Polskie medale, których miało nie być. Jak nasi sportowcy oszukali przeznaczenie

Waldemar Legień prezentuje złoty medal z Igrzysk w Barcelonie Fot: PAP/Piotr Teodor Walczak
Waldemar Legień prezentuje złoty medal z Igrzysk w Barcelonie Fot: PAP/Piotr Teodor Walczak
Polscy olimpijczycy podczas startów w Igrzyskach wywalczyli 284 medale. Każdy z tych krążków ma swoją historię. Wśród Biało – Czerwonych są i tacy, których miejsce na podium było wielkim zaskoczeniem. Oto kilka przypadków olimpijskich triumfów naszych sportowców, do których... nie powinno dojść.

Postawił do kąta faworytów

Kulomiot Tomasz Majewski to jeden z najbardziej utytułowanych polskich olimpijczyków. Ma w dorobku dwa złote medale (2008 Pekin i 2012 Londyn). O ile w drugim starcie w stolicy Anglii Polak był uznawany za jednego z głównych pretendentów do zwycięstwa, to w Pekinie pozostawał w głębokim cieniu Amerykanów – Adama Nelsona, Reese Hoffy i Christiana Cantwella. Majewski postawił rywali do kąta i pchając kulę na odległość 21,51 m mógł cieszyć się ze zwycięstwa.

- Fajne jest to, że nie jestem najlepszy z nich, a ze mną przegrali – podsumował swój genialny występ pan Tomasz.


Na koniec dwa przykłady potwornie dramatycznych przeżyć, jakie stały się udziałem dwóch polskich lekkoatletek.

Upokorzyła Hitlera

Nazistowskie Niemcy z wielką pompą zorganizowały Igrzyska w 1936 roku. Zmagania w Berlinie miały być pokazem siły i potęgi hitlerowskiego reżimu. Sportowcy z wielu krajów do tego stopnia ulegli psychologii niemieckich gospodarzy, że choć w duszy pogardzali psychopatą stojącym na czele III Rzeszy, to czekając na dekorację, już na podium, oddawali Hitlerowi cześć nazistowskim pozdrowieniem – unosząc w charakterystycznym geście prawą rękę. 23-letnia oszczepniczka, piękna ciemnowłosa Aleksandra Kwaśniewska, która zdobyła brązowy medal, choć na podium stała z „salutującymi” Hitlerowi Niemkami Tilly Fleischer ( złoto) i Luise Kruger (srebro), nie pozdrowiła „szalonego malarza”. Potem jednak pozowała do zdjęcia z Hitlerem, które w trakcie okupacji wiele razy uratowało jej życie.

Wzięli ją za mężczyznę

Po takim oskarżeniu, można popaść w depresję, albo ze wstydu zapaść się pod ziemię. W 1964 roku na IO w Tokio Ewa Kłobukowska zdobyła złoty medal w sztafecie 4x100 metrów i brąz na dystansie 100 metrów. Jednak radość sportsmenki szybko zamieniła się w złość i smutek. Władze Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego odebrały Polsce oba krążki.


image
Ewa Kłobukowska Fot: Autorstwa J.Szewiński, H. Sourek nr 12 (104), December 1964, Domena publiczna

Jako argument tej absurdalnej decyzji podano, że po badaniach okazało się, że pani Ewa ma jeden chromosom męski powyżej dopuszczalnej normy. W skrócie: Kłobukowską uznano za mężczyznę. Lekkoatletka udowodniła, że decyzja MKOL to piramidalna bzdura, kiedy cztery lata później... urodziła syna. Światowe władze olimpijskie przyznały się do pomyłki dopiero w 1997 roku i zwróciły lekkoatletce oba krążki.


imageŚlubowanie sportowców przed wylotem do Tokio. Fot: PAP

Trzymamy kciuki za deszcz medali Biało – Czerwonych w Tokio. Pozostaje wierzyć, że nasze triumfy w Kraju Kwitnącej Wiśni zostaną osiągnięte w mniej dramatycznych okolicznościach, niż te opisane powyżej.

Piotr Dobrowolski


Czytaj więcej: 

Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport