0 obserwujących
3 notki
419 odsłon
132 odsłony

POGERO – wierszydła ironiczne

Wykop Skomentuj

Maćko z Bogdańca, Jurand ze Spychowa
Ja jestem Stryj z Trepowa.
Obaj byli do bólu szczerzy,
Ja też tak się czuję.
Proszę mi wybaczyć,
Że ich naśladuję.
Bo kogo mam dziś brać za wzór?
Macierewicza, Ziobrę, Schetynę, Pawlaka,
Rydzyka, Czarzastego czy Kaczyńskiego?
Żaden mi nie pasuje.
Żaden do moich wyobrażeń nie przystaje.
Wystarczy wyjaśnień.
Dla mnie żaden się nie nadaje.
Stary jestem, w nocy nie sypiam.
Po głowie różne myśli mi latają.
Zastanawiam się co robić, co kupić.
Czego unikać – tak sobie rozmyślam. Pewnego dnia, raczej nocy,
dwie podstarzałe, mocno wyleniałe –
Klio i Kaliope nie nawiedziły.
Po pierwsze się zdziwiłem.
Po drugie ochrzaniłem, zwymyślałem.
Co wy sobie o mnie myślicie?
Co ode mnie chcecie?
Teraz do mnie przychodzicie?
Ja już na wiele spraw nie mam siły.
Jak byłem młody, żeście mnie
nie zauważyły.
Co teraz mam robić?

Za co się mam brać?
A ONE – Ty –
Zacznij na starość pisać.
Ołówek jeszcze w ręku trzymasz.
Czytać umiesz. W gadaniu rozumny.
No to pisz! Tak aż do trumny.
Wzięły i się ulotniły.
Pisać, ale o czym?
Może o POGERO.
Co to takiego?
Może zrozumiecie,
jak napiszę, to może zagadkę rozwiążecie.
Za rozwiązanie wyznaczam nagrodę.
Wiadro lodów w lipcu na ochłodę.
Zacząłem się zastanawiać.
Skąd jak się wziąłem?
Dlaczego żyję?
Co ja na TERRA robię!
Przeanalizowałem największe religie.
Kilka nurtów filozofii,
i inne możliwości.
Doszedłem do wniosku,
że nie mam skomplikowanej osobowości.
W każdej mógł bym się znaleźć.
I się pojawiłem.
Jak by powiedział Broniewski –
- „Na piachu, na Ziemi Mazowieckiej”.

Spokojnie kilka nocy przespałem.
Lecz nad ranem,
pojawił się u mnie osobnik.
Z teorii mi znany.
W rzeczywistości to go jeszcze nie widziałem.
Tak połowicznie znajomy.
Zacząłem mu się przyglądać.
Podjąłem z nim dialog.
On mało mówił, ja więcej.
W czasie rozmowy oglądałem go.
Obejrzałem ręce.
Nie wiem – facet to? Czy facetka
Chłopak czy dziewczyna?
Pióra mu spłowiały.
Skrzydła opadły.
Dużo piór pogubił.
Pomyślałem. Chyba mnie nie lubił?
Gdyby było prawidłowo?
Powinien mi towarzyszyć od dzieciństwa.
A on dopiero teraz wpadł na pogawędkę.
Na tak zwane jedno słowo.
I w tym momencie się zdenerwowałem.
Zacząłem mu wytykać jego brakoróbstwo.
Jak ja bez niego źle miałem.

Zacząłem wypominać.
Ty lebiego.
Przeszliśmy na „Ty”.
On do mnie ja do niego.
Tak dla szybszej komunikacji.
Łatwiej dowieść swoich racji.
Zacząłem –
Pamiętasz, jak osiemdziesiąt lat do tyłu,
wpadłem do bagna.
A Ciebie nie było.
Rajmund mnie z opresji wyratował.

A Ty może na salonach z dziewuchami tańcował?
Właściwie kim Ty jesteś?
Baba? Chłop? Dziewczyna? Chłopak?
Większość ludzi w Polsce chce,
dokładnie wiedzieć.
Czyś prawdziwy Polak?
Czy może obojnak?
A może Żyd?
To dopiero byłby wstyd.
Określ się, by w razie demonstracji,
móc Ciebie dokładnie zakwalifikować.
W skali LGBT.
Tak z oglądu to dam Ci znak „B”.
Czuję, że do tego najlepiej pasujesz.
Więcej nie będę Cię charakteryzował.
Zapytam: Gdzieś Ty się schował w 1939.

