Grecy radykalnie zacisnęli pasa już w 2010 r., ale pomimo obietnic nie udało im się zbić deficytu poniżej 10 proc. PKB, cięcia pogłębiły recesję, a dług publiczny wynosi teraz ponad 340 mld euro i pod koniec roku może przekroczyć 160 proc. PKB. Nić dziwnego że w Bruskelii zapanowało dziś hasło "Sprzedawać! Sprzedawać jak najszybciej!". Domaga się ona od Aten prywatyzacji wartej 50 mld euro. Oprócz programu prywatyzacji lewicowy (ha! Ha!) odmówił też poparcia dla zaostrzonych cięć budżetowych (m.in. likwidacja kolejnych ulg podatkowych, redukcje w wydatkach socjalnych), które mają w tym roku przynieść 6 mld euro oszczędności.
Dlatego coraz powszechniej mówi się że, że jedynym rozsądnym wyjściem dla Grecji staje się restrukturyzacja jej długu, czyli spisanie na straty jego sporej części przez wierzycieli (nawet do 50-60 proc.) w zamian za zwiększenie szans, że pozwoli to Atenom na głębszy oddech i uniknięcie kompletnego krachu.
EBC (Europejski Bank Centralny) straciłby na tym bezpośrednio, bo ma greckie obligacje warte ok. 45 mld euro. Poszkodowane były by też banki europejskie, amerykańskie i japońskie. Wszyscy obawiają się kryzysowej reakcji łańcuchowej na restrukturyzację, którą wypłoszeni stratami inwestorzy zgotowaliby całej strefie euro. Czyli obawiają się paniki.
Taka panika to nic nowego. Na początku XVII wieku bogacąca się klasa średnia upatrywała szansę w hodowli tulipanów, które już niebawem miały stać się symbolem bogactwa i prestiżu. W 1623 roku cena pojedynczej cebulki najcenniejszych odmian dochodziła do 1.000 guldenów (przy średnim rocznym dochodzie na poziomie 150 guldenów). Zastawiano nieruchomości, wsie, ziemie, bydło za sadzonki tulipanów. Handlarze zarabiali wiele tysięcy guldenów miesięcznie na obrotem cebulkami tulipanów. Rekord padł w 1635 r. gdy odnotowano sprzedaż 40 cebulek za 100.000 guldenów (można było wtedy za to kupić 3.500 tuczonych świń). Odmiana Semper Augustus osiągnęła cenę pięciu tysięcy florenów, za które można było kupić dom z rozległym ogrodem, ładunek dwóch statków wracających z dalekich Indii – równowartość 700 tys. dolarów na dzisiejsze pieniądze.
Problem rosnących pod niebiosa cen dostrzegł ówczesny rząd i postanowił coś z tym zrobić. Niestety było za późno. Panika, która wynikła pozostawiła po sobie rzeszę bankrutów, którzy pozaciągali kredyty pod zastaw nieruchomości, aby, nabyć kilka cebulek rzadkich tulipanów.
Dzisiaj ewentualna panika będzie miała o większe skutki niż ta w XVII wieku. W notce „Drugie dno kryzysu” z 17.02.2011 opisałem notowania wskaźnika FAO Food Price Index i porównałem je z notowaniami akcji z okresu bankructwa banku Lechaman Brothers które były zwornikiem kryzysu z 2008. Odczyty tego wskaźnika wynoszą odpowiednio
Styczeń 231
Luty 237
Marzec 231
Kwiecień 233
Luty 237
Marzec 231
Kwiecień 233
Powstają następujące pytania:
Czy w miesiącu lutym mieliśmy do czynienia ze szczytem tego wskaźnika? Jest jeszcze za wcześnie na odpowiedź na to pytanie. Zasadniczą wagę będą miały odczyty wskaźnika FPI za maj i czerwiec.
Czy FPI może być wskaźnikiem wyprzedającym w stosunku do rynku akcji? Taką rolę spełnił ten wskaźnik przy kryzysie w 2008r.
Czy ewentualna restrukturyzacja długu Grecji będzie podobnym zwornikiem jak upadek Lehmann Brothers?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)