40 obserwujących
1075 notek
635k odsłon
138 odsłon

Życie codzienne w Polsce - 17 listopada 2019 r.

Wykop Skomentuj4

Prof Grodzki wybrany marszałkiem senatu sprawia wrażenie, jakby złapał Pana Boga za nogi - cieszy się, to oczywiście zrozumiała ludzka reakcja. Rzecz w tym, że sprawia wrażenie (odgrywa rolę) objawionego, oczekiwanego Mesjasza, który na wstępie już ogłosił zwycięstwo demokracji potwierdzone jeszcze "zajączkami". Specjaliści od tzw. "mowy ciała" zapewne rozszyfrowaliby sylwetkę wybrańca jako przyszłego cesarza, a przynajmniej prezydenta RP. Zresztą już pojawiły sie głosy za kandydaturą nowego marszałka na prezydenta...

Owa walka o demokrację ze strony opozycji, to typowe odwracanie kota ogonem. Np. D. Tusk powiedział, że nie pozwoli na "maltretowanie policjantów" nazajutrz po osławionym skopaniu chłopaka przez policyjnego funkcjonariusza.

W rzeczywistości, to nie zwycięstwo demokracji, tylko rozpaczliwa obrona przed tą polityczną siłą, która demokrację w Polsce chce zaprowadzić. Opozycja (i jej emanacja w postaci marszałka Grodzkiego) nie przyjmuje do wiadomości, że obecna konstytucja ustanawia filar władzy sądowniczej w sposób niedemokratyczny. W odróżnieniu od pozostałych filarów sędziowie nie są wybierani, nie mają kadencji, są dożywotni, niekaralni. Stąd demoralizacja

kasty. Ale oczywiście tak skonstruowane sądownictwo w Polsce zapewnia ciągłość przywilejów dotychczasowego establishmentu (to kasty - sędziowska, administracyjna, samorządowa itp). Ponadto, "trójpodział władzy", idea stworzona przez genialnego myśliciela Charles'a de Montesquieu zgoła inaczej ustawia funkcję sędziowskiego filaru władzy niż jest to określone przez obecną konstytucję. Odnosi się wrażenie, że mało kto przeczytał epokowe dzieło tego autora "Listów perskich" -

"The Spirit of the Laws" (O duchu praw).

Marszałek Grodzki ma spory majątek; wiadomo profesor i lekarz. Mam duży szacunek do lekarzy, ale mniejszy do ordynatorów i dyrektorów szpitali. Moja córka z mężem też są profesorami (językoznawcami). Kupili w końcu (z trudem i z pomocą rodziny) jakiś stary dom z dala od miasta. Czasem wywalczą jakiś grant...

Aha, marszałek miał (ma) jeszcze jakąś fundację.

Córka byłego prezesa TK powiedziała, że pieniądze fundacji idą na ich pensje, bo papier i ksero mało kosztują. Sam Rzepliński wstydził się otrzymanych pieniędzy za niewykorzystane urlopy (których nie udzielił sam sobie) i "wyjaśnił", że ich sobie nie weźmie, tylko założy fundację. "Fundacyjnym" rekordzistą był chyba inny były prezes TK zwany profesorem, znany też z balowania w Miami (tam balował też Wałęsa na koszt zmanipulowanej Polonuski, która jak się zapoznała bliżej z historią Bolka - natychmiast przerwała tę "charytatywną" działalność).

D. Tusk oświadczył, że nie będzie ubiegał się o urząd prezydenta RP, ponieważ jego wizerunek jest obciążony trudnymi (chociaż odpowiedzialnymi) decyzjami z okresu gdy był premierem. Ach jaka uczciwość i skromność wynikająca z takiej wypowiedzi. W rzeczywistości to ostatnia próba wyrafinowanej kampanii wyborczej. Zaplecze polityczne tego arcymistrza, taktyki i erystyki, zdolnego ucznia Machiavelli'ego i Schopenhauera, nie nadąża. Teraz D. Tusk chce powtórzyć deal Cezara i Jaruzelskiego: Dać się prosić przynajmniej 3 razy o zmianę decyzji (pisałem o tym bezpośrednio po tym oświadczeniu). Chociaż już się obserwuje pojedyncze wystąpienia w duchu tego deal'u; już niejaki Cimoszewicz "namawia" Tuska do zmiany decyzji. Sam zresztą też stosował taktykę polegającą na oświadczeniach (przez kilka lat), że wycofuje się z polityki.

Niewypał taktyczny był natomiast po przemowie Jażdżewskiego; Tusk miał odegrać rolę "dobrego policjanta" na tle tego złego. Ale audytorium wzięło mowę Jażdżewskiego jako programową i nieopacznie nagrodziło gromkimi brawami (nie wyczuł sprawy nawet szef PSL i teraz ponosi koszty politycznej głupoty).

Jeżeli wycofanie z kandydowania na członka TK Pani prof. Chojny-Duch odbyło się poza jej plecami, to byłoby to bardzo nieeleganckie (najdelikatniej rzecz ujmując). Może zarówno Pani prof. jak i decydenci w sprawie jej kandydatury uwzględnili zarzuty opozycji polegające na tym, że była to dla Niej nagroda za zeznania w sprawie afery VAT.

Po dokładniejszym zapoznaniu się z programem "Konfederacji" muszę oświadczyć, że równie daleko jest mi do antysemityzmu, jak i do filowielkorusycyzmu... To ostatnie słowo, to oczywiście mój neologizm.

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale