Dzisiaj znów tzw. "lekki temat".
Karol Karski powiedział tak: "czekam aż kanclerz Angela Merkel zadzwoni do Donald Tuska i mu powie: Herr Donald, spokój. Ten traktat musi być przyjęty. Trudno, jak nie będziesz mógł zrezygnować z Joaniny, to lepszy jest traktat z Joaniną niż jakikolwiek inny".
I nie wiem co w tym złego...
Herr to przecież "Pan" po niemiecku. Normalny zwrot grzecznościowy. A Karski próbował powiedzieć tak, jak mówiła by Angela.
To tak jakby Karski mówił, że Gordon Brown by powiedział "sir Donald" i nikt by tego nie określił jako "antyangielskość" czy pokrewieństwo Tuska z jakimiś Anglikami.
Już Kłopotek z PSL się obraził.
Co gorsza, Borusewiczowi tym bardziej odbiło (nie wiem co się dzieje, że ci byli PiS-owcy tak szaleją). Już mu się przypomniał domniemany udział Karskiego w jakiejś PRL-owskiej organizacji ("towarzyszu Karski"). Abstrahując od tego, to przecież zupełnie inna sytuacja, bo słowo "Herr" Angeli nie byłoby obraźliwe.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)