0 obserwujących
58 notek
37k odsłon
4600 odsłon

Przemek Miśkiewicz: Widziałem wolność w Kijowie

Fot. Archiwum Stowarzyszenia Pokolenie
Fot. Archiwum Stowarzyszenia Pokolenie
Wykop Skomentuj46

Następnego dnia na dworcu kolejowym w Kijowie odbiera nas łącznik z Majdanu umówiony przez Polaka ze Lwowa. Rozmawiamy - w drodze wyjątku - po rosyjsku, gdyż on nie umie po polsku, a ja po ukraińsku. Rosyjski jest obecnie zupełnie passe. W Kijowie temperatura minus 25 stopni. Jedziemy na Majdan. Po drodze mijamy kilka punktów otoczonych barykadami, za którymi pełnią dyżury powstańcy. Podjeżdżamy pod barykadę majdanową, czekamy kilkanaście sekund, służby porządkowe kierujące ruchem puszczają samochody wyjeżdżające z Majdanu. Kto chce może wjechać i wyjechać w każdej chwili. Każdy komu jest po drodze może przejść nie zatrzymywany przez nikogo. Barykady na kilka metrów - minimum cztery, gdzie niegdzie mogą mieć nawet sześć. Skoty ani czołgi raczej się nie przecisną dopóki są mrozy, bo barykadę będzie trudno skruszyć. Zrobiona z worków ze śniegu cała zalodzona stanowi dobra zaporę. Jest przed ósmą rano. Idziemy na Hruszewskiego, mijając po lewej Dom Ukrainy a po prawej hotel, spod którego swoją słynną relację robił redaktor Maślankiewicz z TV Republika. Dom Ukrainy jest strategicznym miejscem, gdyż mieści się już w „murach” a właściwie śnieżno-lodowych barykadach Majdanu. Nocuje tam kilkaset, jak nie ponad tysiąc osób, do dyspozycji których są punkty medyczne, kaplica, apteka, a nawet fryzjer, oczywiście wszystko w ramach wolontariatu.

Na Hruszewskiego rząd trzech barykad- to tutaj od snajperskich strzałów ginęli manifestanci i tutaj paliły się opony. Wrażenie jest piorunujące. Przechodzimy przez przerwę w pierwszej barykadzie i wchodzimy na drugą. Przed nami trzecia, do której dojść już nie można, miedzy nimi obrońcy ubrani jak kosmici w kaskach okularach, kamizelkach kuloodpornych, ochraniaczach. I oczywiście z nieodłącznymi pałkami. Ten element bojowy będziemy widzieć w rękach bardzo wielu osób. Grzeją się przy ogniskach palonych w żelaznych beczkach. Za trzecią barykadą Berkut, a na niej górujący transparent Solidarnych 2010 z wyrazami poparcia dla walczących o wolność napisanymi po ukraińsku.

Następnego dnia postanowiliśmy obejść cały Majdan i okazało się, że potrzeba na to półtorej godziny. To co widzimy w telewizji jest tylko wycinkiem całości. Oczywiście najważniejszy, ale nie oddający skali całości. Namioty, a właściwie dobrze umocnione prowizoryczne domy na bazie namiotów, ciągną się około kilometra Hreszczatikiem czyli główną arterią Kijowa. Na wielu napisy z jakiego miasta i jakiego regionu pochodzą jego mieszkańcy. Wszędzie bardzo czysto, można powiedzieć wzorowy porządek. W wielu miejscach kuchnie polowe lub wielkie żeliwne gary w których gotuje się zupę lub kaszę, ryż, mięso, warzywa. Są toi, toie chociaż w tej temperaturze nie jest to miejsce wymarzone do pójścia za potrzebą. Okazuje się, że na terenie „wolnego miasta Kijowa - Majdanu” pracują też normalnie sklepy i restauracje. Idziemy do jednej z nich żeby cos zjeść i ogrzać się, bo jest dramatycznie zimno, a ludzie w namiotach ten chłód muszą wytrzymać.

 Kiedy w sierpniu 1980 roku wybuchł strajk w Stoczni Gdańskiej Wałęsa oraz Komitet Strajkowy nie zgodzili się na zerwanie kłódek do stoczniowej poligrafii. Nie wiem czy był to wyraz braku wiary (zwycięzców przecież się nie sądzi) czy po prostu przekonanie, że bez zgody dyrekcji tego robić nie wolno. Tak czy inaczej, z perspektywy czasu nie było to mądre postępowanie. Dzień później w Stoczni Komuny Paryskiej w Gdyni też wybuchł strajk. Na jego czele stanął młody niespełna dwudziestojednoletni Andrzej Kołodziej, który dzień wcześniej znalazł tu zatrudnienie. On nie miał oporów przed zerwaniem kłódek i poligrafia gdyńska drukowała całe tony ulotek i gazet (zwycięzców nikt nie sądził). Gdyby na Majdanie nie zajęto kilku budynków, w tym Domu Związków, w którym znajduje się główny sztab to przy tych mrozach strajk nie miałby szans przetrwania.

Nasz łącznik wprowadza nas na swoja przepustkę do Domu Związków. Pierwsza kontrola przed wejściem, potem kolejna przed schodami, kolejna na piętrze i jeszcze jedna przed wejściem do Press Center. Pomieszczenia i meble pamiętają czasy, jeżeli nie Chruszczowa to na pewno wczesnego Breżniewa. Postkomunistyczna tandeta, ale znowu czysto. Co chwilę podchodzą sprzątaczki i myją podłogę. Jest miejsce porad prawnych, punkt wydawania kanapek, herbaty i kawy. Można poczęstować się herbatnikami i cukierkami. Czekamy na spotkanie z szefem zaopatrzenia. Na sali prasowej spotykamy polskich dziennikarzy i fotoreporterów. Jest też Tatiana Czarnowił, plastry na nosie przypominają o pobiciu jej przez tituszków. Organizacja w budynku wypisz wymaluj jak podczas strajku studenckiego na Bankowej 8 w Katowicach - właściwie tylko dwie różnice rzuciły mi się w oczy. U nas była jedna bramka na wejściu - tutaj jest na każdym piętrze, ale to może wynikać z tego, że do budynku jest kilka wejść i przede wszystkim są różne przepustki - nie z każdą można wejść do każdego miejsca. My dostajemy prasowe, które upoważniają do prawie wszystkich pomieszczeń. Druga różnica - tam wyłącznie ludzie młodzi a tutaj jest przekrój od 18 do 60+ i nie jestem w stanie określić, jaka grupa wiekowa tu dominuje. W namiotach i na ulicach zarówno młodzieńcy około 20-letni jak i starsi kozacy w czapach, kożuchach z osełedcami na głowach i nieodłącznymi pałami. Na pewno więcej mężczyzn niż kobiet, ale już podczas wieców to się wyrównuje. Majdan wypełniają ludzie w różnym wieku, różnych zawodów. Tu spotyka się cały przekrój społeczny. I kolejna sprawa, o ile w wiecach bierze udział najwięcej ludzi z Kijowa i zachodniej Ukrainy, to wśród tych, którzy trwają na Majdanie jest całkiem niemało ludzi z Dniepropietrowska, Charkowa, Doniecka a nawet Odessy czy Krymu.

Wykop Skomentuj46
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale