na zdjęciu: Znicze w miejscu wypadku przy moście Dębnickim w Krakowie, gdzie zginęło czterech młodych mężczyzn, w tym Patryk Peretti. fot. PAP/Łukasz Gągulski
na zdjęciu: Znicze w miejscu wypadku przy moście Dębnickim w Krakowie, gdzie zginęło czterech młodych mężczyzn, w tym Patryk Peretti. fot. PAP/Łukasz Gągulski

Sylwia Peretti opowiedziała o dniu, w którym straciła syna. „Nie da się tego zapomnieć”

Redakcja Redakcja Wypadki Obserwuj temat Obserwuj notkę 9
Sylwia Peretti przez lata była jedną z najbardziej rozpoznawalnych bohaterek programu „Królowe życia”. W 2023 r. jej życie całkowicie się zmieniło – w wypadku samochodowym w Krakowie zginął jej jedyny syn, Patryk. Po ponad dwóch latach celebrytka zdecydowała się opowiedzieć o dramatycznych chwilach, gdy dowiedziała się o tragedii.

Tragedia na moście Dębnickim

Do wypadku doszło w połowie lipca 2023 r. na moście Dębnickim w Krakowie. Samochód prowadzony przez 24-letniego Patryka Perettiego wypadł z drogi, uderzył w sygnalizator świetlny, a następnie dachował i zatrzymał się na murze bulwaru Czerwieńskiego.

W wyniku zdarzenia zginęły cztery osoby. Według ustaleń śledczych kierowca jechał z prędkością około 120 km na godzinę, a w jego organizmie znajdowało się 2,3 promila alkoholu.

Wydarzenie odbiło się szerokim echem w całej Polsce, a sama Sylwia Peretti niemal całkowicie wycofała się z życia publicznego. Jej profile w mediach społecznościowych zaczęły wypełniać głównie czarno-białe zdjęcia i wspomnienia poświęcone synowi.


„Nie da się zapomnieć takiego telefonu”

Po dwóch latach od tragedii celebrytka zaczęła mówić o swoim doświadczeniu żałoby. W rozmowie z portalem Kozaczek opowiedziała o poranku, w którym dowiedziała się o wypadku.

Jak wspominała, wszystko wydarzyło się bardzo wcześnie rano, gdy domownicy jeszcze spali.

– Rano telefon zadzwonił do Łukasza. Pamiętam to jak przez szkło powiększające. Nie da się zapomnieć takiego telefonu – relacjonowała.

Po drugiej stronie był policjant, który zapytał, czy partner Peretti jest z nią w domu, a następnie poinformował o wypadku.

– Padło pytanie: „Czy jesteś z Sylwią?”. A potem: „Patryk miał wypadek”. Łukasz dopytywał: „Jak to wypadek? Gdzie?”. Usłyszał: „Najprawdopodobniej nie żyją. Patryk z kolegami” – wspominała.


Szok i niedowierzanie

Peretti przyznała, że w pierwszej chwili nie była w stanie zareagować na to, co usłyszała.

– Ja nic nie powiedziałam. Po prostu usiadłam na łóżku. Jakby ktoś mnie poparzył – opowiadała.

Wspominała, że zaczęła w pośpiechu ubierać się i chodzić po domu, nie do końca rozumiejąc, co się dzieje. Chwilę później wybiegła przed dom, trzymając w ręku telefon i klucze.

– Stałam i nie wiedziałam, co mam zrobić. Łukasz powiedział: „Kochanie, jedziemy”. A ja patrzyłam na niego jak w jakiejś cyberprzestrzeni. Jakby nic do mnie nie docierało – mówiła.


Wizyta na miejscu wypadku

Po chwili Peretti pojechała w miejsce tragedii. Na miejscu nie było już rozbitego samochodu – pracownicy służb porządkowych sprzątali pozostałości po wypadku.

– Panowie w kamizelkach zbierali szkło. Auta już nie było. Usiadłam na schodach przy Wawelu i patrzyłam, jak sprzątają – relacjonowała.

Jak przyznała, w tamtej chwili nie była nawet w stanie płakać.

– Nie wierzyłam, że coś się stało. Mówiłam sobie, że to niemożliwe, że ktoś się pomylił – dodała.


Dziś Sylwia Peretti coraz częściej mówi publicznie o życiu po stracie dziecka. Wkrótce do księgarń ma trafić także książka, w której opowiada o doświadczeniu żałoby i próbie odnalezienia się w rzeczywistości po tragedii.

na zdjęciu: Znicze w miejscu wypadku przy moście Dębnickim w Krakowie, gdzie zginęło czterech młodych mężczyzn, w tym Patryk Peretti. fot. PAP/Łukasz Gągulski

RD

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj9 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Rozmaitości