja polityczna jest zdeterminowana przez kontekst rządów PO oraz bieżące okoliczności. Ekipa Donalda Tuska przez pierwszy rok (ale i przez następny) nie zrobiła nic, a potem było pasmo nieszczęść - najpierw kryzys, potem katastrofa, w końcu powódź.
Na cztery tygodnie przed wyborami można powiedzieć, że scena polityczna jako żywo przypomina scenerię obecnego kataklizmu - mamy wały propagandowe PO, na które naciera wciąż wzbierająca fala refleksji społecznej na temat zafałszowania wizerunku Kaczyńskich oraz PiS. Oczywiste jest, że nie nie da się pomierzyć głębokości tej refleksji - ani za pomocą wodomierzy ani sondowania opinii publicznej. Jedyne twarde dane na ten temat to tendencja wzrostowa poparcia dla JK oraz niesamowita ilość podpisów zebrana przez jego partię.
Są jeszcze inne widome znaki do postawienia tezy o niepowodzeniu PO w tych wyborach. Pierwszym jest bankructwo greckie, które zdarzyło się w strefie euro właśnie i zadało kłam sugestiom Tuska i Rostowskiego, że przynależność do niej - ale także do samej UE - może nam cokolwiek zagwarantować. Ktokolwiek się nad greckim przykładem pochyli, to ujrzy nie tylko długoletnią indolencję KE wobec Grecji. Oszukańcze praktyki tego państwa musiały być znane urzędnikom Komisjib oraz politykom Unii. Jeśli nie, to trzeba jasno powiedzieć, że mamy do czynienia z gromadą półgłówków, a w to raczej nikt nie uwierzy. Zatem zarówno politycy jak i urzędnicy musieli mieć interes, żeby milczeć - tertium non datur.
Innym momentem, który może zadecydować o porażce PO jest powódź, która pop prostu musi wywołać określone skutki polityczne, niekorzystne dla PO. Tym bardziej, że po dwóch i pół roku rządów żelazny argument o winie PiS nie ma żadnej siły przebicia. Widok uciekinierów przed kataklizmem wodnym koczujących w lesie pod folią oraz pospolitego ruszenia mieszkańców umacniających wały wywoła nieuchronne pytanie: co rząd zrobił, żeby temu zapobiec ? Obraz premiera, który objeżdża tereny powodziowe z miną zatroskaniego państwowca i tłumaczącego ludziom bezradność rządu działa na wyobraźnię, a jeszcze bardziej na nerwy. Zwłaszcza, gdy sobie uświadomią, że to samo przedstawienie byłograne przez niego w latach ubiegłych.
Jak wspomniałem, głębokość refleksji społecznej jest niemierzalna i poznamy ją dopiero w dniu wyborów. Jednak bez względu na tę niewiadomą stanowczo uważam, że JK zwycięży w pierwszej turze. Moim zdaniem bowiem, mobilizacja zwolenników JK jest na miarę zebranych dwóch milionów podpisów popwrcia. Jeśli tak jest, to wygrywa w cuglach w pierwszym podejściu - gdyby było inaczej należy się spodziewać, że mobilizacja jego przeciwników będzie nie do pokonania w drugiej turze.
Przy czym prorokując tak zdecydowane zwycięstwo JK wykluczam jego merytoryczne wpadki w tej kampanii, a jednocześnie zakładam, że gafy Komorowskiego to niekończąca się opowieść, gdyż jest to jego przypadłość wrodzona. Teza, że JK wygra w pierwszej turze jest oczywiście proroctwem(pomimo że próbowałem ją uzasadniać również racjonalnie), gdyż opiera się na niemal metafizycznej podstawie - wierze w nadzwyczajne właściwości ludzkiej refleksji.
Jednak jest w tym również pierwiastek racjonalny - jeśli nawet Polacy podpisujac się gremialnie za Jarosławem Kaczyńskim kierowali się w jakiejś mierze (choćby i dużej) współczuciem, to samo współczucie przecież wynika z racjonalnych przesłanek. Współczujemy bowiem pokrzywdzonym przez los i ludzi i pragniemy im wyrównać straty.
Twierdzenie, że to się nie przełoży na wynik wyborów jest wierutną bzdurą oraz przejawem wishful thinking przeciwników JK. Moim zdanie przełoży się i to w stopniu proporcjonalnym do owej horrendalnej liczby podpisów zebranych przez PiS. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że wygłaszając takie proroctwo ryzykuję reputację (jakakolwiek by nie była,ale jednak), ale z drugiej strony: cóż to za prorok, który nie został wyśmiany ?
P.S. Mocno podejrzewam, że moje skłonności do jasnowidzenia wzięły się stąd, że przebywam obecnie w Krakowie, mieście magicznym...:) Dodam jeszcze, że moje odpowiedzi na komentarze mogą być spóźnione z powodów logistycznych.
Inne tematy w dziale Polityka