Zmumufikowane ciało matki chrzestnej Komendy
O tragedii w rodzinie nieżyjącego Tomasza Komendy, który 18 lat niesłusznie siedział w więzieniu za zabójstwo, pisze "Gazeta Wyborcza". Stanisława S. - matka chrzestna mężczyzny - była uznawana za osobę zaginioną przez blisko dwa lata. Kobieta mieszkała samotnie w niewielkim, 19-metrowym mieszkaniu komunalnym. Pierwsze sygnały, że coś może być nie tak, pojawiły się wiosną 2024 roku. Wtedy zaniepokojeni sąsiedzi zauważyli, że schorowana kobieta – która wcześniej rzadko opuszczała mieszkanie – nagle całkowicie zniknęła. Nie pojawiała się w klatce, nie było jej widać na zakupach.
Mimo zgłoszeń i próśb o sprawdzenie lokalu przez długi czas nikt nie zajrzał dokładnie do mieszkania. Dopiero 8 grudnia 2025 roku, gdy do lokalu weszła firma sprzątająca przygotowująca mieszkanie do ponownego wynajęcia, w łazience obok wanny znaleziono zmumifikowane ciało 70-latki.
Sąsiedzi zgłaszali obawy, ale mieszkanie nie zostało sprawdzone
Sąsiedzi twierdzą, że już w maju 2024 roku informowali administrację budynku, że od dawna nie widzieli kobiety. Zwracali też uwagę na niepokojące sygnały, m.in. dziwny, nieprzyjemny zapach i obecność insektów na klatce schodowej. Według relacji jednej z mieszkanek administracja miała ostrzegać, że wezwanie służb bez uzasadnienia może wiązać się z kosztami dla zgłaszających. Mieszkanie przez długi czas w ogóle nie było sprawdzane.
Rodzina o możliwym zaginięciu kobiety dowiedziała się dopiero około rok później, gdy administracja zaczęła przygotowania do eksmisji z powodu zadłużenia lokalu. Relacje rodzinne były od lat napięte. Konflikt między siostrami miał rozpocząć się w czasie, gdy Tomasz Komenda został niesłusznie skazany za gwałt i zabójstwo.
Według relacji Teresy Klemańskiej, siostry zmarłej, po tamtych wydarzeniach kontakt między kobietami praktycznie się urwał, a Stanisława S. z czasem zerwała relacje także z innymi członkami rodziny.
Po informacjach od sąsiadów rodzina próbowała zgłosić zaginięcie kobiety. Ostatecznie zawiadomienie przyjęto dopiero po zgłoszeniu dokonanym przez syna zaginionej. Do policji informacja o zaginięciu trafiła 8 maja 2025 roku. Podczas jednego z komisyjnych wejść do mieszkania syn zmarłej zauważył na stole inhalator, dokumenty i pieniądze – rzeczy, bez których jego matka zwykle nie wychodziła z domu. Kobieta chorowała na astmę i zawsze nosiła przy sobie inhalator.
Rodzina ma pytania o zniknięcie rzeczy z mieszkania
Po odnalezieniu ciała rodzina podnosi również kwestie braku części rzeczy należących do zmarłej, m.in. dokumentów, pieniędzy i biżuterii. Bliscy twierdzą, że nie otrzymali informacji o protokole zabezpieczenia rzeczy znajdujących się w mieszkaniu i do dziś nie wiedzą, co stało się z osobistymi pamiątkami kobiety.
Zarząd Zasobu Komunalnego wskazuje, że nie miał informacji o tym, że w mieszkaniu może przebywać osoba zaginiona. Z kolei policja podkreśla, że podczas wcześniejszych komisyjnych wejść do lokalu nie ujawniono zwłok. Sprawą zajmuje się obecnie prokuratura, która prowadzi śledztwo w sprawie okoliczności śmierci 70-letniej Stanisławy S. - I znowu odbijam się od ściany, jak przy sprawie Tomka - mówi "Gazecie Wyborczej" Teresa Klemańska, siostra zmarłej.
Fot. Nieżyjący od 2024 roku Tomasz Komenda. Znaleziono zwłoki jego matki chrzestnej Stanisławy S./PAP arch.
Red.





Komentarze
Pokaż komentarze (19)