Hejter. "Diabelska mara", będąca postrachem każdego, kto w jakikolwiek sposób działa w internecie. Wiele już ludzi mówiło o tym, kim są te osoby oraz czym się charakteryzują, dlatego ja spróbuję się skupić na zupełnie innej rzeczy, o której zdałem sobie niedawno sprawę. Czy czasem nie jest tak, że zbyt często te słowo używamy?
Nie, nie chodzi mi o to, że czasami obarczenie danej osoby tym określeniem, jest nie sprawiedliwie, bo jakoś w tym społeczeństwie zaczyna się ucierać zdanie, że każda krytyka jest złem. Przestaliśmy chyba zdawać sobie sprawę, że powiedzenie o naszych wadach, bez naruszania godności ogółu naszej osoby, jest rzeczą dobrą i która czasami prowadzi do dostrzeżenia i naprawy złych rzeczy, które w nas. powiedzmy. "siedzą". Jednak teraz stwierdzono, że jakiekolwiek stwierdzenie negatywnej opinii na temat naszego zachowania, czy też, naszych umiejętności w jakiejś czynności, mają charakter typowo "zbrodniczy", który chce nas poniżyć i zabawić się naszym kosztem, choć czasami się okazuję, iż sami sobie kopiemy pod to dołki. Lecz nie będę skupiać nad tym aspektem. Moja uwaga teraz jest skierowana w inną stronę: Jak to się stało, iż to słowo zdobyło taką popularność? Czy za jakiś czas. np. krytyk literacki, będzie nosił miano "hejtera"? Rozważając to, posłużę się serialem który jest teraz na fali wszelakiej krytyki, czy też hejterstwa, czyli "Miłości na Bogato."
Nie będę się rozpisywał na temat głębokiej fabuły tegoż serialu, gdyż by trzeba było przeszukać cały wszechświat oraz alternatywne rzeczywistości, oczywiście bez żadnych skutków. Ciekawsza, jednak całkiem spodziewana, jest sama reakcja ogółu społeczeństwa, która jakimś mniej lub bardziej dziwnym trafiłem, miała mieć z nim styczność. Sam już, od czasu do czasu widząc te "bogate" zwiastuny tego serialu, przewidywałem iż klapa będzie porównywalna do tej z filmem "Irek, kosmiczna nominacja", czy jakoś tak się byl on zatytułowany. Lecz skala krytyki "Miłość na bogato", całkiem zasłużonej, być może nawet by zaskoczyła samego Nostradamusa. Oczywiście, pojawiły się też teorie spiskowe mówiące o całkiem zamierzonym chwycie przez producentów, by w jak najbardziej efektowny sposób wypromować ludzi grającym w tym serialu, lecz by był pod tym względem powściągliwy. Co innego promocja na skandalach, a co innego na najbardziej neandertalskich formach głupoty, oczywiście nie obrażając wymarłych przedstawicieli Homo neanderthalensis. Reakcja do tego małego szumu zażenowania związanego z premierą tego serialu, musiała wreszcie skłonić ludzi produkujących owy serial do wystosowania oświadczenia odnośnie ich tworu. Oto fragment: "Spodziewaliśmy się hejtu, bo Polska hejtem stoi...". Jak to przeczytałem, odniosłem jakieś dziwne wrażenie, że już chyba nie ma takiego miejsca w tym kraju oraz internecie, bym tego określenia nie musiał usłyszeć. Czy tak słownik języka polskiego jest ubogi, by nie można od czasu do czasu użyć innego określenia? Czy ułatwianie sobie życiu codziennego, musi się objawiać także w języki mówionym? Niby kiedyś usłyszałem, że polski język jest tak piękny, że nawet słowo "gówno" można opisać na tysiące sposobów, by zyskało iście poetyckiego wymiaru. Cóż, ta osoba raczej się myliła, jako że nawet nie potrafimy wymówić "zawistnik", zamiast "hejter". Czasami odnoszę wrażenie, jakby niektóre określenia pochodzące z for internetowych, były nie zamiennikami, a bardziej pasożytującymi bakteriami, które nie wiele czasu potrzebują, by spowodować "otępienie" języka którym się posługujemy potocznie. Wiem to po sobie....
Najbardziej jednak boli mnie w tym wszystkim to, że ludzie, uważający się za profesjonalistów, nader często go używają, nawet podczas oficjalnych rozmów, czy też wywiadów. Nie długo to chyba w każdym programie telewizyjnym, czy internetowym, będą zadawać pytanie "Co sądzisz o hejterach?". Tylko poczekać jeszcze by na maturze pojawiło się pytanie "Czy uważasz, że słusznie powinno się hejtować "Lalkę" B. Prusa?". Oczywiście, zaraz można odnieśc wrażenie, że jestem anty wszelakim formom urozmaicania j. polskiego słowami, mających genezę w angielskojęzycznej części internetu. Akurat jestem z tego pokolenia, które już miało juz do czynienia ze slangiem internetowym, próbując przy tym wyrosnąć z nich, by używac je tylko w określonych sytuacjach. Nie chodzi mi jednak o to, że dany wyraz w ogolę się pojawia, tylko o to, ile rzeczy ono wypiera inne wyrazy z języka macieżystego, którym posługuję się dana społeczność. O ile jeszcze powiedzmy można zrozumieć ludzi będących w wieku gimnazjalnym, że korzystają ze słowa "hejter", to jednak jak mam się odnieść do którzy mają po około 30 lat lub nawet więcej, i tym określeniem osób zawistnych się posługują w sposób oficjalny?
Dlatego, taki mały apel do ludzi, którym się uda dotrwać w moim wypocinach, choć wiem, że będzie ich niewielu. Spróbujcie sami korzystać ze słowa "zawistnik", zamiast "hejter". Przecież wcześniej wyrazem "hejter" w internecie obnosiła się jedynie garstka ludzi...


Komentarze
Pokaż komentarze