Jadąc ostatnio krajową "czwórką", zastanawiałem się, do czego służą te dziwne betonowe podesty, plastikowe zbiorniki, wielkie blaszane puszki, a wszystko to ustawione prawie co każde większe skrzyżowanie na trasie Jarosław - Rzeszów. Zatrzymałem się przy jednym z nich i… ONIEMIAŁEM!
Droga krajowa E40 (E4) jest na niespełna 50kilometrowym odcinku pomiędzy Jarosławiem, a Rzeszowem zwykłą drogą dojazdową do stolicy Podkarpacia. Żadna tam autostrada, żadna trasa szybkiego ruchu, czy chociażby droga o podniesionej dozwolonej prędkości. Na 48 kilometrach owej trasy przejeżdża się przez osiem miejscowości i dwa większe miasta, a by było jeszcze trudniej ją pokonać, to na tych 48kilometrach drogowej Sodomy i Gomory ustawiono aż 18 masztów do umieszczania w nich fotoradarów, więc o szybkim pokonaniu tejże trasy możemy zapomnieć. No, chyba że z antyradarem przyklejonym do przedniej szyby auta…;)
Tyyyle pary w gwizdek?
Jakież było moje zdziwienie, gdy po kilku tygodniach mojej nieobecności na owej trasie, kiedy kilka dni temu ponownie nią jechałem, zobaczyłem jakieś nowe, dziwne ustrojstwa. Ciekawość, co to jest, do czego to ma służyć, a znając polskie realia, pytanie - JAK BARDZO JEST TO ABSURDALNE, zjadałoby mnie podczas całej mojej wizyty w Rzeszowie. A zatem, z racji tego, że owe urządzenia stoją tuż przy drodze, zaledwie metr od jezdni, zatrzymałem się przy jednym z nich.
Wielki betonowy podest głęboko osadzony w ziemi. Wymiar i głębokość wkopania dokładnie takie same, jak wymiary jednoosobowego grobu. Do czego to ma służyć?! - nasuwa się pytanie. Szczególnie, że często to coś usadowione jest prawie że w pasie drogowym, metr od jezdni, tuż za skrzyżowaniem, więc o rozbicie się na tym wielkim, betonowym czymś nietrudno. Może ma to być miejsce pochówku dla tych wszystkich ministrów i urzędników Ministerstwa Infrastruktury, którzy wkrótce krwawo odpowiedzą za niewybudowanie w Polsce autostrad i dróg ekspresowych? Wdzięczni kierowcy będą mogli im tu składać wieńce i znicze? Oj, o tak radykalnym rozwiązaniu kwestii wieloletnich drogowych zaniedbań nawet nie śmiem marzyć…
Obok owego podestu, z którego wystają zaślepione kanały, w których kiedyś będą umieszczone kable i przewody stoi wielki, 1000 litrowy pojemnik z paliwem, a nad nim równie wielki generator prądu… który jest ciągle włączony! Działa 24godziny na dobę, hałasuje, niektóre z nich także i dymią, warrrrczą i wkurrrwiają okolicznych mieszkańców, którzy mają ów generator zaledwie kilkanaście metrów od swoich okien. O tak, to Polska właśnie! Jakiegoś takiego właśnie absurdu mi tutaj najbardziej brakowało!
Urządzenie jest, ale obecnie do niczego nie służy! Ktoś (oczywiście tym "kimś" jesteśmy my, podatnicy!) za to zapłacił, i to wszystko znów okazało się milionami wyrzuconymi w błoto. Setkami milionów złotych! Niby działa, ale póki co nie przynosi żadnego pożytku! Generator daje prąd, ale niczego nie zasila. Wypala paliwo, emituje spaliny, i w odróżnieniu od stojącej na stacji lokomotywy, nawet w gwizdek nie można puścić wytworzonej przez niego energii.
Obejrzałem to wszystko dokładnie, by mieć pewność, że nie ma żadnego połączenia elektrycznego generatora z jakimkolwiek urządzeniem. No, prócz uziemienia. Bo póki co, prócz tej betonowej "trumny" i metalowej szafki, niczego więcej tam jeszcze nie ma. A co to będzie? Będą viaTOLL’e!
ViaTOLL-e to ja pierrrr...
