Dobry, sobotni wieczór. Odetchnijmy od szarości, czasem nawet koszmarności dnia codziennego. Pośmiejmy się, zamiast frustrować i zalewać żółcią. Jak zwykle, zapraszam do opowiadania ŻARTÓW.
========================================================================================
Starsza kobieta stoi na statku przy burcie i trzyma kapelusz żeby wiatr go nie zwiał z głowy.
> Jeden z gentleman'ów podszedł do niej i mówi:
> - Przepraszam, nie chce być niegrzeczny ale czy pani wie ze wiatr podnosi
> pani sukienkę do góry?
> - Tak, wiem, ale ja potrzebuje obu rak by trzymać kapelusz. - odpowiedziała
> kobieta.
> - Ale czy pani wie o tym ze nie ma pani na sobie majtek i wiatr odsłania
> pani prywatne części? - pyta pomocny mężczyzna.
> Kobieta spojrzała na niego potem na spódnice i mówi:
> - Dobry człowieku,
> wszystko co pan widzi tam na dole ma 75 lat, a mój
> kapelusz kupiłam dzisiaj!
**********************************************************************************************
Wielki, ogromny, wielopiętrowy supermarket, w którym kupicie wszystko. Szef przyjmuje do pracy nowego sprzedawcę, dając mu jeden dzień okresu próbnego żeby go przetestować.
Po zamknięciu wzywa szef nowego sprzedawcę do biura:
- No to ile dziś zrobił pan transakcji? - pyta sprzedawcę.
- Jedną, szefie.
- Co? Jedną?! Nasi sprzedawcy mają średnio od sześćdziesięciu do siedemdziesięciu transakcji w ciągu dnia! Co pan robił przez cały dzień? A właściwie to ile pan utargował?
- Trzysta osiemdziesiąt tysięcy dolarów.
Szefa zatkało.
- Trzy... sta osiem... dziesiąt tysięcy? Na Boga, co pan sprzedał?!
- No, na początku sprzedałem mały haczyk na ryby...
- Haczyk na ryby? Za trzysta osiemdziesiąt tysięcy?
- Potem przekonałem klienta żeby wziął jeszcze średni i duży haczyk. Następnie przekonałem go, że powinien wziąć jeszcze żyłkę. Sprzedałem mu trzy rodzaje: cienką, średnią i grubą. Wdaliśmy się w rozmowę. Spytałem gdzie będzie łowić. Powiedział, że na Missouri, dwadzieścia mil na północ. W związku z tym sprzedałem mu jeszcze porządną wiatrówkę, nieprzemakalne spodnie i rybackie gumowce, ponieważ tam mocno wieje. Przekonałem go, że na brzegu ryby nie biorą, no i tak poszliśmy wybrać łódź motorową. Spytałem go jakie ma auto i wydusiłem z niego, że dość małe aby odwieźć łódź, w związku z czym sprzedałem mu przyczepę.
- I wszystko to sprzedał pan człowiekowi, który przyszedł sobie kupić jeden, jedyny haczyk na ryby?!
- Nieee. On przyszedł z zamiarem kupienia podpasek dla swojej żony. Zaproponowałem mu, że skoro w weekend nici z seksu to może pojechałby przynajmniej na ryby...
************************************************************************************************
Pani Kowalska, żeby rozwód był z winy męża, musimy na niego coś mieć. Czy mąż pije?
- Nie, skąd! Jakby tylko spróbował, to ja bym mu...!
- Czy nie daje pieniędzy?
- Nie, absolutnie, oddaje wszystko co do grosza... Już by mi tylko schował złotówkę, to ja bym mu...
- A może bije panią?
- Spróbowałby tylko rękę na mnie podnieść, to ja bym go tasakiem manier nauczyła!
- A co z wiernością?
- O! Tu go mamy! Drugie dziecko nie jest jego!
****************************************************************************


Komentarze
Pokaż komentarze (15)