Wobec wielu osób publicznych można mieć wątpliwości, czy służą interesowi publicznemu, czy własnemu. W przypadku pani Ewy nie ma wątpliwości, że swoją życiową szansę na zabezpieczenie przyszłości na najbliższe trzy pokolenia znalazła w nabieraniu ludzi na dużą skalę.
Robi to bez zmrużenia oka, z gracją i uśmiechem, jaki zwykle towarzyszy najlepszym oszustom.
Pewnie uznała, jak i wielu innych w naszej historii, że Polski nie da się już uratować i najsłuszniejszą rzeczą jest się nachapać. Pewnie widzi w swoim otoczeniu ludzi, którzy nic innego nie robią i stwierdziła, że ona też może.
Nie ma najmniejszego prawdopodobieństwa, że nie zdaje sobie sprawy z tego co czyni, co można by przypisać dziennikarzom i innym 'pożytecznym' idiotom. Uznała, że sztukę manipulacji opanowała tak dobrze, że uda się jej nawet tu, w salonie, znaleźć popleczników. Jaka pycha! A może nic innego w życiu nie robiła?
Patrzę na nią i nadziwić się nie mogę, że nie przeszkadza jej świadomość, że są ludzie, którzy widzą jej nikczemność. A może przeszkadza, ale nie daje tego po sobie poznać? Może ma niespokojne sny, czy dziwne niepokoje, ale uznała, że misja zaopatrzenia siebie i rodziny warta jest wszelkiej destrukcji, również własnej duszy?
Pani Ewo, mam propozycję dla Pani: Niech Pani zrezygnuje. Niech Pani przyzna, że dała się zwieść mamonie, ale głos sumienia i Gaudi przypomnieli, co jest w życiu naprawdę ważne.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)