Byłoby to śmieszne, gdyby nie było tragiczne i to pod każdym względem. Po pierwsze, koncerny są amerykańskie i tam rozgrywała się główna batalia właścicielska oraz dziennikarska, zakończona niezbędnymi (warunkowymi) zgodami sądowymi. Po drugie, pod pewnymi warunkami zgodę wyraziła również Komisja Europejska. W brukselskiej decyzji słowa nie ma na temat tego, że ostateczna (lub jakakolwiek) decyzja zależy od uznania przez polski rząd. Poza tym, w czasach rządów PiS dla tych samych polityków (Tusk et consortes) decyzja KE była święta i niepodważalna. Cóż więc się nagle w tej materii zmieniło?
W tym momencie przypomniało mi się podobne napinanie muskułów przez rząd Tuska, gdy w 2023 roku polska prokuratura rzekomo "dynamicznie włączyła się" do śledztwa w sprawie Jeffreya Epsteina, a Korneluk powołał nawet specjalny zespół prokuratorów. Między innymi TVN mocno nagłaśniał tę sprawę, więc otwarte pozostają pytania: Czy Polska cokolwiek zyskała na tej buńczucznej zapowiedzi rządu Tuska? A może zespół śledczych Korneluka uzyskał jakąkolwiek możliwość analizowania dowodów w tej sprawie - oczywiście poza czytaniem gazet amerykańskich i oglądaniem amerykańskich stacji telewizyjnych?
Ministerstwo Aktywów Państwowych, bo to ono zostało rzucone przez premiera Tuska do rowów w celu obrony TVN, ma w tej sprawie zbadać, czy dzięki jednej z największych transakcji w historii koncernów medialnych, może dojść w Polsce do zakłócenia porządku publicznego (sic!) albo w ogóle do zagrożenia bezpieczeństwu państwa.
I tutaj muszę zaznaczyć, że doskonale rozumiem olbrzymie obawy rządu Tuska, albowiem od wielu lat lansuje się w Polsce bezczelną tezę, iż jedynym prawowitym właścicielem demokracji w Polsce są środowiska liberalno-lewicowe oraz wspierające media (TVN, GW, Onet, Newsweek itd.), reprezentowane w Sejmie przez KO i Lewicę, ewentualnie ZSL (PSL) jako kwiatek do kożucha. Koniec, kropka. Jakakolwiek zmiana obecnego status quo w Sejmie - dokonana w ramach konstytucyjnych procedur wyborczych - oznacza wedle tych środowisk bezpośrednie zagrożenie bezpieczeństwa państwa polskiego. Zaś partie, które wedle tych samych procedur wyborczych przejęłyby w Polsce władzę, z automatu otrzymują łatkę faszystowskich, totalitarnych albo po prostu proputinowskich.
Na szczęście rola polskiego MAP przypomina mi marsz mrówki i słonia po moście oraz buńczuczne słowa mrówki: "nieźle dudnimy, słoniu!". Z drugiej strony trzeba zauważyć, że polsko-niemiecka mentalność rządu Tuska nie ma nic wspólnego z amerykańskim biznesem. Nie będzie żadnych gwałtownych, ani nawet dużych zmian na rynku medialnym w Polsce. TVN ma swoją stałą publikę i żaden rozsądny biznesmen z USA nie pozbędzie się jej. Możliwe są jedynie delikatne retusze, zauważalne wyłącznie przez specjalistów.
Przeto czego tak bardzo boi się rząd Tuska? To pytanie pozostaje akurat otwarte.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)