Zapośredniczenia
Μολών λαβέ.
4 obserwujących
16 notek
15k odsłon
1046 odsłon

W uliczkę wyskoczył Boniek czyli słowo o cenzurze i sądzie ludzkim.

Wykop Skomentuj21

     Ostatnio dziwne emocje wzbudziło pewne postanowienie sądu. Emocje cenzuralne. Wzburzył się takoż i Prezes. „To w pewnych aspektach przebija komunistyczną cenzurę. Ta decyzja jest wręcz niebywała, sprzeczna z Konstytucją i ze zdrowym rozsądkiem” – krzyczy. „Naszym obowiązkiem jest doprowadzenie do tego, by te naruszające prawo wyroki (sic!) były szybko uchylane, a wydający je sędziowie pociągani do odpowiedzialności dyscyplinarnej, a w konsekwencji usuwani z zawodu” – nawołuje.

     Co tak pobudziło naszego Przywódcę? Ano Sąd Okręgowy w Warszawie, ustami sędziego Rafała Wagnera, wydał postanowienie (nie wyrok) zabezpieczające pozew Zbigniewa Bońka przeciw „Gazecie Polskiej”, „Gazecie Polskiej Codziennie” i Piotrowi Nisztorowi o zaprzestanie publikacyj sugerujących związki powoda ze służbami komunistycznymi, przypisujące mu nieprawidłowości w zarządzaniu Polskim Związkiem Piłki Nożnej, w tym relacji gospodarczych PZPN-u z rodziną powoda oraz nieprawidłowości podatkowe przy sprzedaży akcji Widzewa Łódź. Naturalnie również przeprosiny i wpłatę na cel społeczny. W praktyce oznacza to zakaz publikowania na te tematy przez okres wskazany przez sąd – w tym przypadku 1 roku. Chyba, że wcześniej zapadanie odmienne orzeczenie w sprawie głównej albo wyłonią się okoliczności odmienne od tych, na podstawie których wydane zostało przedmiotowe postanowienie zabezpieczające.

     Do ogólnego tonu nadanego przez dr. prawa Jarosława Kaczyńskiego dostroili się także inni funkcjonariusze PiS, zgodnie z przekazem dnia krzycząc  o cenzurze. Czy słusznie?
     Rozwińmy temat  zaczynając od zdarzonek z przeszłości. Zadziała to być może odświeżająco i uśmierzy nieco słuszny partyjny gniew.  W 2011 r. ten sam SO i tenże sam sędzia Wagner nakazał „Super Expressowi” przeprosić Prezesa za tytuł „Czy zamkną Kaczyńskiego w psychiatryku?”. Sąd uznał, że sugerowanie „możliwych dysfunkcji psychicznych” narusza cześć i dobre imię Prezesa PiS. Dodatkowo decyzją sądu artykuły, z powodu których Kaczyński pozwał "SE" miały zniknąć ze stron internetowych tabloidu. Sędzia Wagner uznał wtedy, że teksty "SE" oraz tytułowe pytanie o "zamknięcie w psychiatryku" miało "służyć jedynie sensacji", zaś artykuły "pisane "w napastliwej formie" miały na celu poniżenie powoda, czyli prezesa PiS. Rok później, czyli w 2012 r. wyrok sędziego Wagnera podtrzymał w znacznej części Sąd Apelacyjny. Pełnomocnik Kaczyńskiego wyraził wtedy zadowolenie z wyroku. Ani słowa o cenzurze! Sędzia nie zdążył wydać postanowienia o zakazie publikacji, bo artykułów było tylko trzy a wyrok zapadł w miarę szybko. Jak ta sprawa się zaczęła? Być może pamiętają niektórzy,  że w 2011 r. Janusz Kaczmarek, były Prokurator Krajowy i szef MSWiA w rządach PiS w latach 2005-2007 wytoczył Kaczyńskiemu proces, zakończony ostatecznie ugodą. Chodziło o to, że Kaczyński nazwał go "agentem-śpiochem", czyli przedstawicielem wrogiego środowiska, który wtopił się w PiS i szkodził partii. Kaczmarek twierdził, że słowa Kaczyńskiego "mogą poniżyć go w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania". Wtedy właśnie warszawski Sąd Rejonowy zdecydował o wysłaniu Kaczyńskiego na badania psychiatryczne. Kaczyński uznał to za skandal, a sąd z decyzji się wycofał. O sprawie napisał m.in. tabloid "Super Express", który jeden z artykułów na temat potencjalnych badań psychiatrycznych Kaczyńskiego opatrzył tytułem: "Czy zamkną Kaczyńskiego w psychiatryku?"
     Postanowienie zabezpieczające w postaci zakazu publikacji przez tygodnik „Nie” informacji z życia prywatnego w związku z rozwodem uzyskał przed paru laty Jacek Kurski. Składano stosowne wnioski w sprawie zakazu publikacji „GW” o prezesie NBP o Adamie Glapińskim czy w sprawie publikacji o zatrudnieniu w KGHM chrześniaka Adama Lipińskiego. W tych sprawach też nikt nie wspominał o chęci cenzurowania prasy.
     Nie można zatem powiedzieć, że przedstawiciele dobrej zmiany nie wiedzą czym jest i do czego służy postanowienie zabezpieczające w postaci czasowego zakazu publikacji na określony temat przez określone podmioty. Tym bardziej, że niektórzy z nich są prawnikami. Choć rozumiem, że dla tego formatu osobowości zajmowanie oddanych Polsce umysłów czymś tak przyziemnym jak postępowanie cywilne a postępowanie zabezpieczające roszczenie niepieniężne w szczególności, byłoby marnotrawstwem. Jednakowoż zdany egzamin magisterski kończący studia prawnicze do czegoś zobowiązuje.

     Zadajmy więc, w świetle powyższego, naukotwórcze pytanie o istotę tego postępowania: What the Fuck is this?
Otóż postępowanie zabezpieczające (art. 730-757 k.p.c.) pełni funkcje pomocniczą w stosunku do postępowania rozpoznawczego,  umożliwia bowiem zaspokojenie wierzyciela dochodzącego swych roszczeń w postępowaniu rozpoznawczym. Zabezpieczenie może być udzielone w każdej sprawie cywilnej. Sąd może zastosować każdy sposób zabezpieczenia, który uzna za najodpowiedniejszy.
     Celem postępowania jest zabezpieczenie interesów strony, która prowadzi lub będzie prowadzić postępowanie sądowe przeciwko określonemu podmiotowi, aby nie okazało się, że mimo uzyskania korzystnego wyroku w sprawie, jego wykonanie będzie utrudnione bądź niemożliwe. Innymi słowy - antycypacyjne, tymczasowe udzielenie uprawnionemu takiej samej ochrony prawnej, jaką ma zapewnić mu przyszłe orzeczenie.
     Naturalnie sąd może odrzucić wniosek o zabezpieczenie. Sąd nie udziela zabezpieczenia wtedy, gdy sprzeciwia się temu ważny interes społeczny. Ten interes musi być ważniejszy niż ochrona dóbr osobistych. Najwyraźniej sędzia w tym przypadku uznał, że wartość nisztorowych publikacyj  nie wyczerpuje zakresu znaczeniowego składającego się na „ważny interes społeczny” i zabezpieczenia udzielił. W czterech na pięć proponowanych zakresów tematycznych.

Wykop Skomentuj21
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo