Wojtas Wojtas
57
BLOG

Ultradoktrynerstwo niewskazane!

Wojtas Wojtas Polityka Obserwuj notkę 16
Przy okazji. Spóźnione (może?), ale szczere życzenia pełni łask Bożych i niesłabnącej nadziei na Zmartwychwstanie dla wszystkich blogerów. Urzeczywistnienia się prawdy o Zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa w naszym życiu. A mówiąc mniej poważnie, wesołych Świąt!


Wracając do tematu, takie dzisiaj wnioski wyciągam, korzystając z różnych źródeł, zainspirowany oczywiście przesławnym wyznaniem redaktora Krasowskiego, że prawica powinna pozostać na swoich pozycjach, i nie ruszać się ani milimetr.

 

Sam jestem zwolennikiem prawicy, i taki tekst zawsze musi budzić we mnie jakieś odczucia. Ja nie zgadzam się z jego tezami. Ale jest początkiem jakiejś poważniejszej dyskusji i za to panu redaktorowi dziękuję. On może i twierdzi, że prawica powinna być „cool” i „trendy”, powinna mieć za sobą jakieś „sukcesy” mierzone materialnymi miarami, szczególnie finansowymi, a także poniekąd wizerunkowymi. O to pewnie redaktorowi chodziło. Może to i dobrze, bo przecież historia prawie czterech lat 1989-93, poźniej też mniej więcej czterech 1997-2001, potem znów dwóch 2005-07 nie przedstawia wielu sukcesów wizerunkowych dla samego pojęcia prawicy w Polsce (tak przecież widzą ludzie te lata - jako porażki prawicy, skoro prawica sama identyfikowała się, przynajmniej do jakiegoś czasu z obozem opozycji antykomunistycznej, do której przecież należały również bardzo mało dziś dla mnie prawicowe, a wręcz lewicowe środowiska). A każdy przecież prawicowiec boi się polskich zapaterystów, którzy mogliby żerować na poczuciu wstydu za swój obóz (choć i tak już takie poczucie się pojawiło w wielu opiniotwórczych kręgach). Aznaryzm w Hiszpanii, może nie idealny, przynajmniej miał sukcesy. Porównuję może i do niedokładnie odpowiadającej naszej sytuacji Hiszpanii, ale czytelnik chyba mi to wybaczy.

 

Ja też pragnę sukcesu Polski i sukcesu prawicy jako takiej (oczywiście pierwsze i drugie, gdzie to pierwsze jest ważniejsze, niż drugie). I nie jest dla mnie ważne, czy ten sukces będzie dokonany drogą ultra-super-liberalną gospodarczo (czyli po prostu UPR-owską, „kolibrowską”, czyli po prostu drogą pana Wielomskiego - ja nie odróżniam tych grup, bo walczą po prostu o jakieś bardzo mało istotne kwestie personalne - i nie wiem czy to dziwne rozbicie to jakaś zmowa innych środowisk jak mówi Korwin-Mikke, czy to po prostu wina straszliwego indywidualizmu), czy też mniej może liberalną gospodarczo, godzącą sprzeczne interesy wielu grup, które w dzisiejszych czasach (rozwijających się mediów i w ogóle różnych nieformalnych grup nacisku) mają wpływ na władzę (co próbowało robić PiS, i co pokazuje PO choć to po prostu PR).

Po prostu, nie zależy mi na tym, by wyszło na to, że jednak PiS miał rację, trochę socjalizując (bo przecież nie przesadza ta partia z tym socjalizmem), czy żeby jednak to UPR miał rację, wprowadzając swoje prywatne szkolnictwo, ochronę zdrowia czy podatek pogłówny. Irlandii nic się nie stało mimo progresywnego podatku. Hiszpanii też. Pewne ciekawe rozwiązania można gdzieś tam przemycać i dużo osiągnąć. Historia uczy, że dopuścić można współistnienie straszliwego rozłamu między tym co się mówi, a tym co się robi, i że ten rozłam też może zakończyć się sukcesem, choćby wyglądało to na oszustwo. Tak też mówi Machiavelli. Pewnie pan Wielomski nie cierpi tego klasyka proto-politologii, ale ja go lubię.

