20 obserwujących
193 notki
577k odsłon
  1369   1

Temu Pradze już dziękujemy

[Uwaga: w tej lokalizacji artykuł obejmuje więcej, niż jedną stronę]

Tytułowy Praga, to Tomasz Praga, komendant główny Straży Granicznej, dwugwiazdkowy generał, czyli dywizji. Czym jest dywizja i co to znaczy być generałem – można mieć wątpliwości, czy ta postać orientuje się w tak złożonej materii. Człowiek, który na Polskę mówi „mateczka”.

Pan Praga rządzi Strażą Graniczną od 2018 roku. Na warszawskie salony Dobra Zmiana wywindowała go z bieszczadzkiej kancelarii. Mówi się, że jest jakimś tam pociotkiem pana Kuchcińskiego, tego byłego marszałka Sejmu. Kuchciński może jest i byłym marszałkiem, ale pozostaje wciąż aktualnym Wielkim Podszeptującym na dworze Prezesa rządzącej partii. Bliżej ucha Prezesa są być może tylko Siłowi Mariusze - Kamiński i Błaszczak. W każdym razie Praga ma takie „plecy”, że od jądra władzy nie zdołałby go oderwać nawet tysiąc atletów po zjedzeniu tysiąca kotletów.

Takich, jak Praga, w służbach określa się złośliwie „kangur” – bo takie susy sadzą na wyboistym szlaku awansów. Gryzipiórek przekładający zakurzone teczki w Przemyślu, nagle z siłą wodospadu ląduje w stolicy, jako prawa ręka szefa formacji, aby szybko i płynnie zająć jego miejsce. Absolwent nie jakiejś tam trepowskiej kuźni kadr, czyli legendarnej oficerki „zmechu”. Nie nie, Praga ukończył prawdziwą szkołę życia, gdzie w retorcie ognia i cierpienia cherlawy narybek uciera się do konsystencji prawdziwych twardzieli. Administrację i zarządzanie. W Przemyślu.

Głównym komendantem został pan Tomasz w styczniu 2018 roku. Przez te cztery lata formacja musiała stawić czoła dwóm poważnym wyzwaniom, pandemii i hybrydowej wojnie na białoruskiej granicy. Z obu prób wyszła zwycięsko. W pandemii najgorszy był początek okresu obostrzeń, gdy na pierwszej linii brakowało środków zabezpieczenia. Maseczki, kombinezony, płyn, rękawiczki – chaos ogarnął wszystkie służby, ale w końcu został opanowany. Wojna hybrydowa zaangażowała oprócz strażników granicznych, także żołnierzy, policjantów i strażaków, a nawet sokistów i leśników. Finalnie przyniosła odgrodzenie Polski solidną Zaporą, mogą sobie teraz „lekarze” z Erytrei napierać, ile chcą.

Co to ma wspólnego z Pragą? Ktoś powie, że to właśnie dobrze, że pod jego wodzą tak sobie Straż Graniczna wyśmienicie poradziła. A ja powiem inaczej. Straż Graniczna tak sobie wyśmienicie poradziła POMIMO, że dowodzi nią Tomasz Praga, były przemyski kancelista po administracji.

Próbkę swych talentów dał Praga, generał dywizji, na początku 2019 roku. Związkowcy od Roberta Lisa błagali go, aby zrobił cokolwiek w sprawie świadczeń dla przewodników psów, które zakończyły służbę w Straży Granicznej. Psy i konie służbowe były traktowane, jak przedmioty, dosłownie. One formalnie nie odchodziły ze służby, tylko podlegały wybrakowaniu. I nic się nie należało ludziom, u których boku ofiarne czworonogi traciły zdrowie dla Polski. Praga bał się cokolwiek samemu zdecydować. „Nie znajdował podstaw prawnych”, aby z gigantycznego budżetu formacji wyasygnować rocznie sto tysięcy złotych na bezzwrotne zapomogi dla przewodników. Kwota odpowiadająca cenie jednego radiowozu, pozwoliłaby wypłacać im miesięcznie po kilkaset złotych. Przecież jedzenie i leki kosztują, a kto się ma zająć czworonożnym emerytem? Człowiek przyzwoity nie pójdzie w ślady posłanki Scheuring-Wielgus.

Praga zasłaniał się projektowanymi zmianami przepisów o ochronie zwierząt. Tyle, że wtedy to była bajka o żelaznym wilku. Wraz ze śmiercią „Piątki dla zwierząt” całe to pokrętne lawiranctwo wzięło w łeb. Dopiero w grudniu 2021 roku weszły w życie przepisy, które radykalnie odmieniły los czworonożnych emerytów. Jednak egzamin z inicjatywy Tomasz Praga oblał. Okazał się miernym pasywnym mydłkiem.

Kim pan jest, panie Praga?

O losie polskich psów decyduje Praga

W okresie od objęcia funkcji komendanta, Tomasz Praga okazał się kimś jeszcze. Mianowicie bardzo się on lubi z Kolasą, który od lata tego roku już drugą kadencję obsiada stołek szefa NSZZ FSG, największego związku zawodowego, zrzeszającego strażników granicznych. Kolasa przewodzi hałastrze leni, łasych na wszelkie profity załganego serwilizmu. Co z tego ma Praga? Służbowy spokój. W czasie „Psiej grypy”, czyli protestu, który latem i jesienią 2018 roku przetoczył się przez służby mundurowe, Kolasa skrzętnie zadbał, żeby pozorować udział kierowanego przez siebie związku w akcji protestacyjnej, a po cichu perfidnie ją sabotował. Wymarzony partner dla pasywnej miernoty u steru władzy.

Praga wie o wszystkim, co dzieje się w Straży Granicznej. Trudno, żeby nie wiedział. Doskonale się orientuje, co to za szemrany typek, ten Kolasa. I jakim elementem się otoczył. I nic. A nawet więcej. „Nic”, to by znaczyło, że udaje, że nie wie, albo, że wstrzymuje się od działania. Ale Praga się nie wstrzymuje. Gdy Kolasa kończył pierwszą kadencję, na oficjalnym posiedzeniu zarządu głównego rozdawał swoim przydu... "współpracownikom” kosztowne podarunki. Fajki po kilkaset złotych za sztukę. Z dumą oświadczył, że zakup nie został sfinansowany z kasy Związku, tylko ufundowany przez jego „przyjaciół”. Czyli z niewiadomego źródła. A co na to Praga? A Praga, uczestnicząc w posiedzeniu jako gość, z bananem na facjacie, bez pyknięcia brewki łapówę od podwładnego przytulił. A może ci anonimowi „przyjaciele Kolasy”, to jakieś gangusy? Ja bym się nie zdziwił.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale