Blog
Co mi ślina na język...
Sierkovitz
Sierkovitz Papież neodarwinizmu*, agent Monsanto*, pachołek Big Pharmy* *nie moje słowa...
20 obserwujących 76 notek 116427 odsłon
Sierkovitz, 8 czerwca 2012 r.

Dwie królowe ewolucji, część 1: Czerwona Królowa.

3851 18 0 A A A

Teoria ewolucji to bardzo szerokie pojęcie. Oprócz standardowej wersji z mutacjami i przewagą jednych wariantów nad drugimi w danej populacji, zajmuje się również tym, jak różne gatunki wpływają na siebie i jakie zasady kierują takimi interakcjami. Wydaje się być logicznym, że pasożyt i gospodarz, czy konkurenci o tą samą pulę zasobów, mają znaczący wpływ na wzajemną ewolucję. Tego typu koncepcje z dziedziny biologii ewolucyjnej mają charakterystyczne nazewnictwo. Jest efekt zielonej brody, hipoteza błazna, obiecujący potwór. Są też dwie królowe. Jedna z nich, ugruntowana od niemal czterach dekad w świadomości biologów ewolucyjnych, jest czerwona i będę o niej pisał dzisiaj. Druga z nich, dopiero raczkująca, jest czarna i będzie o niej w drugiej notce tego cyklu.

Hipoteza Czerwonej Królowej narodziła się w 1973 roku. Oczywiście to nie oznacza, że wcześniej nie myślano o podobnych zależnościach, po prostu w 1973 Leigh van Valen z uniwersytetu w Chicago zebrał sporo danych, przedstawił swoje wnioski i nazwał swoją hipotezę [1]. Dlaczego Czerwona Królowa? Nazwa pochodzi od jednej z bohaterek "Po drugiej stronie lustra" L. Carolla, królowej szachów - nie kart jak można wywnioskować w pierwszej chwili. Mówi ona do Alicji, że "aby utrzymać się w tym samym miejscu, trzeba biec ile sił".

Wyścig zbrojeń

Ten bieg ile sił tylko po to, żeby utrzymać status quo można zaobserwować w naturze niemal wszędzie. Przyjrzyjmy się drzewom w lesie. Są bardzo wysokie co pozwala im wygrać konkurencję z innymi drzewami o światło. Ale przecież wysokie drzewo inwestuje ogrom swoich zasobów w taką wysokość. Gdyby drzewa były w stanie umówić się: rośniemy do 5 metrów i tyle, zyskałyby ogromne ilości zasobów, które inwestują w dodatkowwe naście metrów wzrostu, większy system korzeniowy, większe wymagania co do soli organicznych itp. Niestety dla drzew, w ślepym świecie przyrody takie układy są niemożliwe. Innym przykładem jest konkurencja drapieżników i ich ofiar. można oczywiście posłużyć się przyładem geparda i antylopy, ale to klasyka gatunku. Dla świeżości, wezmę się za rośliny i roślinożerców.

Rośliny wyewoluowały szereg przystosowań, które mają je chronić przed roślinożercami. Różne mechanizmy ochronne spowodowały  przetrwanie tych gatunków. Ale przy okazji, część z nich doprowadziła do specjalizacji roślinożerców. I tak mamy trujące rośliny i zwierzęta odporne na truciznę (sumak i jelenie). Wysokie rośliny i wspinające się zwierzęta (leniwiec), które poradziły sobie z tym problemem. Twarde i ostre liście, kolce, na które odpowiedzią był równie twardy i odporny język (akacje i żyrafy). Mechanizmy odporności roślin - czyli ich "bieg ile sił", doprowadziły do tego, że te gatunki są wśród nas. Podobnie w wypadku roślinożerców, ich "pogoń" ile sił za roślinnymi innowacjami doprowadziła do tego, że mimo niewątpliwych sukcesów i prób ucieczki przed wszędobylskimi roślinożercami, rośliny sa nadal masowo pożerane na całym świecie. Hipoteza Czerwonej Królowej pokazuje świat istot żywych jako ciągły wyścig zbrojeń, w którym ewolucyjna przewaga jednego gatunku oznacza jednocześnie to, że inny gatunek traci swoje poletko i o ile nie przystosuje się odpowiednio szybko i skutecznie, ryzykuje wyginięcie albo w najlepszym wypadku marginalizację.

Gdzie ci mężczyźni? I po co?

Czerwona Królowa znalazła też zastosowanie w jednym z bardziej problematycznych zagadnień biologii. Skąd się wzięła płeć? Pytanie to jest trudniejsze niż mogłoby się to wydawać, biorąc pod uwagę jak rozpowszechnionym procesem jest rozmnażanie płciowe. Ale to co obserwujemy to już ustabilizowane populacje, w których płeć istnieje od tylu pokoleń, że w zasadzie nie ma od niej odwrotu. A od czegoś musiało się zacząć. Istnieją gatunki, które mają w swoim arsenale zarówno rozmnażanie płciowe i bezpłciowe ale tam też płeć jest tak głęboko zakodowana, że nie sposób się jej pozbyć.

Pierwsze populacje, które posiadały płeć musiały być narażone na zanik tej cechy. Chociażby dlatego, że posiadanie płci jest kosztowne. Przy rozmnażaniu płciowym, jeżeli dwa osobniki produkują dwójkę potomstwa, wielkość populacji na dłuższą metę się nie zmienia. Dlatego tak ważnym współczynnikiem w naszych populacjach jest dzietność > 2 na kobietę, w innym wypadku populacja maleje. Tymczasem bezpłciowo rozmnażające się organizmy, produkując dwójkę osobników potomnych, podwaja populację. Po dwóch pokoleniach, jest to już 4 razy więcej, po trzech 8 i tak dalej. W pierwotnej populacji posiadającej płeć, pojawienie się "samicy", która rozmnaża się bezpłciowo powinno doprowadzić do zaniknięcia zachowań płciowych w przeciągu kilkudziesięciu pokoleń, w zalewie bezpłciowo rozmnażających się klonów. Do tego dochodzi jeszcze jedne problem płci - przedstawiciele obu typów muszą się ze sobą spotkać, problem abstrakcyjny dla rozmnażających się bezpłciowo.

Wojna ślimaczych klonów

Opublikowano: 08.06.2012 16:03.
Autor: Sierkovitz
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

image

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • Pogoda nie za bardzo może zadawać klimatowi bo to dwie różne rzeczy.
  • @samograf Akurat czarodziejem to może być ;)https://en.wikipedia.org/wiki/Grand_Wizard
  • @gini >Klimat na ziemi zmienial sie bez udzialu czlowieka !!!Matko. I co z tego? Rzeki też...

Tematy w dziale Technologie