Będzie o dwóch wyjątkowo obrzydliwych reklamach. Pierwszą z nich jakiś czas temu widziałam w telewizji - spot pewnej instytucji finansowej (a może ubezpieczeniowej - nieważne). Chodziło o żywą gotówkę za usługę finansową. Przez prawie cały klip reklamowy wyliczane były korzyści jakie odniesie klient z zawarcia umowy z tą firmą. Na końcu padło jednak symptomatyczne zdanie "Zapytasz co my z tego mamy? Zyskujemy zadowolonego klienta!" Stop! Kłamstwo! Firma to nie święty Mikołaj i prezentów bezinteresownie nie daje.
Każde przedsiębiorstwo kapitalistyczne, z definicji i z natury działa po to, aby przynosić zysk. Możemy, skądinąd słusznie, uważać kapitalizm za skompromitowany przeżytek służący tylko maksymalizacji fortun kosztem milionów pracujących na nie obywateli, fakt póki co jest taki, że jeszcze dzisiaj ten system panuje na świecie, w którym żyjemy. Jeśli więc firma twierdzi, że wszystko co ma z kontraktu z klientem to jego zadowolenie, to zwyczajnie oszukuje. Po co więc oszukiwać?
Druga obrzydliwa reklama, a takich niestety jest więcej. Pożyczka chwilówka, pożyczka dla zadłużonych, pożyczka bez BIKu. Nie wiszą takie na twoim przystanku autobusowym? Twój lokalny portal informacyjny nie informuje w tekstach sponsorowanych o "dobrych pożyczkach dla każdego"? Obrzydliwość tej reklamy polega nie na oszustwie, ale na wyzysku. Oferty te bowiem skierowane są do tych ludzi, którzy nie są w stanie ani zaspokoić swich bieżących, podstawowych potrzeb, ani spłacić już istniejących zobowiązań - a tym bardziej tego, które im się dopiero proponuje! Kierowane są przeważnie nie do ludzi, którzy potrzebują pożyczyć kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy na samochód, remont domu lub telewizor plazmowy; ale takich, którym potrzebne jest 1000zł na spłatę komornika, kilka stów na ubrania dla dzieci, bo zima idzie, albo na godne urządzenie Wigilii. Oni są w sytuacji przymusowej, nie mając żadnej innej możliwości zdobycia potrzebnych środków, idą do takiej instytucji finansowej i godzą się na pożyczkę z faktycznie zawyżonym oprocentowaniem, nierzadko przekraczającym ustawowy procent uznawany za lichwę.
Wbrew pozorom obejście przepisów o lichwie wcale nie jest takie trudne. Ile by ów maksymalny ustawowy próg odsetek nie wynosił, to zawsze do umowy można wpisać wielkość o jeden a nawet 10 punktów procentowych niższą, ale wyrównać to sobie dopisaniem specjalnych opłat wyrażonych nie w procentach, ale wartościach bezwzględnych, np. za przyjęcie raty spłaty pożyczki, wysoką opłatą za monit w przypadku nieterminowych spłat oraz opłatą za ponaglenie. Teraz obejrzyjmy to w praktyce. Mała symulacja: przy wspomnianej wyżej pożyczce w kwocie 1000 zł do spłaty w ciągu roku z oprocentowaniem rocznym załóżmy 18 procent (mieści się w dwudziestokilkuprocentowej granicy legalności), klient odda instytucji finansowej z tytułu odsetek 180zł więcej niż pożyczył. Ponieważ jak już sobie powiedzieliśmy profil tego klienta to osoba ledwo radząca sobie finansowo, idę o zakład, że przynajmniej trzykrotnie w ciągu roku opóźni się o kilka dni czy tydzień ze spłatą. Wystarczyło więc wpisać do umowy "monit za nieterminową wpłatę", w "drobnej" cenie 100 zł i wysyłać go na drugi dzień po upływie terminu raty, aby klient już miał w skali roku 300 dodatkowych złotych do oddania firmie. Niektórzy klienci są jednak przebiegli i oporni, a w związku z tym bardzo terminowo spłacają raty pożyczki. To dla nich właśnie wymyślono i wpisano do umów, że raty nie da się spłacić przelewem lub na poczcie, ale jedynie podczas "domowej wizyty konsultanta". Ma to rzekomo ułatwić klientom życie, dowcip polega na tym, że taka domowa wizyta kosztuje np. 50 zł. Niewiele, prawda? A przemnożone przez 12 miesięcy? Nasza więc symulacja 1000 złotowej pożyczki na rok, gdzie z tytułu odsetek klient oddaje "jedyne" 180 zł, a dodatkowo z tytułu innych wymuszonych opłat 900, pokazuje jednoznacznie, że prawdziwe oprocentowanie wynosiło nieco ponad 100%.
