Niby część druga a jednak trzecia z serii mrocznych tekstów.
Uwaga! Treść tego opowiadania, nie jest przeznaczona dla osób o słabych nerwach, dla osób dla których krew, rana to coś strasznego, dla osób poniżej 18 roku życia.
Jeśli spełniasz któreś z powyższych kryteriów nie czytaj tego opowiadania ;)
I staniesz się jedną z nich...
Wyjdziesz na światło dzienne z nicości... ale inny. Rozdarte Twoje serce zastąpi kamień... zimny. Lodowaty... niczym ta ciemność w której byłeś. A Twoje myśli będą krążyć po głowach innych, takich jakim Ty byłeś kiedyś...
I będziesz wtrącał... w mrok niewinne istoty, za ich miłość do życia... za ufność, którą Ci powierzą...
A Ty... Ty to wykorzystasz, tak jak sam wykorzystany byłeś. I będziesz rozdzierał serca... będziesz zabierał wszystkie piękne uczucia... bo Jesteś maszkarą, jaką kiedyś nie byłeś... Bo piękno uleciało z Ciebie z ostatnim podmuchem letniego wiatru... Ostatnia łza spłynęła z Twoich oczu... tam w ciemności, na dnie świata... Kiedy nie chciałeś słuchać chichotów kości... I nic Ci z tego nie pozostało...
Nie potrafisz czuć... nie chcesz już... i innym robisz to co inni Tobie zrobili... i Jesteś potworem... Dusza Twa skazana za niewinność na potępienie... odeszła od Twego ciała. Nie masz duszy... Człowieku... bez uczuć.
Sprawiedliwości nie znasz... prawa Twoje dawne już zaginęły... myśli Twoje to ogromne zło... Tak...zło...Już nie Jesteś tym kim kiedyś byłeś. Zmieniłeś się... Smutek, ból... to teraz Twoje imię... Nienawidzisz tak jak Ciebie nienawidzono... Nienawidzisz... Siebie, innych... Całego świata...
Słońce świeci... lecz już nie czujesz jego blasku... nie czujesz ciepła promieni... zabierasz wszystko co dobre z tego świata... Skazujesz go na nie istnienie... Tak... Ty niesprawiedliwy, skazujesz innych na dno. Skazujesz na ciemność, krew, ból... by stali się takimi jakim Ty się stałeś. By nienawidzili tak jak Ty nienawidzisz... by stali się maszkarami...
Zabijać... Och jakie to piękne... zabijać innych... rozkoszujesz się tą myślą... Takie cudowne... Plujesz słowami w twarz... we własną twarz...
Tak to Ty... tak kiedyś wyglądałeś... plujesz na swoją własną twarz... stoisz naprzeciwko... naprzeciwko siebie. Patrzysz w swoje piękne oczy... Ty dobry i Ty zły... stoicie i patrzycie na siebie... Strącisz siebie w dół czy nie? Strącisz siebie na dno? Do tej krainy pachnącej krwią i ociekającą wnętrznościami? Czy okażesz się silniejszy?
Cieszysz się w myślach... uda Ci się... Jesteś przekonany...
Nie... Twój skrzypiący krzyk wyrywa się z Twoich przeszytych krwią ust... Ten co naprzeciwko... położył rękę na Twej głowie... Promieniowała ciepłem, o jakim już zapomniałeś... On zobaczył strach w Twych złych oczach... Uśmiechnął się, a Ty poczułeś gorąco spływające z Jego serca... Ty sam... sobie, dawałeś...
I stałeś się jednym... I mieszka w Twym żywym, tętniącym uczuciami sercu... złość, nienawiść na cały świat...
Ma tam swój pokoik... ogląda z okna to co robisz... czasem podpowiada...
I żyją w niezgodzie... uczucia dobre i złe... ale Jesteś jednym i potrafisz wybierać...
I znowu płaczesz... z rozdarcia między złem i dobrem... ale Jesteś jednym...i pamiętaj, możesz wybierać...
© 2006 Susełek



Komentarze
Pokaż komentarze (7)