Kryzys Tożsamości; Ner-W; [peru]; Antidotum; Stan Wojenny
25 września 2007, No Mercy, Warszawa
Gdy dotarliśmy do No Mercy na scenie grał już Kryzys Tożsamości. Młody zespół z obdarzoną mocnym głosem wokalistką, drącą się dość hardcore'owo, w troche podobnym klimacie co Anka z Antidotum. Dośc prosty punk, urozmaicany przez długowłosego (Boże! Widzisz i nie grzmisz) gitarzystę, z prostym basem i na ogół szybką perkusją. Na początku brzmiało to obiecująco, jednak pod koniec zaczynało nużyć, zwłąszcza, że w wokalu nie działo się kompletnie nic, a monotonii nie ratowały wstawki wokalne reszty muzyków. Jeżeli jednak coś z tym zrobią, co w miarę rozwoju kapeli wydaje się być naturalne, mogą jeszcze na scenie zamieszać.
Jako drugi zespół zagrało [peru], zespół z zupełnie innej muzycznej bajki, co zresztą było niestety widać również pod sceną, gdzie publiczność się dość poważnie przerzedziła. Shellacowy noise, czasem transowy, czasem punkowy robił wrażenie, podobnie jak niesamowita sprawność muzyków. Gęsty bas, rzężąca gitara i mocne uderzenia w perkusję tworzą razem niesamowitą i wciągającą całość. Dość krótki set zespół zakończył odegraniem na bis najbardziej punkowego i najszybszego kawałka "Obcy", przy którym pod sceną pojawiło się więcej osób, a do pogo, rozkręcanego przez przyjaciela kapeli, który zdaje się przyjechał na koncert wraz z muzykami, przyłączyło się więcej osób.
Po [peru] na scenę wszedł Ner-W. Zaczęli mocno i punkowo, potem czasem odpływając w rejony pop-punkowe. Zespół wyróżniał się dzieki dwóch gitarom, z pomysłem na ich wykorzystanie i wokaliście obdarzonym oryginalną, ale mało punkową manierą, trochę przywodząca na myśl późne dokonania Falona z Psów Wojny. Publiczność była zadowolona.
Gwiazdą wieczoru było Antidotum. Inaczej, niż wcześniej, nie było pogo, choć muzyka jak najbardziej się o to pogo prosiła. Jednak wokalistka stanęła pod sceną, otoczona przez słuchaczy. Trochę nietypowo więc staliśmy i słuchaliśmy, a zespół grał swoją thrashpunkową szybką grzankę, mocno kojarzącą się z późniejszym Post Regimentem. Sporo nieznanych, więc pewnie nowych kawąłków i prawie cała druga płyta zespołu. Nowe rzeczy w tym samym, co starsze stylu, czasem mniej, czasem bardziej melodyjne, bardzo szybkie i bardzo ostre. Zabrakło natomiast w ogóle kawałków z pierwszego okresu działalności zespołu, czyli z początku lat 90-tych. Może trochę szkoda, ale na pewno tak jest lepiej dla dramaturgii koncertu. Jazda na najwyższych obrotach od początku do końca nie pozostawia widza obojętnym. Gdy skończyli, było już ok. północy, okazało się jednak, ze na ten wieczór przewidziany jest jeszcze jeden zespół. Większość osób zaczęła wychodzić, zaś dla nielicznych, którzy pozostali zagrał...
Stan Wojenny, kapela złożona ze starych załogantów, pochodząca z Gąbina. BYł to mój pierwszy kontakt z ich graniem. Zespół od początku do końca zrobił na mnie, i myślę, ze na większości niewielkiej publiczności, piorunujące wrażenie. Szybki, szczery punk, połączony z bardzo dobrymi, rwanymi riffami, troche w stylu Exploited, troche w stylu starego polskiego punka z lat 80-tych. Do tego konkretny przekaz, nie pozbawiony poczucia humoru. Śpiewają nie tylko o ekologii i wojsku - jak na starych punków przystało - ale i o aborcji (anty) i o "tej, co nie zginęła". W repertuarze znalazły się też przeróbki (zbyt twórcze, by nazwać je po prostu coverami) Siekiery (Między nami dobrze jest) i Sedesu (Twój napiękniejszy dzień). O ile pierwszy z kawałkó był jednym z lepszych momentów, o ile drugi - chyba najsłabszym. Na koniec zaś dostaliśmy genialny kawałek "O dwóch takich, co ukradli księżyc". Zamiast spodziewanego ataku na braci Kaczyńskich dostaliśmy tam zaskakującą deklarację, do kogo zawsze chciał być podobny wokalista. Wymieniane nazwiska zmieniały się w każdej linijce refrenu, a gdy już wyglądąło na to, ze numer sie kończy, padła deklaracja, ze "może kiedyś będziemy grać jak Rammstein". A potem właśnie tak zagrali, a w tekście pojawiły się nazwiska kilku znanych Niemców z okresu II Wojny Światowej. I tak to się skończyło - czyste szaleństwo. Mam nadzieję, ze szybko wrócą do warszawy i zagrają dla większej publiczności, bo na pewno na to zasługują. Choć i [peru} i Antidotum nie zawiodły i zagrały bardzo dobre koncerty, to Stan Wojenny był dla mnie objawieniem tego wieczoru, a może i roku.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)