Obowiązuje wybitnie humanitarna reguła: Lepiej uwolnić dziesięciu winnych niż skazać jednego niewinnego (w pierwotnej wersji było jeden na jeden). Brrr... Trzęsie mnie na samo słowo „humanitarny”.
Nigdy nie umiałem zgodzić się z tym dogmatem prawa, tym bardziej, że praktyka sądownicza to raczej beztroska zabawa za pieniądze podatników i klientów adwokatów.
Pomijam już demagogiczność sformułowania. Zawsze burzyło się we mnie moje własne poczucie sprawiedliwości. Jest to rażący przykład demonstracji niby-wspaniałomyślności. O ile w przypadku drobnych przewinień taka praktyka byłaby dopuszczalna, to w przypadku gangsterów, pedofilów gwałcicieli, aferzystów, a szczególnie polityków jest to gigantyczna granda. Zasada domniemania niewinności służy bandytom, nie poczciwym obywatelom.
Zakładając nawet, że jakiś sędzia faktycznie z troską i poczuciem sprawiedliwości ocenia ewentualną winę, co samo w sobie już jest wydumanym idealizowaniem, jego rozumowanie jest płyciutkie. Pochyla się taki nad losem pojedynczej, konkretnej osoby nie dbając o bardziej odległe konsekwencje błędu; uwolnienie bandyty to skazanie anonimowych, późniejszych jego ofiar.
Myślę, że statystycznie, przez stosowanie tej „humanitarnej” zasady, więcej osób jest pokrzywdzonych niż byłoby, gdyby jej nie stosować. Inaczej mówiąc, „humanitarny” sędzia, aby nie skrzywdzić konkretnej osoby, skazuje anonimowe ofiary. Nie ma co egzemplifikować, nie chce mi się, wystarczy posłużyć się wyobraźnią na przykładzie, choćby, pedofila.
Wiem, że nie koresponduje to z duchem zalecenia Jezusa, aby nadstawiać drugi policzek, albo rzucać kamieniem tylko gdy jest się bez winy. Przez dwa tysiące lat ludzkość jakoś nie zaadaptowała tych zaleceń. Z tego co widzę, możemy konkurować z muzułmanami – mistrzami mściwości. Może Jezus nie miał racji, albo Go nie zrozumieliśmy? Przynajmniej ja.
Rozważając tę sprawę łatwo popaść w natchniony mądralizm. Przestrzegam.


Komentarze
Pokaż komentarze (33)