Owe przydrożne, niekompletne jeszcze urządzenia będą kiedyś częścią systemu naliczania opłat dla ciężarówek i innych aut nieosobowych. Będą, ale dopiero "kiedyś". Z tego, co wiem od kierowców zmuszonych do posiadania owych ViaTOLL’i, firma instalująca owe urządzenia już na wstępie wliczyła sobie w koszty przynajmniej miesiąc opóźnienia. Każdy dzień zwłoki to kara umowna w wysokości miliona złotych! Tak więc, ile owa firma musiała wziąć od Skarbu Państwa, a przede wszystkim ile musiała na tym wszystkim zarobić, skoro stać ją, tak na "dzień dobry" wywalić 30milionów kary? 30mln- 100mln- miliard, przecież i tak za wszystko zapłacą kierowcy ciężarówek, aut dostawczych i innych pojazdów transportowych. A skoro oni, to zapłaci każdy ich klient, a zatem każdy z nas, któremu owymi trasami będą przywożone produkty do sklepów, materiały do produkcji, paliwo do baków aut, mleko, mąka, chleb, WSZYSTKO! Każde 100 kilometrów po oviaTOLLowanej drodze to dodatkowe 46złotych do wliczenia w koszty transportu. Tras nie przybywa, ale opłaty za nie się mnożą, jak króliki. Prędkość przelotowa przez Polskę z roku na rok maleje, a rokrocznie koszty przejechania naszego kraju rosną.
Rozumiem, że firma z wielu przyczyn nie wyrobiła się na czas. Że na zgodę na przyłączenie się do sieci elektrycznej, na różnego typu pozwolenia, papierki, czeka się w Polsce miesiącami. Ale skoro urządzenia jeszcze i tak fizycznie nie ma, więc po co stoi generator i produkuje prąd, którego nie ma co zużyć? Na całej trasie, od Rzeszowa do Jarosławia i z powrotem musi ciągle jeździć ekipa i dolewać paliwo do setek zbiorników. Po co to wszystko?
Dzień później jechałem tą samą trasą autem wyposażonym w pasożyta w postaci ViaTOLL’a. Przekonałem się, że żadna z betonowych budowli nie działa, gdyż nie uszczupliła prepaidowego konta naszego ViaTOLL’a i nie oznajmiła tego smutnym BEEPnięciem owego urządzenia. Tak więc kolejny dzień warrrczenia setek generatorów, tysiące litrów wypalonego paliwa idzie na marne. Bo to Polska właśnie...
Przejechać Polskę taniej drogami naszych sąsiadów.
Zapamiętajcie ten artykuł, gdy za kilka lat, każda z polskich osobówek będzie musiała być wyposażona w podobnego typu ViaTOLL’a. Polskę ze wschodu na zachód taniej, szybciej i bezpieczniej będzie można przejechać jadąc przez Słowację (płacąc tam 28zł za tygodniową winietkę), przez Czechy (40zł za 10dniową winietę), niż przez Polskę, gdzie owe 30 wystarczy na przejechanie osobówką zaledwie 150km autostrady!
Polskie kuriozum autostradowe!
Będąc w Polsce kierowcą TIR-a, można było do lipca tego roku jeździć autostradami za jedyne 38zł dziennie (po wykupieniu winietki jednodniowej), albo za zaledwie 7zł dziennie (wykupiwszy wcześniej winietę roczną). Będąc kierowcą osobówki nie można sobie wykupić winiety i trzeba na każdej bramce poboru opłat zostawiać te 6,5zł. A zatem 40tonowa ciężarówka (która rozjeżdża i niszczy drogi tysiące razy bardziej niż leciutkie auto osobowe) mogła po polskich autostradach jeździć wte i wewte prawie że za darmo, a osobówka chcąca pokonać tę samą trasę musiała płacić kilkadziesiąt złotych. Czy to miało i ma sens? Czy takim samym bezsensem okażą się ViaTOLL’e na drogach, które nie spełniają żadnych drogowych standardów. Kierowcy wielkich ciężarówek masowo zjeżdżają z płatnych odcinków dróg krajowych i autostrad, i jeżdżą drogami lokalnymi i gminnymi rozjeżdżając je do cna. Ile ludzi musi zginąć przez tego typu "objazdy", by okazało się, że viaTOLL za tak wygórowane stawki, w kraju tak sprytnych kierowców, jak Polacy, jest pomysłem PORONIONYM?
"Szerokości", panie i panowie kierowcy.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)