Pytanie pierwsze: skąd fundusz ma mieć pieniądze?
W ustawie jako pierwszy filar wymieniony jest zysk Narodowego Banku Polskiego. Projekt zakłada, że część zysku banku centralnego będzie trafiać do funduszu. Problem: NBP od trzech lat nie ma zysku. W latach 2023, 2024 i 2025 bank centralny wykazał stratę. Przez trzy lata nie było co wypłacać do budżetu państwa. Pierwszy potencjalny zysk może pojawić się dopiero za rok 2026. Zgodnie z zasadami rachunkowości NBP mógłby zostać wypłacony w czerwcu 2027 roku. Czyli na kilkanaście tygodni przed wyborami parlamentarnymi. Warto o tym pamiętać, bo w projekcie ustawy to właśnie zysk NBP jest przedstawiany jako główne źródło finansowania funduszu.
Pytanie drugie: co, jeśli NBP nie ma zysku?
Projekt ustawy przewiduje drugi mechanizm finansowania. Operatorem funduszu ma być Bank Gospodarstwa Krajowego. I to właśnie BGK dostaje w projekcie bardzo szerokie kompetencje do pozyskiwania pieniędzy. Wprost zapisano, że BGK może emitować obligacje, zaciągać kredyty i pożyczki.
W art. 6 pojawia się jeszcze jedna rzecz, która w debacie publicznej prawie nie wybrzmiewa. Projekt dopuszcza emisję obligacji na rynkach zagranicznych. A to oznacza w praktyce jedno: obligacje mogą być emitowane w walutach obcych. BGK miałby działać za zgodą ministra finansów. W praktyce oznacza to, że jeśli zysk NBP się nie pojawi, finansowanie funduszu może w dużej mierze opierać się na długu emitowanym przez BGK, i to długu w walucie obcej.
I tu pojawia się zasadnicza sprzeczność. Główny zarzut, który podnosi prezydent Karol Nawrocki pod adresem programu UE SAFE, dotyczy właśnie tego, że Polska chce pożyczyć 44 mld euro. Jednocześnie prezydent dopuszcza ten sam mechanizm we własnym projekcie. Co ważne: BGK nie będzie w stanie wyemitować obligacji tak tanio, jak zrobi to UE. Wszystko przez rating kredytowy Polski, który jest o siedem punktów niższy od unijnego. Innymi słowy własne „SAFE" prezydenta byłoby droższe od tego, które krytykuje.
Pytanie trzecie: kiedy fundusz dostanie pierwsze pieniądze?
Projekt ustawy nie wskazuje konkretnej daty uruchomienia finansowania. Pieniądze mogą pojawić się w trzech sytuacjach: gdy NBP przekaże zysk, gdy BGK wyemituje obligacje albo gdy BGK zaciągnie kredyt lub pożyczkę. Start finansowania zależy więc od decyzji podejmowanych już po wejściu ustawy w życie.
Pytanie czwarte: jaka rola prezydenta?
Projekt tworzy Komitet Sterujący funduszu. W jego skład mają wejść: Prezydent RP, Premier, Minister Obrony Narodowej, Minister Finansów i Szef BBN. Przewodniczącym komitetu ma być prezydent. Organ ten ma wyznaczać kierunki działania funduszu i nadzorować inwestycje obronne.
Tu zaczynają się pytania prawne. Konstytucja w art. 132 mówi wprost: „Prezydent nie może piastować żadnego innego urzędu ani pełnić żadnej funkcji publicznej, z wyjątkiem tych, które są związane ze sprawowanym urzędem".
Można oczywiście argumentować, że fundusz dotyczy bezpieczeństwa państwa, a zgodnie z art. 134 Konstytucji prezydent jest najwyższym zwierzchnikiem sił zbrojnych. Z drugiej strony fundusz zarządza publicznymi pieniędzmi, a prowadzenie polityki finansowej należy przede wszystkim do rządu. Rola prezydenta w tym mechanizmie może stać się przedmiotem sporu konstytucyjnego.
Po rozebraniu ustawy na części pierwsze widać jedną rzecz. Polski Fundusz Inwestycji Obronnych ma trzy źródła finansowania: potencjalny zysk NBP, emisję obligacji przez BGK oraz kredyty i pożyczki. W praktyce kluczowym mechanizmem może okazać się dług emitowany przez BGK, i to dług w walucie obcej. A zysk NBP, jeśli w ogóle się pojawi, może trafić do funduszu dopiero w połowie 2027 roku.
Mariusz Kowalewski




Komentarze
Pokaż komentarze (51)