Seria zagarnięć obszarów władzy, które w rezultacie tragedii pod Katyniem pozostały bez konstytucyjnego zwierzchnika świadczy nade wszystko, że premier Tusk już wie. Prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że Komorowski to niewypał posiada również medialna klaka wspierająca Tuskowego wybrańca. Dzisiaj bowiem żaden z funkcjonariuszy z Ministerstwa Prawdy nawet się nie zająknie, że tuż po śmierci prezydenta postulowali wstrzemięźliwość Platformy w zagarnianiu zwolnionych po katastrofie stanowisk. Ba, nie szczędzono górnolotnych zapowiedzi, że to będzie test na uczciwe intencje Tuska i jego partii.
Niestety, gdy tylko spadły Platformie sondaże, do kąta poszła również przyzwoitość, standardy i nawet pozory. Gdy premier z Sopotu zorientował się, że format faworyta jest widowiskowo niekompatybilny do jego prezydenckich aspiracji, wypuścił spod kamienia nihilistę z Biłgoraja. Tymczasem okazuje się niezbicie, że nawet platformiany specjalista od przebiegłej insynuacji nie da rady zakryć braków Komorowskiego. A przecież telewizyjny elektorat, który reaguje na Palikota naprawdę nie jest wymagający, co oznacza, że mamy do czynienia z politykiem formatu kieszonkowego.
Zatem Tusk oraz wszystkie te grinpisy, tefaueny oraz kucowołkolisy mają nie tylko bolesną pewność, że JK wygra te wybory, ale że wygra je nawet gdyby przegrał. Nie ma po prostu innego wyjaśnienia powrotu procederu z Palikotem jako twarzą Platformy oraz łapania z obszarów państwa wszystkiego, co się da, nie oglądając się na opinię publiczną.
W przypadku zwycięstwa JK w pierwszej turze (co powtórnie prorokuję!) Komorowski jest skończony i ośmieszony do cna wraz z całą plejadą nienawistników, którzy w jego imieniu ujadają, insynuują i pomawiają. Już sam ten fakt jest wystarczająco groźny dla Tuska, bo to przecież od razu zaczną się podchody, intrygi oraz trujące schizmy w partii. Okołomarszałkowa kamaryla ma przecież popleczników i nie nadstawi drugiego policzka. Schetyna zechce ukąsić Tuska poprzez Palikota; Palikot odda Schetynie; ten przyłoży Nowakowi, on zaś odwinie się Kidawie...będzie wrzało w tym kociołku.
Po drugie, pomimo wszystkich „wrogich przejęć” w obszarze państwa, Tusk ma mocne podstawy, żeby śmiertelnie serio obawiać się prezydentury JK. Przed ewentualnym prezydentem Kaczyńskiem otwiera się bowiem szerokie spektrum możliwości, które można realizować wspólnie z PSL lub SLD. Znając zaś możliwości JK w grze parlamentarno-gabinetowo-konstytucyjnej, można już dziś poradzić Tuskowi, żeby zakupił co najmniej roczny zapas bielizny. W innym wypadku będzie zmuszony zmieniać portki co godzinę, jak mawiał pewien detektyw z Los Angeles.
Ten zakup przyda się również, gdyby JK przegrał minimalnie. Byłby to potężny impuls dla ludzi oraz ugrupowania, żeby budować przewagę na wybory parlamentarne, a to tylko rok z niewielkim hakiem...W tym przypadku nawet najbardziej entuzjastycznie zaślepiony entuzjasta Tuska połapie się, że w przypadku przejęcia przez PO prezydentury może mieć do czynienia z monopolem władzy na miarę dyktatury proletariatu we wczesnym okresie PRL. Analogia ta staje się przeraźliwie ponura, gdy wspomnimy, że Tuski już nieraz dowiódł, iż nie jest w stanie powstrzymać swoich pazernych kolegów. A to nie są siermiężni włodarze PRL, co budowali domki letniskowe z państwowego cementu i papy.
Zaciąg Tuska to ludzie, którzy polują na całe gałęzie gospodarki, handlu czy finansów. To wiemy już na pewno, do czego zdolny jest Rychu, Zbychu i Miro. W przypadku wygranej Komorowskiego, poczucie całkowitej bezkarności sprawi, że cała czynna i potencjalna degrengolada tkwiąca „istotowo” w Platformie, rozleje się jak powódź po kraju.
I to jest właśnie problem Tuska, że nie ma dobrego wyjścia. Istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że zostanie rozegrany przez Kaczyńskiego albo będzie świadkiem zbiorowego samobójstwa swojej partii z powodu niepohamowanego ciągu na kasę.
Wreszcie trzeci czynnik, czyli wciąż niedoszacowana i przemilczana potęga refleksji Polaków, którzy dostrzegli ogrom fałszu III RP, fałszu budowanego i podtrzymywanego bardzo skwapliwie również przez Tuska. Nie da się ukryć, że premier sam sobie zgotował ten los wymigując się od rządzenia, a poprzestając na politycznym marketingu z dużą domieszką podłości, czego wyrazem akceptacja przez niego metod nihilisty z Biłgoraja.
Gdyby Tusk w tej chwili miał za sobą dwa i pół roku trudnych reform albo chociaż wiarygodnych prób modernizacji państwa, mógłby teraz gwizdać na okoliczności i byłby przywódcą. Ale Tusk ma za sobą dwa i pół roku nicnierobienia i stoi w długim szeregu tych, o których Polacy mówią, że mieli złoty róg...
Inne tematy w dziale Polityka