sportowy24
Igrzyska Okiem Tetryka
2 obserwujących
26 notek
12k odsłon
  502   0

Antyigrzyska Okiem Tetryka - dzień czwarty

Eksperci od koszykówki 3x3 zwracali uwagę, że w tym turnieju każdy może wygrać z każdym, wyrównany poziom i specyfika gry. W tym świetle polska drużyna zaliczyła występ nieszablonowy.

Mówi się, że w tym debiucie olimpijskim Polacy przetarli szlak następcom. Proszę Państwa... Szlak następcom przecierała Halina Konopacka. A tu mamy klasyczny występ ekipy pompowanej jako „nasza szansa medalowa”, bo zdobyła brąz na jakimś-tam turnieju kwalifikacyjnym do Tokio. Czyli zdobyła masło maślane, bo bez tego brązu w ogóle by na Igrzyska nie pojechała.

Chłopaki mają pecha, bo ich odpadnięcie jest bardziej spektakularne i szerzej komentowane niż bezszelestne znikanie z zawodów kolejnych pływaków. Pływak odpada po zajęciu siódmej lokaty w biegu eliminacyjnym, a ci rozegrali 7 spotkań w grę, która dość atrakcyjnie wypada w telewizji, w dodatku buńczucznie zapowiadali złoto, grubo ponad stan posiadania.

Może gdyby przed Tokio zapowiadali, że jadą przecierać szlak, inaczej byśmy oceniali ich występ.

* * *

Klaudia Zwolińska w finale K1 kajakarstwa górskiego zajęła 5 miejsce, przebijając wczorajszy wyczyn Julii Kowalczyk, a wyrównała go Agata Ozdoba-Błach w judo (63 kg). Hurkacz odpadł z zawodnikiem ze 143. miejsca w rankingu ATP. Szpadzistki zajęły 6 miejsce, Włoszczowska dwudzieste. itd. Aleksandra Kowalczuk przegrała walkę o brąz w taekwondo +67 kg i jest liderem polskiej ekipy z piątym miejscem.

Fatum? Skądże znowu, to są wszystko bardzo dobre rezultaty, wiernie oddające poziom sportowy polskich zawodników, wysoki poziom rywali, obiektywne okoliczności w Tokio, po prostu sport. Od dwóch olimpiad pisałem, że polski ruch olimpijski jest karłowatym i nieco opóźnionym bratem tych zagranicznych, uciekających nam w klasyfikacji medalowej. Bo kto właściwie powiedział, że nasze zbiorowe ambicje muszą sięgać medali olimpijskich?

Chłopaki z weszlo.tv kilka dni temu robili sobie żarty, że gdyby chcieli wytłumaczyć komuś czym jest Polska, użyliby słów „finał B”, „repasaże”, „baraże” itd.

W 2012 roku podczas Igrzysk w Londynie pisałem tak: Daria Pogorzelec trafiła w kategorii 78 kg na Węgierkę Abigel Joo. „Nie wiedziałam, jak się zachować, widząc kulejącą rywalkę” - powiedziała Daria po walce. Tak, to nie żart, „nasza medalowa szansa” przegrała z kulawą przeciwniczką. To się chyba nawet mieści w założeniach etyki judo, więc nie można mieć do Pogorzelec pretensji.

Po takim „przecieraniu szlaku” dziwią nas występy Polaków w Tokio?

Spytam jeszcze inaczej. Po co nam te medale? Nawet nie my sami je zdobywamy, lub przegrywamy, tylko sportowcy, o których lubimy myśleć, że pojechali tam „za nasze pieniądze”. Bo my w ogóle lubimy myśleć, że każdy, kogo widzimy w telewizji, pracuje tam za nasze pieniądze i ma robić to, co mu każemy.

Medale są nam potrzebne, żeby poczuć radość z przynależności do barw biało-czerwonych. No to spokojnie, ktoś wreszcie medal zdobędzie. Młociarz. Albo tyczkarz. I przypuśćmy, że to będzie jedyny polski medal na tych Igrzyskach. Wszystkie media z całego świata zlecą się do takiej sensacji. To będzie lepsza promocja Polski w świecie, niż mielibyśmy wyprzedzić w tabeli jakąś Turcję czy Gruzję.

Zresztą ta promocja Polski na świecie poprzez sport to kolejna baśń dla potłuczonych upadkiem komuny. Świat ma gdzieś polskie brązowe medale w jakimś młocie albo wioślarstwie. Prawdziwą promocję zapewnia nam Robert Lewandowski, a jeśli jakimś cudem Polacy zdobędą nagle 50 medali olimpijskich w 4 dni, to kibic na Bermudach i tak wyrazi zdziwienie, że rodacy Lewego umieją w sporcie coś więcej niż kopanie piłki.

Przez internet przetacza się bardzo letnia i słabo zauważalna dyskusja topniejącego grona „ekspertów” od zdobywania medali olimpijskich. Toczą ją ludzie, nazywani przed Stanisława Dygata w „Disneylandzie” łamagami. Specjaliści od kibicowania i notowania wyników, którzy własnoręcznie w jakimkolwiek sporcie co najwyżej przekonali się, że się do żadnego nie nadają, i poprzestali na wykonywaniu roli eksperta-kibica.

W tej dyskusji w kółko powtarzają się określenia: patałachy, żenada, katastrofa. Wynika z niej, że gdyby występ 211 polskich sportowców w Tokio obfitował w zdobycze medalowe, świat byłby lepszy, drogi mniej dziurawe, sąsiedzi mniej hałaśliwi a podatki mniej dolegliwe. A przede wszystkim kibice byliby uradowani.

Żeby kibice cieszyli się z medali, trzeba wysyłać na Igrzyska lepszych sportowców. Żeby takich otrzymać, trzeba najpierw zrobić sport masowy na poziomie „orlików”. Żeby sport był masowy, trzeba przestać kombinować pociechom zwolnienia lekarskie z lekcji wychowania fizycznego, a jeśli dzieciak boi się piłki lekarskiej, zapisać do na tenis stołowy. Ale żeby zapisać dziecko na tenis stołowy, trzeba gdzieś tam kupić i postawić stół.

Po 10 latach realizowania takiej polityki może się okazać, że wszystko jak krew w piach, bo nasi znów przywiozą w 2032 roku z Brisbane trzy medale na krzyż. Ale może nie wszystko, bo za to będziemy mieli w kraju ze dwa miliony krzywych kręgosłupów mniej.

* * *

A propos kibiców na Bermudach, Flora Duffy wygrała triathlon i zdobyła drugi medal w historii dla swojego kraju, w którym mieszka 63 tysiące ludzi, i który nawet nie jest prawdziwym państwem, tylko terytorium zależnym.

Lubię to! Skomentuj12 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport