Wojtas Wojtas
77
BLOG

Projekt mieszanej ordynacji wyborczej.

Wojtas Wojtas Polityka Obserwuj notkę 10

Z okazji wyborów jest możliwość porozmawiania o sposobie wybierania posłów. Jest on bardzo ważny, i dla wyborców i dla polityków. Jestem zdeklarowanym zwolennikiem JOW, przyznaję, przekonał mnie prof. Przystawa. Jednocześnie przyznaję, wybieram od początku tylko pomiędzy dwiema partiami wywodzącymi się z korzeni solidarnościowych, z wartości konserwatywnych. Jedna może nosić miano „nowej prawicy” - PO, druga - „nowej lewicy” - PiS. Dlatego też pragnę takiego systemu, w którym inne partie, relikty przeszłości postkomunistycznej III RP (LiD), czy złogi powstające ze społecznego niezadowolenia czy to przyspieszoną transformacją ustrojową (SO) czy to przejmowaniem złych wzorców z Zachodniej Europy (LPR), nie „zaśmiecałyby” składu parlamentu. Obydwie nowe partie - PO i PiS są bardziej wyważone, centrowe, za to personalnie o niebo lepsze, uczciwsze.

Choć moje poglądy są bliższe PO, to skłaniam się ku PiS, który ma plan podobnej przemiany, ale przynajmniej werbalnie wyładowuje frustracje ludzi z marginesu (przejście Mężydły a wstawienie Sobeckiej na 1. miejsc nie jest żadnym poddaniem się Ojcu Rydzykowi tylko właśnie takim wsparciem „elektoratu radiomaryjnego”). PO idzie chyba na łeb, na szyję, bez liczenia się z ogromnymi kosztami koniecznych reform w służbie zdrowia, rolnictwie, czy podatkach. PiS robi to może za wolno, ale wydaje mi się, że stopniowo naprawdę można osiągnąć większy sukces (patrz przekonani do programu PiS Zyta Gilowska, Zbigniew Religa czy Grażyna Gęsicka). Zwłaszcza że obecny wzrost i tak jest niezłym wynikiem. Obawiam się też, że PO całą kadencję będzie ogarnięte szałem „antykaczyzmu” zamiast zająć się problemami Polski. Jednak i PiS i PO są partiami potrzebnymi.

 

Ale wróćmy do ordynacji - właśnie chciałbym systemu dwupartyjnego. Po piątkowym maratonie, chyba wszyscy zrozumieliśmy, jakim złem jest chaos w parlamencie!

Dziś oczywiście nie da się zrealizować choćby usunięcia przestępców ze składu sejmu, a co dopiero zmiany ordynacji na większościową. Tego można dokonać w następnym sejmie. Jeśli w październiku okaże się że będzie on wyglądał tak, jak teraz, to myślę, że i premier Kaczyński zapomni o pośle Stokłosie i pójdzie po rozum do głowy.

Tymczasem możemy pomyśleć o zmianie systemu, nie ograniczając się do wyboru między czystym JOW-FPTP („first past the post”, kto pierwszy ten uzyskuje mandat), a dzisiejszym systemem proporcjonalnym liczonym metodą d’Hondta opartym o kilkadziesiąt okręgów wyborczych. Wad pierwszego jest dużo mniej niż drugiego, ale i tam też niestety istnieją.

Nie chciałbym jednak zbyt skomplikowanego systemu mieszanego Niemiec (czy projektu ordynacji PiS), w którym JOW stanowią tylko przykrywkę a tak naprawdę system jest bardziej proporcjonalny niż większościowy. Nie podoba mi się zbyt trudny dla wyborców (i dla komisji wyborczych) irlandzko-australijski STV (tam po prostu wyborcy nie mają pojęcia kto zostanie wybrany - musieliby się posługiwać skomplikowanymi tabelami żeby to policzyć; zresztą metoda d’Hondta też nie daje takiej jasności jak JOW-FPTP).

 

Wymyśliłem chyba coś nowego, co przedstawiam pokrótce:

1. W 230 jednomandatowych okręgach wyborczych wybiera się 230 posłów. Pierwsza osoba z danego okręgu uzyskuje mandat (jak w FPTP).

2. Partie mogą wystawić w JOW tyle kandydatów, ile zechcą (oczywiście normalnie też takiego zakazu nie ma, ale w 100% JOW wystawienie > niż 1 kandydata jest bezsensowne).

3. Z kandydatów, którzy przegrali w JOW ustala się listę ogólnopolską, sortuje według malejącej liczby głosów i odcina pierwsze 230 nazwisk („lucky looser’ów”), niezależnie od ich przynależności partyjnej.

4. Żeby zachować równocenność JOW, muszą mieć one podobne liczby osób uprawnionych do głosowania (nie liczby ludności!).

 

Myślę, że taki system zachowuje zalety JOW

- to, że wybiera się osoby, a nie partie (jeszcze bardziej nawet niż w zwykłym systemie JOW - wybieramy przecież nawet między osobami z jednej partii),

- system jest naprawdę prosty (prawie tak, jak czysty JOW-FPTP);

- to, że głosy nie są marnowane, jak w przypadku systemu proporcjonalnego;

- to, że można rozliczyć osobę, na którą się głosowało (głosy oddane na różnych członków partii liczą się niezależnie).

ale też dodaje parę kolejnych:

- partie wystawiają więcej kandydatów niż 1 - więc umożliwia to wystartowanie dwóch wartościowych członków partii którzy mają to nieszczęście mieszkać dosłownie obok siebie; poza tym mogą reprezentować różne frakcje w ramach partii. Oczywiście wystawienie 2 kandydatów zamiast 1 niesie za sobą pewne ryzyko, ale partia musi to wkalkulować.

- co za tym idzie, jeszcze mniej liczy się lokalna komórka partyjna (która przecież wystawia kandydata w JOW), bardziej wyborca.

- osoby wybierane uzyskują przynajmniej przyzwoitą liczbę głosów (np. powyżej 5 tysięcy) więc są bardziej odpowiedzialne.

- więcej głosów oddanych się nie marnuje, niż w zwykłym JOW (minimalnie przegrany okazuje się „lucky-looserem” i też jest wybrany).

- system jest chyba mniej podatny na gerrymandering.

- system chyba jednak bardziej oddaje rzeczywisty wynik wyborów (w zwykłym JOW może dojść do tego, że partia ma mniej głosów a więcej mandatów co jest bezsensowne).

Nie wiem tylko, czy udałoby się uzyskać system dwupartyjny.

PS. Po długim namyśle piszę - jeśli trzeba, to można uwzględnić frekwencję robiąc listę według % zdobytych głosów w danym okręgu (liczba głosów oddanych na kandydata/liczba głosów oddanych na wszystkich kandydatów w okręgu * 100%).

Wojtas
O mnie Wojtas

prawicowiec

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka