Druga część ulubionych skończyła się na Nomeansno, od nich też zacznie się część trzecia. "The tower". Koncert, dobra jakość.
Gatunku znanego jako psycho zbyt wiele nie słucham, ale czasem coś mi się spodoba. Zombie Ghost Train.
Kolejną pozycję pewnie każdy zna i widział ze 20 razy, ale jednak wkleję. El Dupa, czyli projekt Doktora Yry z udziałem Kazika Staszewskiego.
Strajk to punkowy zespół, którego wokalista zabił się tuż po nagraniu pierwszej płyty. Niedługo potem powstała druga, ciekawsza muzycznie, ale z tekstami wybranymi z odrzutów z płyty pierwszej, zas dalszą działalność tego zespołu (kiedyś bardzo przeze mnie cenionego) przemilczę. Teraz kapela reaktywowała się po raz kolejny, ale jej obecne produkty (w większości stare kawałki, nagrane po raz kolejny) są niestety pozbawione starej siły rażenia. Tytułowy utwór z drugiego materiału.
Skoczymy sobie teraz do Ameryki. Bad Religion, zespół, który niestety zainspirował rzeszę coraz bardziej cukierkowych następców, sam grał jednak o wiele ciekawszą muzykę. Dwa teledyski z czasów, gdy już grali dla dużej firmy, ale jeszcze grali dość fajnie, nie fałszując proporcji między muzyką a melodią. Po paru słabszych płytach ostatnio znów grają ostro. American Jesus:
Atomic garden:
Die Artze z Niemiec nie lubię w ogóle, ale ten jeden teledysk jest po prostu genialny a i kawałek całkiem sympatyczny.
Z zupełnie innej beczki. Na fali mojej wielkiej miłości do Kultu, trochę tego uczucia spłynęło na angielski The Cult. Był to rok 1992, a zakochanie się (krótkotrwałe, nie licząc dwóch płyt, "Love" i "Ceremony", którą promował kawałek, który tu mamy) ułatwił mi usłyszany w radiu "Wild hearted son". Dodam, ze The Cult to jeden z niewielu zespołów, który potrafił nagrać tzw. ballady rockowe, nie busdzące we mnie odruchów wymiotnych, a takowych jest bardzo mało. Ale o tym kiedy indziej. A w tej piosence teraz chyba bym się już nie zakochał.
Skoro już i The Cult, i wcześniej El Dupa, to powinien się wresazcie i Kult pojawić, ale na to jeszcze przyjdzie pora, na razie zaś KnŻ w piosence Grześkowiaka "W południe".
Za dni kilka kolejna część ulubionych, z których część jest plonem dogorywania przy youtube po pewnej sympatycznej imprezie. Na koniec - Eläkeläiset po raz pierwszy. Dla wszystkich fanów Nightwisha i nie tylko :D
A żeby nie było za wesoło, to jeszcze coś specjalnego...
Komentarze
Pokaż komentarze (1)