Zabijanie Jarosława
trwa od lat - słowem, rysunkiem, zdjęciem, spojrzeniem, a jak trzeba to i prowokacją.
W jaki sposób można jeszcze zabijać Jarosława...?
Widać jest to konieczność dziejowa, powinność obywatelska zwłaszcza, że Jarosław nie chce paść na kolana, żebrać o życie, prosić o przebaczenie za wyimaginowane winy.
Nakazem patriotyzmu jest zabijanie Jarosława, wszak szkodzi naszej ojczyźnie i ingeruje w sprawy wewnętrzne ob. Łukaszenki i to za jego plecami - co za podłość.
Dlatego zabija się Jarosława co dzień, ba... każda godzina nie może być stracona dla misji unicestwienia Jarosława.
Tysiące pocisków, które mają go zniszczyć, wypuszczanych z tysięcy gęb i klawiatur.
I tak trwa ta kanonada, to zabijanie, już prawie 20 lat.
A On żyje....?!
Jak to jest możliwe, że te wszystkie przedsięwzięcia nie są skuteczne? Jakim prawem Jarosław jeszcze żyje, egzystuje, nie został starty na proch? Wśród zadających sobie to pytanie narasta wściekłość, swego rodzaju depresja zmieszana z poczuciem bezsilności.
Pojawia się potrzeba racjonalizacji, szukania odpowiedzi na pytanie: Dlaczego mimo takich starań, nakładów sił i środków, nie udaję się zabić Jarosława?
Znaleziono sobie następującą odpowiedź: bo przy życiu trzyma go żądza władzy.... - ten kto tak sądzi, sądzi po sobie.
Ja myślę jednak, że źródłem życia i zbroją Jarosława jest Polska i ogromna część narodu.
Jacek Kaczmarski: "ZBROJA
Dałeś mi Panie zbroję
Dawny kuł płatnerz ją
W wielu pogięta bojach
W wielu ochrzczona krwią
W wykutej dla giganta
Potykam się co krok
Bo jak sumienia szantaż
Uciska lewy bok
Lecz choć zaginął hełm i miecz
Dla ciała żadna w niej ostoja
To w końcu życia warta rzecz
Zbroja
Magicznych na niej rytów
Dziś nie odczyta nikt
Ale wykuta z mitów
I wieczna jest jak mit
Do ciała mi przywarła
Przeszkadza żyć i spać
A tłum się cieszy z karła
Co chce giganta grać
A taka w niej powaga
Dawno zaschniętej krwi
Że czuję jak wymaga
I każe rosnąć mi
Być może nadaremnie
Lecz stanę w niej za stu
Zdejmij ją Panie ze mnie
Jeśli umrę podczas snu
Wrzasnęli hasło wojenne
Zbudzili hufce hord
Zgwałcona noc spokojna
Ogląda pierwszy mord
Goreją świeże rany
Hańbiona płonie twarz
Lecz mam do obrony dawny
Pamięci pancerz nasz
I choć za ciosem pada cios
I wróg posiłki śle w konwojach
Wciąż przed upadkiem chroni nas
Zbroja
Wywlekli pudła z blachy
Napchali kul do luf
I straszą sami w strachu
Strzelają do ciał i słów
Zabrońcie żyć wystrzałem
Niech zatriumfuje gwałt
Nad każdym wzejdzie ciałem
Pamięci żywej kształt
Choć słońce skrzy bojowy gaz
I żołdak pławi się w rozbojach
Wciąż przed upadkiem chroni nas
Zbroja
Wytresowali świnie
Kupili sobie psy
I w pustych słów pustyni
Stawiają ołtarz krwi
Zawodzi przed bałwanem
Pół ślepy kapłan łgarz
I każdym nowym zdaniem
Hartuje pancerz nasz
Choć krwi zachłysnął się nasz czas
I myśli toną w paranojach
Wciąż przed upadkiem chroni nas
Zbroja "


Komentarze
Pokaż komentarze (9)