291 obserwujących
1107 notek
3465k odsłon
6522 odsłony

Gadał Ziemkiewicz do obrazu

Wykop Skomentuj110

I na samym wstępie należy zaznaczyć, że dziennikarz "DO RZECZY" sam to malowidło stworzył. Jarosław Kaczyński na tym obrazie występuje jako mimowolny, chociaż najzupełniej świadomy sojusznik Putina, przez którego równie świadomie jest wspierany, gdyż ten ma swój interes w ewentualnym sukcesie wyborczym szefa PiS.

Kalkulacja Putina ma być taka, że przeciwko Polsce rządzonej przez Kaczyńskiego łatwiej będzie mu rozpętać nagonkę na Zachodzie, a wówczas ta smętna dziewica Europa, znużona rusofobicznym warcholstwem Polaków, pozwoli w końcu Rosji ponownie przygarnąć Polskę pod swoje skrzydła. W tym sensie spolegliwa aż do mdłości postawa Tuska wobec bliskiej i dalszej zagranicy jest dla Putina po prostu przeszkodą w tych rachunkach.

Natomiast w rachubach Kaczyńskiego mają się mieścić jego niezłomne moralne zobowiązania wobec smoleńskich ofiar, a po drugie liczy on, że „wygra rosyjskie przyzwolenie dla dobra państwa”, gdyż w polityce skutek jest „nieprzewidywalną wypadkową różnych starań oraz intencji”. Tak mniej więcej przedstawia się obraz namalowany przez Rafała Ziemkiewicza w ostatnim numerze "DO RZECZY".

Trzeba powiedzieć szczerze, że w imaginacji Ziemkiewicza obecna rosyjska władza jawi się jako skrzyżowanie makiawelizmu najwyższej próby z wizjonerstwem na miarę Lenina, a w części praktycznej konkuruje sprawnością z Mosadem przy determinacji rodem z dawnego KGB. Moim zdaniem Ziemkiewicz zbyt nonszalancko lawiruje pomiędzy swoimi rolami, w których na przemian występuje: publicysty, pisarza i chłodnego analityka sceny politycznej.

Nie jest  do końca prawdą, że „dla Rosji stworzenie wrażenia, iż całkowicie bezkarnie zamordowała próbującego jej się przeciwstawiać prezydenta Polski, jest szalenie korzystne”, a na dodatek korzystny jest obraz „Putina jako twardego władcy”, co ma być postrachem dla Europy . Polski także nie dyskredytuje w polityce międzynarodowej twarda polityka Putina, lecz koszmarnie uległa polityka Tuska i Komorowskiego. Gdyby bowiem polityka opierała się na takich inscenizowanych wrażeniach, to Putin już dawno rządziłby Europą, a Związek Sowiecki nigdy by nie upadł.

Za pomocą „sprawiania wrażenia” to można wygrać jakieś wybory, utrzymać się przy władzy drugą kadencję w kraju postkolonialnym, ale nie zmieni się rzeczywistości ani tym bardziej nie przekona możnych tego świata o swojej faktycznej sile. To jest drugorzędny czynnik. Nawet rządzona przez lewactwo Unia Europejska nie jest już taka głupia, żeby kierować się wrażeniem w ocenie potęgi jakiegoś państwa. Jeśli Unii imponuje putinowska Rosja, to wyłącznie zasobami, potencjałem i możliwościami – na przykład przeforsowaniem do spółki z Niemcami budowy gazociągu bałtyckiego oraz arsenałem nuklearnym. A gdyby Ronald Reagan i Margaret Thatcher kierowali się wrażeniami sowieckiej potęgi, to Donald Tusk byłby dzisiaj pierwszym sekretarzem KC, a nie premierem.

Jeśli chodzi o tragedię smoleńską, Rosji niewątpliwie zależy na skompromitowaniu wersji zamachu w celu podtrzymania swojej wersji, czyli raportu Anodiny. I to bez względu na to, czy zamach miał miejsce, czy go nie było. Rosji nade wszystko zależy na ukryciu swojej winy, lub też jak ktoś woli, swojego udziału w przyczynach katastrofy. To jest bowiem faktyczna kompromitacja państwa. Obraz podłego baraku-wieży kontrolnej na nieczynnym lotnisku smoleńskim nie jest tak kompromitujący, jak kontrolerzy lotów sterowani telefonicznie przez jakiegoś generała albo fałszowanie zapisów czarnych skrzynek.

Rosjanie stwarzają wrażenie, że coś jest na rzeczy z zamachem, podsycając w ten sposób żywioł polski, który z kolei podchwytując najbardziej fantastyczne i wręcz dzikie hipotezy (choćby tak zwana maskirowka), idealnie wpisuje się w kagiebowską akcję kompromitowania hipotezy zamachu. Przecież im więcej absurdalnych, niepotwierdzonych pogłosek i teorii na temat zamachu się pojawia, tym lepiej dla zamachowców. Także z tego powodu, że gdy pojawi się ślad autentyczny, łatwiej go będzie zdeprecjonować, zwłaszcza gdy ma się w ręku wszystkie dowody rzeczowe.

A że Putin piecze na tym ognisku dwie pieczenie, to nie dziwota, choćby ze względu na swój elektorat, a także – nie ma co ukrywać – na swoich ludzi w dawnych sowieckich bliskich zagranicach, jak Polska. Nic bowiem nie buduje bardziej przywiązania lokaja do pana niż widomy znak pańskiej potęgi. Mniej lub bardziej dyskretne podtrzymywanie przez Putina wizerunku bezwzględnego twardziela, który nawet w kiblu dopadnie wroga, leży jak najbardziej w interesie Putina. A że jest to działanie zakulisowe, więc można wyśmiać każdego, kto mu zarzuci pospolity bandytyzm. Metoda stara jak świat i ciągle działa.

Wykop Skomentuj110
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale