Okazało się, że jestem marnym prorokiem. Jakieś cztery tygodnie temu wyprorokowałem bowiem zwycięstwo JK w pierwszej turze, co nie nastąpiło i to nie ulega wątpliwości. Przyznając, że dar jasnowidzenia nie jest mi dany i że jestem słabym prorokiem, jednocześnie stwierdzam z ulgą, że jestem prorokiem zdrowym. Co to oznacza ?
Dzisiaj byłem na badaniu lekarskim, które potwierdziło ostatecznie i ponad wszelką wątpliwość, że nie mam nowotworu. Stąd tytuł tego postu odzwierciedlający moją ambiwalencję wobec dzisiejszej rzeczywistości, a także późna reakcja na wyniki wyborów – chciałem, żeby moje uczucia były kompletne. I tak jest w tej chwili. Z jednej strony smuci mnie bezpowrotnie utracony dar prorokowania ( ale też mi ulżyło, bo to niewdzięczna rola we własnym domu!), gdyż mam wrażenie, że w tej konkurencji skompromitowałem się ostatecznie z powodów oczywistych – własne życzenia i emocje wziąłem za rzeczywistość.
Z drugiej strony, co tu dużo gadać, spadł mi ciężar z serca, że jeszcze nie zaczęło się oficjalne odliczanie w moim życiu doczesnym. A były mocne podstawy, żeby tak uważać...Jeśli chodzi o wybory, to jak wspomniałem, zawiodłem się – bez względu bowiem na to, czy popełniłem błąd chciejstwa, czy też zwyczajnie po ludzku się wygłupiłem, to do myśli, że JK wygrywa w pierwszym podejściu, bardzo się przez ten miesiąc przywiązałem.
Zatem, chociaż nie mam z powodu mojej emocjonalności oraz chybionej intuicji wyrzutów ( w końcu tytuł mojego blogu wyraźnie mówi, czym się kieruję), to jestem mocno rozczarowany. Mój zawód w tej materii dotyczy przede wszystkim głębokości( a raczej płytkości) tej refleksji Polaków na temat sfałszowania wizerunku braci Kaczyńskich. Co nie znaczy, że obwiniam Polaków o mój własny błąd.
Po tragedii smoleńskiej wspomniana refleksja wydawała mi się trwała, tymczasem okazała się mrzonką. Kolejną mrzonką i w tym kontekście mam złe wiadomości – elektorat „telewizyjny”, bezmyślny i bezrefleksyjny umacnia się w tym sensie, że staje się jednocześnie coraz bardziej wpływowy i podatny na wpływy. Oznacza to, że coraz większe znaczenie w procesie demokratycznego wyboru będzie miała manipulacja i różnego rodzaju umiejętności pozamerytoryczne kandydatów oraz ich zaplecza. Ubolewam nad tym, ale tak jest i chyba nie ma na to rady, nawet wygrana Kaczyńskiego w drugiej turze nie zmieni tego.
Pisałem o tym rok temu : Ludzie zawsze i wszędzie mają skłonność do popierania sztucznie wykreowanych postaci, ale nigdy w dziejach urabianie opinii publicznej nie było równie skuteczne, jak dzisiaj. Ta niesamowita skuteczność masowych mediów przekroczyła próg, od którego można już kwestionować wolny, demokratyczny wybór, a przynajmniej dobry wybór. Media z jednej strony stały się narzędziem władzy, a z drugiej są także samodzielnym podmiotem działającym na korzyść swojego interesu, w tej sytuacji nie można liczyć na choćby elementarny obiektywizm(...)Nieokreślona rola mediów, które są jednocześnie narzędziem i podmiotem, pośrednikiem i wykonawcą, graczem i informatorem już zdeformowała demokrację przedstawicielską. Funkcje mediów - informacyjna w stosunku do społeczeństwa i kontrolna w relacji do władzy - zepchnięte zostały w cień na korzyść funkcji wpływu na decyzję masowego elektoratu medialnego. Korzenie demokracji tkwią w bezpośrednim kontakcie kandydata oraz wyborcy i w nim także powinna się realizować się kontrola społeczna nad władzą. Tymczasem sojusz partyjno – medialny nie tylko kształtuje opinię publiczną na swoją modłę, ale co gorsza, nie pozwala przebić się autentycznej opinii, co z kolei pozwala rządzącym rżnąć głupa albo udawać, że ciepły deszcz pada.
Według mnie jest to główny powód (wpływ piaru), dla którego tak duża masa ludzi oddaje głos na Komorowskiego, człowieka i polityka niezbyt rozgarniętego, w dodatku kukiełki pociąganej sznurkami przez bardzo dziwne osoby. Drugim powodem może być głosowanie „na kogoś przeciwko komuś”, czyli w tym przypadku przeciwko JK, któremu wcześniej przyprawiono gębę totalniaka.
Tak oto człowiek uwikłany w zależność od służb totalitarnego państwa i posłuszny wykonawca poleceń został przedstawiony jako dobroduszny, szczery demokrata. Natomiast kandydat, który tracąc większość parlamentarną, rozpisał wybory i poddał się wszystkim demokratycznym procedurom(komisjom śledczym również !), co ponad wszelką wątpliwość udowodniło jego demokratyczną proweniencję oraz intencje, został napiętnowany jako zamordysta i faszysta.
Kilkadziesiąt procent ludzi głosuje na kogoś, kto dla celów kampanii wyborczej wyparł się programu swojej partii, gdyż dało sobie wmówić oczywisty idiotyzm, że rywal Komorowskiego nie zmienił się, skoro nie poparł w całej rozciągłości tego programu ! Takich idiotyzmów, stadnych reakcji i kompletnie odwróconych wartości w demokracji partyjno-medialnej będziemy obserwować coraz więcej.
Mam poważne obawy, czy można odwrócić tą tendencję bez jakiejś radykalnej przemiany w ludziach. Na razie nic takiego się nie zapowiada i nawet jeśli JK zwycięży w najbliższej dogrywce, to niewiele się zmieni w sensie strategicznym – zręczny manipulator nadal będzie miał fory w pojedynku z merytorycznym przeciwnikiem. Ale próbować trzeba.
Inne tematy w dziale Polityka