seaman seaman
76
BLOG

Zawody w naciąganiu taśmy smoleńskiej

seaman seaman Polityka Obserwuj notkę 21

Środowiska wrogie Lechowi Kaczyńskiemu z lubością sugerują scenariusz, jakoby to jego presja miała sprawić, że pilot w obawie przed nieformalnymi szykanami podjął próbę lądowania w ekstremalnych warunkach. W tym celu Gazeta Wyborcza zamieściła serdeczny apel o wyjątkowo staranne zbadanie taśm z czarnych skrzynek Tupolewa, żeby broń Boże nie przeoczyć ewentualnego nacisku.

A trzeba przy tym pamiętać, że przepadła już bliska sercom redaktorów teza o bezpośredniej presji na załogę. Żadną bowiem miarą nie da się już przypisać prezydentowi obecności w kokpicie przed katastrofą. Pozostała zatem do rozpamiętywania wersja pomocnicza o presji pośredniej, czyli poprzez urzędnika MSZ lub generała, których głosy nagrały się na taśmie.

Pierwotnie wersja o naciskach została podjęta tuż po katastrofie. Wówczas to pogrążona w nieutulonym żalu redakcja opublikowała materiał, w którym przypomniała wyprawę Lecha Kaczyńskiego do Gruzji. Podczas tamtej pamiętnej akcji prezydent miał domagać się od pilota lądowania w Tbilisi, które było wówczas w strefie wojennej. Na tej prostej jak konstrukcja cepa zasadzie: kto raz wywierał presję, będzie to robił zawsze (prawda, jakie to głębokie ?) - zasugerowano winę Lecha Kaczyńskiego.

Sugestia niezbyt wyrafinowana, ale czytelnicy też niezbyt wymagający (casus z podpisem Michnika pod deklaracją poparcia kandydatury JK mówi o nich wystarczająco wiele), zatem padło na podatny grunt. Nieustępliwi pogromcy śp. prezydenta wyławiają więc ze stenogramów najcieńsze niuanse mogące świadczyć o presji. Wiążą też niemałe nadzieje z opinią psychologa mającego zbadać wypowiedzi załogi - czy nie zdradzają objawów działania pod wpływem nacisku.

W tym kontekście jedna ciekawa rzecz - ci sami ludzie doznali nagłej amnezji co do losu pilota, który prowadził samolot prezydenta podczas epopei gruzińskiej. Jakoś nie wspominają, że ów pilot został potem odznaczony i wręcz uhonorowany przez rząd Tuska. Właśnie za to, że presji nie uległ. Wypadałoby zatem niektórym zachować się przyzwoicie i przyznać, iż ten precedens raczej wyklucza prawdopodobieństwo tego rodzaju presji. Działa to wręcz przeciwnie - stwarza pilotowi komfort odmowy w przypadku ewentualnej próby nacisku. Ale na temat takiego wariantu redaktorzy cicho sza, nie pisną ani słówka. A przecież nie jest to argument gorszy od głupkowatej sugestii, że kto raz wywarł nacisk, będzie to czynił notorycznie.

Jak wspomniałem, pogromcy dobrej pamięci o Lechu Kaczyńskim chwytają się argumentów już podwójnie pośrednich: nacisk był nie tylko za pośrednictwem osób trzecich, ale jest domniemywany z jednego jedynego zdarzenia z przeszłości.  Jak słyszę, jakiś dyżurny podlec przygotował  już wersję awaryjną, że prezydent jest winien, gdyż w porę nie podjął decyzji co do zapasowego lotniska. Ta łatwość wnioskowania z tak kruchych przesłanek jest niesłychanie wybiórcza(nomen omen !), bo można sobie bez trudu wyobrazić analogie, które sprowadzą takie rozumowanie do absurdu.

Nieczytelne fragmenty taśmy z góry są podejrzewane jako zawierające dowód rzekomej presji. Tymczasem równie dobrze mogą to być wypowiedzi  kontrolera z wieży i wskazywać na błędy ze strony rosyjskiej. A doświadczenia polskie z funkcjonariuszami KGB stojącymi na czele komisji śledczych uprawniają jak najbardziej do podejrzeń o matactwo...co najmniej

Z drugiej strony każdy przyzna, że łańcuch możliwych pośrednich przyczyn tragedii nie może kończyć się na rzekomej presji na załogę. Nikt bowiem z czystym sumieniem nie zaprzeczy, że Lech Kaczyński znalazł się pod Smoleńskiem w tym konkretnym momencie niecałkowicie z własnej woli, a został w ten termin niejako "wrobiony" przez manewry polityczne.

Gdyby w tej kwestii do premiera Tuska został dopuszczony żurnalista bardziej dociekliwy od Tomasza Lisa czy Moniki Olejnik, moglibyśmy być świadkami fascynującej rozmowy. Bo to właśnie Donald Tusk z wielką i nieprzymuszoną ochotą podjął rozgrywkę premiera Putina w wyniku której Lech Kaczyński znalazł się 10 kwietnia o godzinie 08.41 w smoleńskiej mgle.

Jeśli bowiem ktoś chce rozpatrywać mniej lub bardziej pośrednie przyczyny  katastrofy prezydenckiego Tupolewa, to nie może zapominać  o tej wyżej wymienionej. Trzeba koniecznie sobie uświadomić to, co uświadomił sobie dużo wcześniej Putin:  że w osobie premiera Tuska ma bardzo chętnego partnera do gry obliczonej na rozdźwięk w polskich władzać państwowych.

Jest niewątpliwą przesadą twierdzenie, że Tusk ma krew na rękach, nic na to nie wskazuje. Ale czy może mieć do końca czyste sumienie ? Skoro ktoś na siłę szuka pośredników na drodze do  decyzji pilota o lądowaniu w śmiertelnej mgle pod Smoleńskiem, to nie wolno mu przeoczyć premierów Tuska i  Putina.

seaman
O mnie seaman

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (21)

Inne tematy w dziale Polityka