Ja, jak wiadomo, prawnikiem nie jestem. Ale swój rozum mam.
Sejm i Senat wyrazili zgodę na ratyfikację w formie ustawy "ratyfikacyjnej". No to taką ustawę musi podpisać w ciągu 21 dni (no chyba że odeśle do TK ale dwa artykuły są chyba zgodne z KRP, albo zawetuje ale 3/5 to mniej niż 2/3). Trochę tu konstytucja jest absurdalna, bo po co ustawa w sprawie, która dotyczy tylko jednej osoby - prezydenta i to jednorazowej kwestii - ratyfikacji umowy? Rację ma tu prof. Winczorek. Tekst w Rzepie ma rzeczywiście sens. Przecież np. samorozwiązanie sejmu odbywa się w formie uchwały i nic się nie dzieje.
No ale prezydent podpisze ustawę (i ma tu prawo weta, ale i tak ono jest niepotrzebne) ale nie musi ratyfikować umowy!
Swoją drogą nie wiem czemu akurat termin jest do końca roku. Ja wiem, że żeby TL wszedł w życie to muszą wszystkie kraje zdążyć do 31 grudnia. Ale jak ktoś nie chce ratyfikacji, to może tą sprawę ad Calendas Graecas odsyłać i nic się nie stanie.
I chyba mam rację, skoro taki obiektywny bloger jak MacLawyer tak pisze.
Ja sam nie wiem, prezydent pewnie chce umowę ratyfikować. Ale ma chyba jeszcze możliwość wycofania się.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)