Śliri oddał słaby skok w pierwszej serii. Spolegliwy i przewidywalny (tzn. posłuszny, jak premier Tusk) dyrektor Hopfer - doprowadził do powtórzenia prawie ukończonej owej serii. W tej powtórce wszystko poszło już, jak powinno. Mogło wprawdzie wydarzyć sie jeszcze coś, co pomieszałoby szyki Austriakom np. - mógłby nasz Kamil wskoczyć zbyt wysoko na podium. Na szczęście dla Austriaków, a na nieszczęscie dla naszego zawodnika - powiały paskudne wiatry 4 - 5 m/sek (to było pokazane), po chwili jednak Kamil został wypuszczony (czyli cały korytarz skoczni musiał świecić się na zielono - tego już nie pokazano). W czasie lotu komentator mówił o wietrze w plecy wiejącym z prędkościa 7 - 9m/sek. Oczywiście skok nie mógł być zbyt długi. Zrządzeniem losu - dalsze skoki odbywały się przy neutralnych wiatrach. Trener Kruczek nie wykazał się posiadaniem charakteru.
Oczywiście, kto by się czymś takim przejmował, chociaż taki wiatr, to przeszkoda wielokrotnie większa niż padajacy snieg w pierwszej serii. Co ciekawe - padający później śnieg nie stanowił już powodu do przerwania, czy anulowania wyniku skoków (takiej potrzeby już nie było - Gregor uzyskał już dobry wynik). Gdyby to on miał 9 m/sek w plecy - teatr nie miałby końca; konkurs trzeba byłoby unieważnić po raz drugi.
Naturalnie, trudno się dziwić. Tak jak trudno się było dziwić, że luksusowy samochód ufundowany dla tysięcznej klientki w galeri żony Kulczyka (postawionej w Poznaniu z daleko idącym obejściem prawa) - przypadł zupełnie przypadkiem pani Grobelnej - żonie prezydenta miasta. W końcu mądre komputery kasowe nie dopuszczą przecież, by taki znaczący bonus dostał sie np. jakiemuś obwiesiowi. Tyle tylko, że nasz czołowy skoczek, to absolutnie nie jakiś obwieś, tylko reprezentant narodowej drużyny. Wprawdzie w konkursach skoków nie decydują mądre komputery, tylko ludzie, ale sposobów jest wiele, można przesuwać belki, zarządzać przerwy, dyskwalifikować co lotniejszych zawodników, unieważniać wyniki itp. Regulamin konkursu wymaga bezprzecznie doprecyzowania.
Ciekawe, co na to powie prezes Apoloniusz, czy zaprotestuje w organizacjach międzynarodowych, czy dalej bedą rzucać bezkarnie kłody pod nogi naszym zawodnikow (tak, jak działo się to w przypadku naszej złotej Justynki). Czy prezes zdyscyplinuje trenera Kruczka, który nie stanął na wysokości zadania. Ciekawe, czy uaktywni się nowa minister sportu. Coś mi sie wydaję, ze wystarczy jej energii na zajmowanie się tylko dyscypiną sportu uprawianą przez jej pryncypała. Dla wiadomości pani minister - sporty zimowe (do późnego wieku) uprawia kilkanascie razy więcej Polaków niż piłkę kopaną.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)