Nie ruszając się z rodzinnego domu,
Bez mojej wiedzy zmieniłem obywatelstwo.
Ja i moi sąsiedzi.
Znalazłem się w państwie wielkim,
aż do Oceanu Spokojnego.
W czerwcu 1941 sytuacja się zmieniła.
Tym razem byłem obywatelem,
aż do Atlantyku.
A Ty gdzie byłeś?
Że Cię przezwę – Ty stary byku.
I tak żyłem w państwie armat i stali.
Franka do Prus wywieźli.
A myśmy się bali.
By nas nie spotkało coś złego.
Ze strony Niemców.
Wówczas NADLUDZI.
I ja w takich warunkach,
pasłem krowę i rósł.
Niemcy nosili na pasach –
„GOT MIT UNS”.
Rok 1942. Żandarm z Pisk –
niejaki SCHULTZ /nazwisko prawdziwe/,
zbił mnie rózgą po gołych nogach.
Bym czuł respekt i szacunek.
By przetrwać, to był jedyny ratunek.
W sierpniu 1944, w czasie wojny, frontu,
To Skrzydalaty co go „B” nazwałem,

może i zadziałał.
W czasie silnego ostrzału ocalałem.
Więcej dla „B” nie  będę zarzucał.
Bom podrósł,
i sam siebie moralności nauczał.
Nie łżę.
Przez okres mojej nauki,
nikt nie był na wywiadówce.
Nikt mnie nie pytał jak w szkole
się zachowywałem.
Jedynie w czerwcu na początku wakacji
pytano: zdałeś?
Ja – tak zdałem.
I tak przetrwałem,
aż do mojej pracy zarobkowej.
Przestano się mną interesować.
Nie mam do nikogo pretensji.
Wiem, że większość rówieśników
tak żyło.
Mojemu starszemu rodzeństwu
też tak było.
Część zagadki z głowy.
Jeszcze trochę popiszę
i dojdę do połowy.
W maju 1945 wojna się skończyła.
Lecz pełny pokój nie nastał.
Ten rządził kto miał karabin i siłę.
Nie bano się tylko Niemców.
Ale bano się w dzień i w nocy.

W dzień UB, a w nocy nocnych.
Obecnie nazywa się ich żołnierze wyklęci.
Bardzo się ich gloryfikuje,
są prawie święci.
Gdy dorosłem, szkoły pokończyłem, pracowałem.
Zacząłem interesować się historią.
Z początku nie rozumiałem.
Tyle osób ginęło, strzelano do siebie.
Nie mówiło się i dziś się nie mówi,
że to WOJNA DOMOWA.
Komuniści chwalili swoich.
Obecnie chwali się wyklętych.
Z głoszonych haseł wynika,
że chcą bratobójczych walk od nowa.
Jeszcze trochę o tym co głoszono:
W latach 1944-48 – na wsi i w mieście.
A to: - w Berlinie trzeba posadzić kartofle
- Anders z Anglii na białym koniu przyjedzie;
- W ZSRR – czyli Sowietach jest strasznie,
bieda i żyć się nie da.
- że rządzą nami sami Żydzi.
Tak mówili tzw. nocni.
Ci dzienni, czyli czerwoni,
Głosili coś odwrotnego:
- Odbudujemy zniszczenia;
- Polska więcej zyskała niż straciła;
- Będąc razem z ZSRR to dopiero będzie siła.
- Stalin to bóg nad bogi;

- Bierut to jego pomocnik drogi;
- trzeba się uczyć, władzy nie oddawać;
- każdy będzie szczęśliwy i radosny.
Tak głoszono latem, jesienią, zimą,
aż do wiosny.
Proszę nie zarzucać, że piszę o czasach
smutnych niemiłych.
Ale to tkwi w moich oczach,
w mojej pamięci.
Nie mam siły,
by to przemilczeć.
Dla niewiedzących przypomnę,
że w walkach bratobójczych zginęło
licząc obie strony –
30 tysięcy Polaków.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura