Film TVN o Lechu Wałęsie "wyciekł do internetu" - pracowano nad nim dość długo, w stylu obecnej władzy (ad Kalendas Graecas). Sądząc z opisu zamieszczonego na niektórych portalach - nic nowego w nim nie było. Te same konkluzje, które były sformułowane przez naukowców z IPN, czy w pracy magisterskiej Zyzaka - że "Bolek" to Wałęsa. Była podobno w filmie relacja oficera prowadzącego (rozpoznano mimo kamuflażu Janusza Stawowiaka), były oświadczenia kolegów Wałęsy: H. Jagielskiego i J. Szyllera, którzy do0szli do tego samego. To było już wiadomo.
Gołym okiem widać, iż obecna władza chce stworzyć z Wałęsy nieskazitelną "ikonę" Solidarności, ponieważ mamy do czynienia z wzajemnym wspieraniem się - w myśl zasady: "obrońcy UKŁADU (SALONU) wszelkiej proweniencji - łączcie się". Zachodzi pytanie, czy nie zostało pogwałcone prawo do wolności słowa, gdyż próba wyświetlenia linków dotyczących inkryminowanego filmu kończy się informacją, że strona jest niedostępna, czy nie nadużyto tu władzy. Chyba, że film został potraktowany jako kradziony.
Na swoich uczelniach zaliczałem tylko jakieś semestry z prawa, więc moja ocena może być błędna. Uważam bowiem, iż w ramach wolności słowa każdy może publikować, co chce, ale wszystko podlega zaskarżeniu i rozpatrzeniu przez sądy. Sąd oczywiście może zakazać publikacji (ale tylko sąd - żadna inna władza). Działanie w tej mierze innych organów jest sprzeczne z naszym prawem - jest to po prostu cenzura, z którą rozstaliśmy się ponad 20 lat temu.
JANUSZ Z KRAKOWA


Komentarze
Pokaż komentarze (3)