 

Tak wyglądają moje poglądy na kwestie gospodarcze. Ale ja mam może wypaczone pojęcie prawicy, w którym na gospodarkę nie ma zbyt wiele miejsca. Taki już jestem. Dla mnie prawica kieruje się autorytatywnym głosem tradycji, w polskiej sytuacji po prostu Kościoła. Ale Kościół to grupa wielu bardzo różnych ludzi. Autorytatywny głos Kościoła dla mnie to bardziej samo potwierdzone już wielokrotnie Słowo Boże i cały czas potwierdzana Tradycja. Są poza tymi rzeczami „nowości”, na których znajdują się rzeczy dobre, ubogacające ten głos, ale też kwestie ocierające się już o herezję. I tak - herezją jest dla mnie każda próba połączenia marksizmu (albo choćby oświeceniowego racjonalizmu) i katolicyzmu. A prawicą jest konserwatyzm „par excellence” (bliski Jurkowi i Wielomskiemu) ale też prawicą jest chadecja. Chadecja opiera się przecież o nauczanie papieży, i to przecież wcale nie straszliwych grzeszników (jak myślałby może Wielomski). Leon XIII ubogacił Kościół, nie przemycając przecież do nauczania ani krzty marksizmu! Dlaczegóż więc ją tak atakować? To jeden obóz! Czemu traktować to jako niechciany odłam, a wręcz lewicę? Atakujmy raczej tych, którzy chcą zarzucenia celibatu albo kapłaństwa kobiet, albo poparcia dla in vitro czy homoseksualizmu, czy w ogóle relatywizmu moralnego - to jest nasz największy przeciwnik!!! To jest walka z Tradycją!!!

Co jeszcze chciałbym przekazać? Ano to, że ten konserwatyzm też trzeba umieć ładnie "opakować". Czasem zachowując się jak ojciec karcący swoje dzieci. Ale częściej jednak umiarkowaną perswazją. „Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie”. Czemu węże? Bo trzeba używać dobrych sposobów, a nie trwać dalej w starych, niesprawdzających się sposobach. Bóg nam nie kazał być naiwnym. Pan Jurek pewnie nie rozumie, że jego gest był niemądry. A był. Bo ostra walka z aborcją to dobry sposób na podział prawicy. Prawdą jest, że aborcja to zabójstwo. Najlepiej było jednak nie rozbudzać tu kontrowersji i wprowadzić to co jest teraz do konstytucji. To dobry krok zabezpieczający przed złymi skutkami zapateryzmu, a przecież nie przeszkadzający w poprawie sytuacji! A oczywiście, gdy sytuacja jest dobra, i nie ma żadnych niebezpieczeństw, idźmy dalej, a choćby nawet w stronę „państwa wyznaniowego”! I nie poprzestawajmy na małym! (zgadzam się tu z krytykami redaktora Krasowskiego).

 

Ale prawica w polskiej sytuacji to jeszcze bardziej nawet niż ten konserwatyzm w szerokim tego słowa znaczeniu, po prostu pewna opcja społeczna. Wyglądałoby to może na herezję, ale przecież próba prawicowej rewolucji społecznej to nie marksizm, choć wygląda na marksizm-leninizm!!!

Jaka jest przecież sytuacja prawicy? Nie łudźmy się, niestety słaba. Lewicowiec zazwyczaj jest dużo bogatszy od prawicowca.

Tak to wygląda. I nie chodzi mi tu o to, by osłabiać lewicę wszelkimi sposobami. Wzmocnijmy lepiej prawicę!

Oczywiście, nie jest złą metodą skonfiskowanie majątku partii, które przejęły majątek partii komunistycznych lub ich przybudówek (PZPR i ZSL -> LiD i PSL!). Przecież nie jest niezgodna z potocznym poczuciem sprawiedliwości! Oczywiście, nie szukajmy wtedy komunizmu poprzez szukanie komunistów w każdej partii, czy naleciałości socjalizmu w ich programie!

Nie jest złą formą dezubekizacja, czyli pozbawienie tych dużych emerytur wszystkim UB i SB. Nie szukajmy tu jakichś związków z prawem, czy to ówczesnym, czy dzisiejszym. Grzechem to nie jest, bo sprawiedliwe te emerytury nie są, a ich odebranie nie będzie niesprawiedliwością.

Usuńmy w końcu całą tą sieć wpływów, całą sieć powiązań towarzyskich, czy będzie mocna czy luźna, czy to będzie Układ czy tylko układziki. Czy będą lokalne czy ogólnopolskie. Czy będzie on umocowany w korporacji, czy tylko gdzieś w „powietrzu”.

Prawica nigdy się nie wzmocni, jeśli nie wykona tych powyższych rzeczy. I może sobie PO czy UPR mówić, że nie trzeba. Że to brzydko wygląda. Ale nie wszystko, co brzydko wygląda, jest złe.

Po prostu - społeczeństwo musi widzieć, że za sprawiedliwe czyny człowiek może dostać - może niedoskonałą, ale zawsze nagrodę, a za niesprawiedliwe - karę.

Bo moim zdaniem to, że jest ono tak bierne politycznie, to właśnie wynik tej demoralizacji, której symbolem są teksty Adama Michnika o „ludziach honoru” - Kiszczaku i Jaruzelskim. Tej demoralizacji, wywołanej przez to, że nagrodę otrzymują niesprawiedliwi, a karę - sprawiedliwi.

Wojtas
O mnie Wojtas

prawicowiec

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (16)

Inne tematy w dziale Polityka