4 obserwujących
141 notek
136k odsłon
1377 odsłon

Inwazja Turcji na Kurdów w Syrii

Wykop Skomentuj26

"Taki już los Kurdów, w naszej historii zawsze w końcu ktoś nas zdradza". Tymi słowami mój kurdyjski znajomy skomentował dzisiejsze rozpoczęcie przez Turcję inwazji na tereny Syrii kontrolowane przez ten naród.

Przez zdradę ma tutaj na myśli zachowanie USA, które dało do zrozumienia Turkom, że nie będą przeszkadzać w inwazji. Ameryka do tej pory była mocnym sojusznikiem Kurdów w Syrii w walce z ISIS. Ale ISIS już nie ma i Kurdowie przestali być potrzebni, więc nie ma potrzeby ich dalszego wspierania. Co prawda Pentagon i Kongres woleliby przypilnować, żeby Deash się nie odrodziło, ale bez Trumpa nic nie zrobią, a ten nie zamierza ginąć za Kobane i stawać na drodze swojego sojusznika z NATO.

Operacja Krynica Pokoju, bo taki jest kryptonim inwazji, ma na celu utworzenie na terytorium Syrii wzdłuż tureckiej granicy szerokiego na 30 km pasa, którego by nie kontrolowała organizacja uznawana przez władze w Ankarze za wrogą. Przy okazji Erdogan chce tam przesiedlić około dwa miliony uchodźców, które teraz zamieszkują Turcję kompletnie zmieniając przy tym strukturę etniczną regionu. Warto jeszcze dodać, że w tym 30 km pasie, który sobie Turcy upatrzyli są ważne kurdyjskie miasta, takie jak Quamishlo, które jest de facto stolicą Rożawy (czyli syryjskiego Kurdystanu), oraz Kobane, miasto-symbol bohatersko obronione przed Daesh w 2014 r. Krótko mówiąc, oddanie tych terenów bez walki nie wchodzi w grę.

Ta inwazja była oficjalnym planem Erdogana przynajmniej od czterech lat, czyli od czasu, kiedy Kurdowie zaczęli odnosić większe sukces w walce ISIS i kontrolowane przez nich terytorium zaczęło rosnąć. PYD (Partia Unii Demokratycznej), kurdyjska organizacja, która tam de facto rządzi, jest mocno powiązana z PKK (Partia Pracujących Kurdystanu), która od lat 80 ubiegłego wieku walczy o oderwanie od Turcji dość dużego skrawka jej terytorium. Bardzo duża część bojowników walczących z ISIS to w istocie członkowie PKK, którzy zostali skierowani przez dowództwo na ważniejszy w danym momencie front -- z islamistami. Dla Turcji istnienie takiego tworu politycznego tuż za swoją granicą jest dużym potencjalnym zagrożeniem, szczególnie kiedy "ważniejszy front" już zniknął.

Erdogan przeprowadza inwazję dopiero teraz, bo dopiero teraz jest ku temu sprzyjający klimat polityczny. Ma zielone światło od wszystkich liczących się sił w regionie, czyli od Rosjan, z którymi od dłuższego czasu poprawia relacje, chociażby kupując ich rakiety S-400 i od Trumpa, który stwierdził, że Bliski Wschód nie jest już dla niego priorytetem, szczególnie, kiedy ISIS jest zniszczone. Do tego Trump słusznie zauważa, że USA wydały na konflikt z ISIS znacznie więcej niż inni jej sojusznicy. Generalnie każdy w tej sprawie ma swoje racje. I jak zwykle w takich sytuacjach, cierpią najmniejszy, nad których głowami ci duzi się dogadali.


Wykop Skomentuj26
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka