Dopiero co marszałek Komorowski ogłosił nobliwe hasło swojej kampanii, że zgoda buduje, a już chwilę potem postanowił wzmocnić efekt zgody angażując do sztabu posła Palikota. Nihilista z Biłgoraja jako twarz kampanii pojednia narodowego - to mógłby wymyślić tylko Mrożek, Twain lub właśnie Komorowski. W tym surrealistycznym kontekście zestawienie marszałka z mistrzami groteski oraz paradoksu nabiera sensu
Poseł Palikot włączył się kampanii intensywnie i na dobry początek poszargał imię Marty Kaczyńskiej sprowadzając jej żałobę do kwestii sumy odszkodowania za śmierć rodziców. Król obscenicznego piaru z Platformy chyba nie zawiódł oczekiwań marszałka i premiera - w jakimś stopniu odciągnął uwagę elektoratu od kosmicznych głupstw, które na poczekaniu produkuje kandydat PO na prezydenta.
Niesłychana łatwość z jaką Komorowski seryjnie strzela gafy (w każdym spontanicznym wystąpieniu) każe się poważnie zastanowić nad jego potencjałem intelektualnym i nie dziwota, że zaalarmowane zostało kierownictwo jego partii oraz kampanii. Stąd konieczna stała się aktywność Palikota, który co prawda zarzekał się, że już nigdy więcej, ale co mus to mus ! Partia matka potrzebuje go bowiem jak wody na pustyni - Platforma nie ma nic merytorycznego do powiedzenia ani w czasie kłótni ani zgody. Zgoda Platformę rujnuje, a nie buduje, zatem hasło psu na budę się zdało.
Wrócił więc mistrz gatunku z Biłgoraja w swoim starym klasycznym wcieleniu, zaś nieporadność jego przyjaciela Bronka gwarantuje mu pełne ręce roboty, a mediom atrakcyjną zadymę. Inna sprawa, że chcąc nie chcąc, swoją obecnością zmodyfikował przekaz kampanii Komorowskiego. Teraz powinien on brzmieć mniej więcej tak : "Szargam, pomawiam, insynuuję, bo ta zgoda nas zrujnuje". Sam to, nie chwaląc się, wymyśliłem i nie roszczę sobie żadnych praw autorskich, zatem czerp Platformo z mej twórczości ile dusza zapragnie !
Specyficzne wymogi kampanii wyborczej (kampania rządzi się swoimi parawami, o tak!) odsłoniły całą słabiznę kandydata PO. Komorowski przede wszystkim został zmuszony siłą rzeczy do częstych spontanicznych wystąpień, w czasie których nie maq zniką pomocy. Z tego faktu wynikają wszystkie głupstwaq, które marszałek palnął do tej pory i które jeszcze są przed nim.
Nie czepiałbym się tych gaf marszałka, gdyby nie ich specyficzna właściwość. Zdarza się bowiem nie tak rzadko, że ten i ów nie ma pamięci do nazwisk; tamten notorycznie myli liczby; jeszcze ktoś inny śmiesznie przekręca trudne słowa - ludzka rzecz, można powiedzieć. Jednak u Komorowskiego występuje w tej materii cała paleta barw - jego potknięcia mają niejedną przyczynę. Znajdziemy tam zarówno ignorancję i brak przygotowania, jak i lekceważenie rozmówcy oraz nietakt, a także - co tu dużo gadać - lotnością nikomu marszałek nie zaimponuje.
W trakcie tej kampanii, w końcu nie bardzo ostrej, Komorowski sporo ujawnił na temat swojego charakteru i osobowości. Mnie uderzyła jedna rzecz związana z jego hobby, czyli myślistwem. Przy czym nie chodzi mi o sam proceder zabijania zwierząt dla przyjemności, bo o tym już napisano wiele, a sam delikwent zdobył wdzięczny przydomek Gajowego.
Zastanowiła mnie jego niebywale skwapliwa gotowość, z jaką zadeklarował rezygnację z polowania. I nawet nie obruszyłem się bardzo na oportunizm tego kroku, który jest godzien refleksji swoją drogą. Mnie najbardziej poruszył jego krańcowy brak poczucia lojalności wobec środowiska, z którym nie tylko uprawiał swoją pasję, ale któremu również z racji stanowiska jakoś patronował. Tkwił przecież tam od lat, zawarł zapewne jakieś przyjaźnie i znajomości, legitymizował wręcz to zajęcie i jego przekaz.
Po czym nagle, z powodów stricte egoistycznych zerwał nie tylko z procederem, ale raptownie odciął się od swoich przekonań na temat łowiectwa, czy odsądził wręcz swoich kolegów myśliwych od czci i wiary. Takie postępowanie jest bardzo charakterystyczne i zapoznane, a określa się je nie bez kozery obrazowo: chorągiewka na wietrze.
Taki numer musi skłaniać do uogólnień, zwłaszcza w powiązaniu ze znaną uległością Komorowskiego wobec silniejszego patrnera, nie wspominając już o jego szczególnym upodobaniu do postkomunistycznych służb WSI. Wszystko to z zabójczą skłonnością do seryjnych wpadek stwarza poważny problem dla PO. Trzeba koniecznie zakryć fakt, że faktyczna zgoda rujnuje kampanię marszałka w równymn stopniu, co ona sam.
Wygląda na to, że marszałek zmusi przyjaciela z Biłgoraja do ekstremalnego wysiłku w roli zasłony dymnej. W tej kampanii możemy się napatrzeć jeszcze ciekawych rzeczy, o jakich się nawet prawdziwym filozofom nie śniło, już Komorowski się o to postara.
Inne tematy w dziale Polityka