seaman seaman
821
BLOG

Jarosław Kaczyński - opis stanu rzeczy

seaman seaman Polityka Obserwuj notkę 180

Dopiero co przegrał wybory z kandydatem salonu, którego ugrupowanie dzierży już całą pulę – parlament, rząd, prezydenturę, wszystkie liczące się instytucje państwowe. Dzisiaj Platforma ma poparcie salonu, lwiej części opiniotwórczych mediów, formalnego i nieformalnego kierownictwa Unii Europejskiej, Moskwy, wykształciuchów i autorytetów, więźniów i lemingów, szarych zjadaczy papki medialnej i wyrafinowanych koneserów życia.

A Jacek Żakowski, uosobienie tej salonowo-medialnej kamaryli wsparcia przez cały swój program i przez wszystkie przypadki odmienia jego nazwisko, niemal na okrągło dyskutuje z rozmówcami o Jarosławie Kaczyńskim. Nie o zwycięskim Komorowskim, nie o triumfującym kanclerzu Tusku, ale o przegranym, rzekomo marnującym kolejny raz swe szanse polityku. Podobnie jest dzień w dzień i rok w rok od wielu lat we wszystkich mediach.

To jest właśnie to, co określa miarę i wagę, format i kaliber człowieka oraz męża stanu, Jarosława Kaczyńskiego. Nieważne czy mówi, czy milczy – w jego milczenie wsłuchują się równie uważnie, jak w słowa. Nieważne czy mówi prawdę lub nieprawdę ani o czym mówi - każde słowo jest ważone, oglądane, analizowane jednakowo starannie. Nie ma znaczenia, czy jest u steru władzy, czy poza nią, czy jego formalne wpływy są znaczące mniej lub bardziej albo nic nieznaczące – konsekwencje jego wypowiedzi są zawsze ważkie.

Cała plejada salonowych publicystów żywi się nienawiścią do niego: od Kuczyńskiego, Wołka, Lisa, Paradowskiej aż do drobnych urbanowych cyngli, wszyscy oni  żyją z postponowania tego człowieka. Gdyby nie on sam i strach elit III RP przed nim, Tusk skończyłby jako wicemarszałek Senatu, Lepper nigdy nie skończyłby jako wicepremier, a Mazowiecki nawet by nie zaczął. Osobiście wykreował dwóch prezydentów i co najmniej czterech premierów łącznie z sobą, założył dwie uczestniczące w rządach partie, stworzył całkowicie autorski projekt wizji państwa, które nazwano później IV RP.

Wygenerował takie emocje, że w jego krytyce dostojne autorytety zniżają się do poziomu meneli, a menele są zatrudniani przez polityków, żeby go niszczyć. Z jego powodu wybitni artyści uciekają się do politykierstwa, a politycy zniżają do poziomu wędrownych aktorów. Nawet zdeklarowani wrogowie przyznają mu wybitność i podejrzewają u niego jakiś biologicznie wbudowany talent polityczny.

Wspomniany na początku Żakowski, zakamieniały wróg Kaczyńskiego, wystawił mu kiedyś największą laurkę, jaką może otrzymać polityk od kogokolwiek:  nie jest politykiem jak inni, nie zdobywa władzy, by rządzić, chociaż możliwość rządzenia sprzyja jego celom. On chce zmieniać Polskę. Jarosław Kaczyński nie uprawia polityki, a metapolitykę. 

W swojej spektakularnej karierze ośmieszył w debacie Adama Michnika, upokorzył w wyborach Donalda Tuska, obnażył nicość autorytetów moralnych III RP. Chyba Rafał Ziemkiewicz wyraził opinię, że największym błędem salonu było odrzucenie Jarosława Kaczyńskiego – gdyby został zaasymilowany w tym towarzystwie, do dziś sprawowaliby rząd dusz w społeczeństwie.

Wszystko to prawda znana nie od dziś, a mimo to za każdym razem historia jakby zaczyna się od nowa. Dziennikarz prowadzi program, dochodzi kolejny raz do krzepiących wniosków, że Kaczyński wreszcie się skończył, że przepadł raz na zawsze, że już się nie podniesie. Radosna konkluzja jest przyklepana przez rozradowanych rozmówców, wszyscy rześcy i w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku oddają się zasłużonej rekreacji. Po czym dziennikarza znowu duszą we śnie zmory, w mokrej pościeli miota się, a bladym świtem pędzi do redakcji robić program o...Kaczyńskim.

Zatrudnia się tabuny partyjnych i medialnych cyngli, żeby go opluwać, kopią go po nerach, tłuką pałami po łbie, nokautują, tańczą na jego politycznym grobie. A on, na domiar złego przygnieciony straszliwą tragedią, wstaje na nogi jak jakiś Feniks, wraca na ring i sam wymierza druzgocące ciosy.

Dzisiaj znowu nie mogą posiąść się ze zdumienia, że lekką ręką marnuje zdobyte w wyborach poparcie sondażowe. W głowie im się nie mieści, że są na świecie i w polityce rzeczy stokroć ważniejsze od sondaży i słupków. Że można mówić niepopularne rzeczy mając w rocznej perspektywie następne wybory.Tym się właśnie różni od Donka, Bronka, Władka i Tadka, że nie potrzebuje rekomendacji od kagiebisty, żeby zaistnieć.

On już wszedł do historii, mitu, encyklopedii oraz  legendy o własnych siłach i pod własną banderą. Jarosław Kaczyński - skutek i przyczyna, alfa i omega, początek i koniec w polskiej polityce, tak przynajmniej wynika, gdy przyjrzeć się z boku publicystyce politycznej.

Ten tekst to nie jest panegiryk, pean ani laurka, to jest opis aktualnego stanu rzeczy w polskiej polityce . Emocjonalność tego tekstu, motyw przewodni oraz jego intensywność są ściśle proporcjonalne do wspomnianego stanu rzeczy.

seaman
O mnie seaman

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (180)

Inne tematy w dziale Polityka