Jeszcze jeden charakterystyczny "haczyk" kryjący się w wielu podobnych umowach to tak zwana opłata wstępna. Dwie podobne do siebie sprawy, dwójki podobnych osób, niedawno zawisły na wokandzie gdańskiego Sądu Okręgowego. Chodzi o to, że jeden z parabanków zaoferował klientowi pożyczkę i obiecał, że nie będzie potrzebował zabezpieczenia. To klienta przekonało, bo faktycznie nie miał czym zabezpieczyć tej wierzytelności. Na wstępie jednak, przy podpisaniu umowy parabank zmusił go do wpłacenia opłaty wstępnej wynoszącej około 10 procent wartości pożyczki. Następnie od umowy odstąpił, pokazując drobnym druczkiem w umowie napisane, że firma może ostatecznie odmówić udzielenia pożyczki, jeśli uzna, że zabezpieczenie jest konieczne. Równie maleńkim druczkiem było napisane, że opłata wstępna nie podlega zwrotowi.
Statystyki milczą o tym, ilu jest ludzi, którzy nie mając nic, a chcąc wyprawić Wigilię, pożyczą pieniądze na opłatę wstępną, byleby tylko instytucja finansowa zechciała zająć się nimi.
To o czym napisałam wyżej wynika oczywiście z zasad rządzących systemem kapitalistycznym: z permanentnego niedostatku jednych oraz nieograniczanej pazerności i cwaniactwa innych. Sposobem na likwidację tych patologii jest tylko rezygnacja z ustroju kapitalistycznego. Tymczasowymi hamulcami dla nich, łagodzącymi ich skutki, może być dobre prawo. Dzisiaj winę za taki stan rzeczy ponoszą dwie regulacje prawne.
Pierwsza - nie każde przedsiębiorstwo, które świadczy usługi finansowe, jest bankiem. I gdy banki podlegają wielu przepisom i mechanizmom ograniczającym ich zapędy (prawo bankowe, Komisja Nadzoru Finansowego, arbitraż bankowy), to te firmy o których mowa była powyżej - parabanki - nie! Dlatego też udzielają one pożyczek, a nie kredytów (na te drugie ustawowy monopol mają przedsiębiorstwa zarejestrowane w formie banku), dlatego też jedyna droga dochodzenia swoich racji jest w sądzie powszechnym. A to droga kosztowna, długotrwała i trudna - szczególnie dla osób, które najczęściej padają ofiarą parabanków i są ich typowym celem - niezamożnych, często niewykształconych, przede wszystkim zaś - nie znających zawiłości prawa, chytrych przepisów i rozmaitych kruczków.
Druga - w tym kontekście bardzo istotne są dwa przestępstwa, penalizowane kodeksem karnym i opisane też analogicznie w cywilnym. Są to wyzysk oraz lichwa. Wyzysk to przestępstwo podobne do oszustwa. Podczas gdy oszustwo polega na wprowadzeniu w błąd kontrahenta w celu zawarcia z nim rażąco niekorzystnej, krzywdzącej umowy, to wyzysk jest wykorzystaniem przymusowej sytuacji kontrahenta, w takim samym dokładnie celu. Lichwa określana jest znacznie prościej, jako pobieranie odsetek przekraczających ustaloną prawem wielkość.
Dzisiaj zarówno wyzysk jak i lichwa - choć ścigane są przed sądem karnym - to jedynie w trybie prywatnoskargowym! W praktyce oznacza to, że postępowanie prowadzi nie prokurator, ale sam pokrzywdzony musi sobie wynająć adwokata, zebrać dowody, przygotować akt oskarżenia i na koniec jeszcze zająć miejsce oskarżyciela na sali sądowej. Wróćmy do naszej osoby pokrzywdzonej ponad 100-procentowymi odsetkami. Czy taką osobę będzie stać na adwokata, skoro bez tego ledwo wiąże koniec z końcem, a parabank właśnie jej zrabował tysiąc złotych?
Jak jednak wiadomo, prawo jest emanacją wartości, które wyznają ci, którzy je tworzą. Czegóż więc innego można się spodziewać po twórcach dzisiejszego, kapitalistycznego prawa? Aby nie kończyć tak pesymistycznie, dodam tylko, że historia nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, a wszystko jest w naszych rękach. Twoich konkretnie.
Alicja Szczypta
Post Scriptum: Młodzi Socjaliści (www.mlodzisocjalisci.pl) rozpoczynają właśnie kolejną edycję kampanii społecznej "Bank to nie Mikołaj, prezentów nie daje!" (www.bankniemikolaj.pl). Akcja ma na celu informowanie społeczeństwa o ryzykach oraz nadużyciach związanych z zawieraniem umów z bankami i innymi instytucjami finansowymi, prewencję oraz pomoc prawną poszkodowanym.
815
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (8)