Decyzja Jarosława Kaczyńskiego o starcie w wyborach prezydenckich wyzwoliła nie tylko polityczne emocje, ale spowodowała kabaretowy kociokwik w umysłach jego przeciwników.
Czy nie jest czymś bezcennym widok gospodarczych liberałów dowodzących przed sądem, że są przeciwko prywatyzacji ?! Albo publicystów z wiodącego tytułu pogrążonych w gorączkowej egzegezie dokumentów programowych partii liberalnej, aby dać świadectwo przeciwko jej liberalizmowi ?
Kandydat zwany Gajowym w czambuł zapierający się przed leśnikami, że nie sprywatyzuje lasów.
Wzorzec lewicowej wrażliwości występujący przeciwko kandydatowi ze swojego macierzystego ugrupowania, a popierający kandydata z partii, która szczyci się odebraniem emerytalnych przywilejów ludziom pracującym w szkodliwych warunkach.
Premier, dla którego prezydentura jest jedynie zaszczytem i żyrandolem, z całą powagą musiał wysłuchać proklamowania wojny domowej o ten żyrandol.
Partia liberalna, która wystawia kandydata mieniącego się chrześcijańskim konserwatystą, zabiegającego o poparcie komunistów, a przyjaźniącego się z libertynem - specjalistą od obscenicznego chamstwa.
Orędownik i promotor miłości w polityce, który popadł w prawdziwy popłoch, gdy jego przeciwnik wyszedł mu naprzeciw właśnie w tej kwestii.
Rzecznik polskiego rządu uniżenie przepraszający po rosyjsku za to, że pomylił mundurową przynależność cmentarnych hien.
Służalcze media i autorytety, które po hekatombie przywódców państwa uznały, że premier oddający bezwarunkowo śledztwo w ręce przywódcy obcego państwa, zdał egzamin z przywództwa.
Aspirant do prezydentury z przyjemnością wizytuje powodzian, myli ONZ z MFW; deficyt z długiem publicznym; płatnika z beneficjentem, a gaz chce wydobywać metodą odkrywkową. Podobny kaliber reprezentuje szef jego sztabu wyborczego, w którego wypowiedziach jedno jest pewne jak amen w pacierzu – że już wkrótce sobie zaprzeczy.
Groteskowa przemiana prywatyzacji najpierw w komercjalizację, potem w komunalizację, a która - sądząc po ideowych sojusznikach - pewnie w końcu przejdzie w komunizację.
Błazen przyznaje, że jest prowokatorem; myśliwy odżegnuje się od myślistwa; drętwy zupak recenzuje charyzmę.
Niewesoła komedia z demokracją w tle.
Inne tematy w dziale Polityka